Schermoos Sattel (Bozen) E
Autor: admin o niedziela 14. września 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Bozen
Wysokość: 1440 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 1141 metrów
Długość: 18,9 kilometra
Średnie nachylenie: 6 %
Maksymalne nachylenie: 14,5 %
PROFIL > archivio salite
OPIS
Pierwszy zjazd z Schermoos Sattel zakończyliśmy na styku z „krajówką” SS508. Nie mieliśmy w planach zwiedzania Bolzano. Stolica Południowego Tyrolu ma obecnie 107 tysięcy mieszkańców, więc jest tylko nieco mniejsza od Trento będącego stolicą całego regionu Trentino-Alto Adige. Bozen w średniowieczu należało najpierw do Biskupstwa Trydentu, następnie do Księstwa Tyrolu, a ostatecznie weszło w posiadanie Habsburgów. Italia przejęła je wraz z całym regionem po zakończeniu I Wojny Światowej. Obecnie ¾ tutejszej ludności mówi po włosku, choć w prowincji Sud Tirol nadal dominuje język niemiecki. Bolzano 13-krotnie pojawiło się na trasach Giro d’Italia w roli etapowej mety. Po raz pierwszy w 1933 roku, zaś ostatnio w sezonie 2003. Tuż po II Wojnie Światowej, a dokładnie w latach 1949-54 uczestnicy Giro gościli w tym mieście corocznie. Co godne podkreślenia aż pięć z tych sześciu górskich etapów wygrał znakomity Fausto Coppi. W XXI wieku zakończyła się tu jedynie czasówka na trasie z Merano (niem. Meran). Ten przeszło 42-kilometrowy „etap prawdy” wygrał Bask Aitor Gonzalez. W trakcie blisko 19-kilometrowego zjazdu szosą SP99 poznaliśmy, niejako z odwrotnej perspektywy, cały szlak naszej drugiej wspinaczki. Dodam, że ten podjazd nie został dotychczas wykorzystany na trasach wyścigu Dookoła Włoch. Niemniej był on ostatnim wzniesieniem w programie Tour of the Alps 2019. Co ciekawe, choć wjechano wtedy na Schermoos Sattel to premię górską wyznaczono znacznie niżej, bo w Jenesien (wł. San Genesio) po pokonaniu 9,5 kilometra ze średnim nachyleniem 8,5%. Wygrał ją Kolumbijczyk Carlos Julian Quintero. Etap skończył się w Bolzano, gdzie triumfował Fausto Masnada, zaś cały wyścig „wziął” Paweł Siwakow.
W teorii druga niedzielna wspinaczka była łatwiejsza od pierwszej. Niemniej mieliśmy ją do zrobienia już na pewnym zmęczeniu oraz w gorętszych warunkach. Na pierwszych 10 kilometrach zmagaliśmy się z temperaturą w przedziale od 26 do 31 stopni. Zasadniczym zadaniem było sprawne wjechanie na poziom 1330 metrów n.p.m. To znaczy pokonanie segmentu o długości 11,5 kilometra i średnim nachyleniu 9%. To niełatwe zadanie można sobie dodatkowo utrudnić wybierając na wstępie „Altestrasse” biegnącą przez osadę Sankt-Georgen. Ten wariant przeszło dwukrotnie skraca dotarcie na poziom 673 m. n.p.m., ale zmusza do pokonania sektora o długości 2,2 kilometra ze średnią 17%! My cały czas trzymaliśmy się drogi SP99. Do połowy trzeciego kilometra przebrnęliśmy przez trzy mocno zakręcone tunele. Adrian tym razem towarzyszył mi na całym podjeździe. Generalnie jak mawia klasyk „jechał z czuciem”. Niekiedy odjeżdżał na trudniejszych fragmentach, ale zaraz potem hamował, gdy droga nieco odpuszczała. Do Jenesien dotarliśmy w połowie dziewiątego kilometra. Przejazd przez tą wioskę trwał kolejny kilometr, zaś powyżej niej mieliśmy do pokonania jeszcze dwa ciężkie kilometry. Najtrudniejszym fragmentem tej wspinaczki był 600-metrowy odcinek na przełomie dziesiątego i jedenastego kilometra. Nie zaś sam jej początek jak to sugerują profile z „archivio salite” czy „cyclingcols”. Potem od połowy dwunastego do początków siedemnastego kilometra mieliśmy do przejechania teren góra-dół. Ogólnie bez żadnych zysków w pionie. Na tym segmencie pod koniec czternastego kilometra minęliśmy Gasthof Tomanegger. To jest gospodę w której na wcześniejszym zjeździe „zatankowaliśmy kalorie” na drugą część niedzielnego etapu. Podjazd „odżył” jeszcze na ostatnich dwóch kilometrach ze średnią 8,2%. Najcięższy w tej końcówce był przejazd przez wioskę Flaas (Valas), na którym stromizna przekracza 14%.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/15812466146
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15812466146
ZDJĘCIA

