banner daniela marszałka

Alp dil Plaun

Autor: admin o środa 2. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Rothenbrunnen

Wysokość: 1960 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1334 metry

Długość: 14,8 kilometra

Średnie nachylenie: 9 %

Maksymalne nachylenie: 18,5 %

PROFIL > climbfinder

OPIS

Druga środa była dniem naszej jedynej przeprowadzki. Niemniej nie był to żaden wielki transfer, bowiem Laax od Domat / Ems dzieli niespełna 20 kilometrów. Tym samym mieliśmy sporo czasu na realizację ambitnych kolarskich planów. Miały być dwie ciężkie góry do zaliczenia. Los chciał jednak inaczej. Etap trzynasty okazał się pechowy. Tym niemniej pierwszą premię górską udało się odhaczyć. Gorzej było z moim zjazdem, ale o tym na końcu opowieści. Wspinaczka do gospody Alp dil Plaun zaczyna się na wysokości Rothenbrunnen. Wioseczki na prawym brzegu Tylnego Renu, w bliskim sąsiedztwie autostrady A13. Leży ona 6 kilometrów na południe od Bonaduz, co oznacza iż po raz trzeci na tej wyprawie zajrzeliśmy do doliny Hinterrhein. Od startu było stromo. Pierwsze 800 metrów do przejechania na dość szerokiej kantonalnej drodze nr 744.00. Następnie za sugestią strony „climbfinder” skręciliśmy w lewo na stromą i wąską dróżkę przez wieś Tomils. Na tym kilometrowym odcinku trzeba było pokonać w pionie aż 117 metrów. Przy tym na pierwszych 650 metrach średnia wynosi blisko 15%, zaś maksymalne nachylenie w dwóch miejscach przekracza 18%. Po przejechaniu 1,8 kilometra wypadliśmy na szerszą Feldiserstrasse. Kilkaset metrów dalej ta droga skręciła w lewo i odtąd obrała już wyraźnie północny kierunek, acz przed końcem czwartego kilometra pokonała cztery wiraże. Do połowy piątego kilometra nachylenie było znaczące, bowiem na odcinku 2,7 kilometra miało średnią 9,6%.

Chwilę później pokonaliśmy pierwszy z dwóch niedługich tuneli. Ten drugi jest niewiele dalej, tuż za mostem w połowie szóstego kilometra. Mając w nogach 6,3 kilometra dotarliśmy do Scheid. Znów pojechaliśmy przez centrum wioski, zamiast korzystać z głównej drogi. W Tomils taki manewr skracał szlak o 600 metrów, tu zaledwie o 100. Pod koniec ósmego kilometra minęliśmy Purz. Tym razem trzymając się już wspomnianej Feldiserstrasse. Na dziewiątym kilometrze nachylenie ani na moment nie odpuszczało. Męczyło średnią aż 11,6%. Ta stromizna zaczęła słabnąć na prostym odcinku drogi z początku dziesiątego kilometra. Wkrótce trzeba było się rozstać z szosą nr 744.05 zmierzającą na północ ku wsi Feldis (Veulden). Na wysokości przystanku autobusowego Scheid Plazza musieliśmy zawinąć ostro w prawo i wjechać węższą betonową dróżkę ku osadzie Plaun digs Mats. Do pokonania w pionie zostało nam jeszcze 450 metrów na dystansie nieco ponad 5 kilometrów. Przeciętne nachylenie w okolicach 9% czyli nieco niższe niż w środkowej fazie podjazdu, gdzie od połowy szóstego do początków dziesiątego kilometra na odcinku 3,8 kilometra zanotowałem średnią 10,2%. Nawierzchnia drogi jako się rzekło nieco inna, ale twarda i równa więc nie było co narzekać. Okolica jeszcze spokojniejsza niż dotąd. Miejscami betonowe płyty niczym baton twix dzieliły się na prawy i lewy pasek. Taki wynalazek szwajcarskich drogowców przetestowałem już kilka dni wcześniej na Alp Anarosa.

Po przejechaniu 12,2 kilometra dotarliśmy do Plaun digs Mats. Przyzwyczajeni do stałej wspinaczki zamiast odbić w prawo, zrazu pojechaliśmy prosto czyli dalej pod górę. Po około 200 metrach zorientowałem się, iż nie tędy droga, więc zjechaliśmy do rozjazdu. Pierwsze metry za rozdrożem prowadziły delikatnie w dół między drewnianymi domkami tej osady, ale podjazd szybko odżył. Na finałowym odcinku o długości 2,1 kilometra średnie nachylenie to 10%. Przy tym o ile niżej „beton z trawiastym przedziałkiem” był wyjątkiem od reguły to tutaj stał się normą. Na przedostatnim i początku ostatniego kilometra trzeba tu jeszcze powalczyć z dwucyfrową stromizną. Po czym na ostatnich 700 metrach jest już nieco luźniej. Mimo powszedniego dnia w środku tygodnia gospoda była oblegana przez turystów. Jej dzierżawcy szczycą się nagrodami za produkcję serów i wędlin. Ponoć pochodzą z Tyrolu. Może dlatego ceny w tym schronisku wydały mi się niższe niż w innych. Tu w każdym razie skusiliśmy się na małe piwko i colę dla ochłody. Mimo blisko 2000 metrów n.p.m. mój licznik zanotował temperaturkę na poziomie 32 stopni! Po zdjęciach na tle budynku restauracji oraz drewnianego krzyża z doliną w głębokim tle rozpoczęliśmy nieśpieszny zjazd betonowym duktem. Niestety na trzecim kilometrze przebiłem dętkę w przednim kole. Po wymianie kilkaset metrów kolejny defekt też z przodu. Trzeba było wdrożyć plan awaryjny. Daniel pojechał po auto, a ja zrobiłem sobie spacer do umówionej miejscówki już na szosowym fragmencie wzniesienia. Do Rothenbrunnen zjechałem zatem w aucie. Oczywiście tu i ówdzie zatrzymywaliśmy się by zrobić zdjęcia.

Niestety na samym dole „kapcia” złapała też prawa przednia opona w moim samochodzie, którą najpewniej przeciąłem na ostatnim żwirowym parkingu. Cóż było robić. Szybka decyzja. Przystanek ad hoc przy autostradzie A13 tuż przed wlotem do tunelu Isla Bella. Po czym telefon do ubezpieczyciela, a po nim jeszcze parę kolejnych. Rozwiązanie tego problemu przy pomocy miejscowego mechanika kosztowało nas dwie godziny. Szczęśliwie wystarczyło uszczelnić oponę sznurem butylowym. Tym niemniej straciliśmy cenny czas. Zrezygnowaliśmy z wypadu do Chur na spotkanie z Alp Farur. Pojechaliśmy prosto do Domat / Ems zapoznać się z naszą bazą na ostatnie trzy noce w Gryzonii.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/14987262307

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/14987262307

ZDJĘCIA

Plaun_001

FILM