banner daniela marszałka

Rifugio Sorgenti del Piave

Autor: admin o czwartek 18. września 2025

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Forni Avoltri

Wysokość: 1835 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 972 metry

Długość: 16,5 kilometra

Średnie nachylenie: 5,9 %

Maksymalne nachylenie: 16 %

PROFIL > archivio salite

OPIS

Naszą trzecią bazą noclegową był świetny lokal z sieci Albergo Diffuso Dolomiti, znajdujący się na pierwszym piętrze Ciase Puron w miejscowości Forni di Sotto przy ulicy Borgo Baselia. W środowy wieczór wpadliśmy tam na obiadokolację do pobliskiego lokalu Pizzeria al Campanile, gdzie zjadłem najlepszą pizzę od wielu lat. Nazajutrz mieliśmy ruszyć na zwiedzanie szosowych podjazdów w regionie Friuli-Venezia Giulia. Niestety Adrian nieco podupadł po chłodnawych wspinaczkach na Monte Avena i Tre Cime di Lavaredo. Musiał sobie zrobić dzień przerwy. Dlatego do Forni Avoltri na wspinaczkę ku źródłom rzeki Piave wybrałem się sam. Wspomniana rzeka w ostatnich miesiącach I Wojny Światowej była główną linią włoskiej obrony. Jej źródła znajdują się na zboczu Monte Peralba (2694 metrów n.p.m.) czyli trzeciej pod względem wysokości góry w Alpach Karnickich. Po przebyciu 220 kilometrów m.in. przed rejon Cadore i okolice Belluno uchodzi ona do Adriatyku pomiędzy kurortami Lido di Jesolo i Eraclea Mare. Moim podstawowym celem było schronisko w dolinie Sesis stojące na końcu drogi SP22. Rifugio Sorgenti del Piave jest otwarte corocznie od połowy czerwca do końca września. Niemniej przy okazji mogłem zaliczyć podjazd na Cima Sappada kilkakrotnie przetestowany na trasach Giro d’Italia. Sappada to jedna z germańskich wysp językowych na terenie północnych Włoch. Tu również przed wiekami osiedlili się górale z Tyrolu i południowej Bawarii. Po niemiecku ta miejscowość nazywa się Bladen, zaś w miejscowym dialekcie Plodn. Gmina ta należy do regionu historycznego Carnia, lecz dopiero w grudniu 2017 roku na wiosek zdecydowanej większości swych mieszkańców została przyłączona Wenecji Julijskiej.

W Sappadzie zakończyły się trzy etapy Giro. Już pierwszy z nich stał się legendarny za sprawą „przewrotu pałacowego” w zespole Carrera Jeans-Vagabond. Odcinek piętnasty z roku 1987 prowadził z Lido di Jesolo do Sappady. Wygrał go Holender Johan Van der Velde z przewagą 46 sekund nad 6-osobową grupką, którą przyprowadził Szwajcar Tony Rominger. Niemniej najważniejszym wydarzeniem tego dnia był skuteczny atak Stephena Roche’a na pozycję lidera wyścigu. Przeprowadzony przez Irlandczyka pomimo tego, że w „maglia rosa” jechał jego kolega z zespołu Włoch Roberto Visentini, zwycięzca Giro 1986. Dla Dublińczyka był to ważny krok na drodze do sezonowego hat-tricka na trasach Giro, Touru i Mistrzostw Świata. Swego rodzaju kolarskiego wielkiego szlema, który przed nim zrealizował tylko Eddy Merckx, zaś po nim jedynie Tadej Pogacar. Dolna część mojego czwartkowego podjazdu znalazła się też w końcówce dziewiętnastego etapu z roku 2024. Tego dnia najmocniejszym kolarzem z bardzo licznej ucieczki okazał się Włoch Andrea Vendrame. Zarówno w 1987 jak i 2024 roku Cima Sappada (1292 m. n.p.m.) była premią górską ulokowaną na kilka kilometrów przed metą na płaskowyżu wzdłuż, którego rozciągnięta gmina Sappada. W międzyczasie była też ona metą etapową w roku 2018. Jednak na piętnastym odcinku tej edycji kolarze dojechali do Sappady od łatwiejszej zachodniej strony. Tego dnia po pięknym solowym rajdzie triumfował lider Simon Yates. Anglik wygrał z przewagą 41 sekund nad grupką, w której byli: Miguel Angel Lopez, Tom Dumoulin, Domenico Pozzovivo, Richard Carapaz i Thibaut Pinot. Chris Froome finiszował tu na zaledwie siedemnastym miejscu ze stratą 1:32 do swego rodaka. Jednak niespełna tydzień później na mecie wyścigu w Rzymie to „Biały Kenijczyk” cieszył się z generalnego zwycięstwa, zaś „Szymon Bliźniak” na taki sukces musiał poczekać jeszcze siedem lat.

Jednak owe trzy finisze w Sappadzie nie były jedynymi okazjami, gdy peleton Giro d’Italia pojawiał się w tych okolicach. Mój wschodni podjazd na Cima Sappada bywał też premią górską. W 1948 roku na etapie do Auronzo di Cadore, w 1963 na trasie do Nevegal oraz w 1990 na odcinku prowadzącym do Toblach / Dobbiaco. Pierwsi na tej górze pojawiali się za każdym razie Włosi, kolejno: Vincenzo Rossello, Franco Bitossi oraz Bruno Leali. Przez Sappadę przejeżdżano też później w latach 2007 i 2017 na górskich etapach do Monte Zoncolan i Piancavallo. Niemniej zachodni podjazd do tej miejscowości w oczach organizatorów Giro nie był godzien statusu górskiej premii. Przy obu okazjach wyznaczono tu jedynie lotne premie. Jadąc do Forni Avoltri zwróciłem uwagę na 4-kilometrowy podjazd między Comeglians i Rigolato. Odcinek z przewyższeniem nieco ponad 200 metrów. Niemniej po nich przez dalsze 8 kilometrów szosa SR355 wznosiła się już tylko minimalnie. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że wybrałem właściwe miejsce na rozpoczęcie mojej wspinaczki. Przy czym wypakowałem się w centrum „For Davuatri”, lecz na start zjechałem do tablicy stojącej na wjeździe do tej miejscowości. Pierwsze 3,5 kilometra to podjazd z przeciętną nachyleniem 5,2%. Na początku drugiego kilometra most nad potokiem Degano. W połowie trzeciego osada Borgo Ciolos, zaś kilometr dalej Piani di Luzzo. Za nią chwila zjazdu i kilometr płaskiego terenu kończący się przejazdem obok centrum biathlonowego Carnia Arena. Pod koniec piątego kilometra zobaczyłem przed sobą „ścianę”, która przed laty ostatecznie złamała Visentiniego. Jest ona początkiem ciężkiego sektora o długości 2,2 kilometra i średniej stromiźnie aż 10,1 i max. 14%. Podjazd wyraźnie złagodniał na kilkaset metrów przed wjazdem do Sappady. To znaczy wtedy gdy przejechałem już 7,1 kilometra.

Po luźniejszym około półkilometrowym odcinku, tuż za kościołem pod wezwaniem św. Oswalda musiałem odbić w prawo. Wpadłem do osady Borgata Cima Sappada. Miejsca z własnym klimatem. Tu czas jakby się zatrzymał. Chwila kostki i niebawem początek szosy SP22. Pierwsze 2100 metrów łagodne, za wyjątkiem krótkiego odcinka na początku dziesiątego kilometra. Po 9,8 kilometra od startu przejazd na prawy brzeg Piawy i za mostkiem pierwsza z całej serii ścianek. Do końca wspinaczki zostało mi de facto 5,9 kilometra. Segment o średniej 9,5 i max. 16%. To nie tylko stromy, lecz przede wszystkim bardzo nieregularny kawał podjazdu. Pierwsze cztery o długości od 300 do 450 metrów, zaś piąty dłuższy bo aż kilometrowy. Na każdym nachylenie sięgające co najmniej 14%. Niektóre z tych odcinków bardzo kręte. Ciężko było mi złapać dobry rytm do jazdy na takim wzniesieniu. Mocna wspinaczka skończyła się w połowie szesnastego kilometra, zaś na ostatnich 600 metrach teren był już zasadniczo płaski. Szosa ominęła schronisko i wprowadziła mnie na plac przed nim od strony północnej. Nad nim piętrzy się wspomniana Monte Peralba. Patronem jednego ze szlaków na szczyt tej góry jest Jan Paweł II. Nie bez powodu, bowiem „Papież z dalekiego kraju” osobiście wszedł tam w lipcu 1988 roku czyli w wieku 68 lat. Po strefie bufetowej w schronisku bardzo spokojnie zjechałem do Forni Avoltri. Z tej miejscowości mogłem jeszcze wyskoczyć do Rifugio Edoardo Tolazzi (1370 m. n.p.m.). Kolejnego schroniska, tym razem pod szczytem Monte Coglians (2780 m. n.p.m.) najwyższym w Alpach Karnickich. Prowadzi do niego podjazd o długości 9,2 kilometra i przewyższeniu około 500 metrów. Nie skorzystałem jednak z tej opcji. Za to w drodze powrotnej do Forni di Sotto zatrzymałem się w Ovaro i autem podjechałem pierwsze dwa kilometry zachodniego Zoncolanu wspominając swą wspinaczkę z lipca 2012 roku.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/15855839489

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15855839489

ZDJĘCIA

Piave_001

FILM