banner daniela marszałka

Monte San Vicino

Autor: admin o poniedziałek 28. lipca 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Matelica

Wysokość: 1211 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 872 metry

Długość: 13 kilometra

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 11 %

PROFIL > cyclingcols

OPIS

W pierwszych latach XX wieku marcowe Tirreno – Adriatico było imprezą, którą częściej wygrywali specjaliści od wyścigów klasycznych niż etapowcy. Stąd na liście jego triumfatorów takie nazwiska jak: Filippo Pozzato (2003), Paolo Bettini (2004), Oscar Freire (2005) czy Fabian Cancellara (2008). Wszystkiemu „winne” były trasy owych edycji pozbawione podjazdów, na których do głosu mogli dojść najlepsi górale owej ery. To zmieniło się na przełomie dekad, gdy do programu „wyścigu Dwóch Mórz” zaczęto wrzucać etapy zdolne wywołać ostrzejszą selekcję w stawce uczestników. Na trasie pojawiały się zatem wzniesienia takie jak: Sasso Tetto, Passo Lanciano, Prati di Tivo czy Terminillo co było „wodą na młyn” dla grandtourowców. Jeden z nich miał też wygrać wyścig z sezonu 2016, choć akurat trasa tej edycji do najtrudniejszych nie należała. Tym niemniej „generalka” wyścigu miała się ułożyć na etapie piątym z Foligno do Monte San Vicino. Pięć górskich premii, w tym ta pierwszej kategorii jako podjazd finałowy. Jednak 13 marca tego roku pogoda spłatała organizatorom T-A nie lada figla. Nagły powrót zimy sprawił, iż wyższe partie owej góry pokryły się białym puchem. Decydenci z RCS Sport krytykowani rok wcześniej za dokończenie śnieżnego Terminillo nie podjęli kolejnego ryzyka i odwołali etap z finałem ponad Mateliką. Górale musieli się obejść smakiem, zaś klasykowcy dostali niespodziewany dar od losu. Ostatecznie 51-wszą edycję tego wyścigu wygrał Belg Greg Van Avermaet, który o sekundę wyprzedził Słowaka Petera Sagana.

Monte San Vicino choć nie tak wysoka czy duża jak Monte Nerone lub nawet Monte Carpegna wydała mi się bardzo solidnym podjazdem. Na tyle ciekawym, iż godnym zobaczenia. Dlatego też znalazła się w programie mojej ubiegłorocznej wycieczki po Apeninach. Niestety dopadło mnie choróbsko, więc gdy akurat byliśmy w tej okolicy to nawet nie wychyliłem nosa ze stancji pod Camerino. W tym roku chciałem nadrobić tą stratę. Znalazłem nam lokal na wzgórzach ponad Mateliką czyli I Balzani B&B na kolejne dwie noce. Z tej miejscówki mieliśmy też raptem 20 minut dojazdu do wąwozu Frasassi. Co dawało szansę na odwiedziny systemu przepięknych jaskiń krasowych znajdujących się nieopodal miejscowości Genga Stazione. Nasz plan na poniedziałek był prosty i podobny do sobotniego. Z rana miałem dwie godzinki na spotkanie z Monte San Vicino, po czym jeszcze przed południem ruszyliśmy na północ zwiedzać cuda podziemnego świata. Od razu powiem, że było warto. Badanie Grotte di Frasassi rozpoczęto w roku 1948, lecz wielkim przełomem było odkrycie w 1971 tzw. Abisso di Ancona, ogromnej sali o wymiarach 180 na 120 i wysokiej 200 metrów, w której to mogło by się zmieścić całe Duomo di Milano. Od roku 1974 jaskinie otwarto dla publiczności. Ciężko opisać te wszystkie: stalaktyty, stalagmity, stalagnaty, draperie naciekowe, makarony czy misy martwicowe. To trzeba po prostu zobaczyć, aby uwierzyć co jest w stanie stworzyć woda dodając kropelka po kropelce przez miliony lat. Przejście trasą turystyczną przez pięć sal zajmuje około 75 minut i kosztuje 20 Euro. Gorąco polecam, a jak ktoś będzie miał nieco więcej wolnego czasu to może jeszcze obejrzeć pobliskie Tempio del Valadier.

Po słonecznej niedzieli zapowiadano dość ponury poniedziałek. Niepewna pogoda przed południem i niemal pewny deszcz popołudniu. Ruszyłem z domu jeszcze wcześniej niż w sobotę, bo o wpół do ósmej. Na początek niemal 2 kilometry zjazdu do drogi SP256. Potem półtorakilometrowy przejazd północną częścią Mateliki. Szybko dotarłem do ronda, przy którym zaczyna się podjazd wycięty z trasy Tirreno-Adriatico 2016. Na sam początek przejazd pod wiaduktem kolejowym na trasie łączącej Fabriano z nadmorską Civitanova Marche. Dolny segment czyli dojazd do wioski Braccano (słynącej z około 50 murali) łatwy i przyjemny. Na odcinku 3,5 kilometra przeciętne nachylenie wynosi ledwie 3,6%. Potem mamy już jednak wspinaczkę z prawdziwego zdarzenia. Trzeba bowiem pokonać 740 metrów w pionie na dystansie 9,4 kilometra. Na początku szóstego kilometra droga SP14 wpada w las. W tej okolicy zaczyna się pierwszy cięższy segment wspinaczki to jest 3,5 kilometra o średniej 8,9%. Potem chwila oddechu czyli luźne 300 metrów w okolicy punktu widokowego Aia di Macciano (885 m. n.p.m.). Po nich kolejny mocny kawałek czyli 3,8 kilometra o przeciętnej 8,6%. To już de facto szosa SP90, która na początku dwunastego kilometra bierze wiraż w lewo pod szczytem Monte la Forcella. Solidny podjazd kończy się jakieś 1200 metrów dalej to jest w połowie trzynastego kilometra. Na ostatnich 400 metrach szosa wznosi się coraz łagodniej i ostatecznie przechodzi w płaskowyż, stąd linia mety jest tu nieoczywista. Przyjąłem za nią zakręt przed Monumento Madonna degli Alpini czyli miejsce oddalone jakieś 2 kilometry od szczytu Monte San Vicino (1484 m. n.p.m.), który zdobyć można tylko na pieszo.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15263620105

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15263620105

ZDJĘCIA

San-Vicino_001

FILM