Pian delle Streghe
Autor: admin o piątek 19. września 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Cercivento
Wysokość: 1531 metrów n.p.m.
Przewyższenie: 970 metrów
Długość: 11,3 kilometra
Średnie nachylenie: 8,6 %
Maksymalne nachylenie: 13 %
PROFIL > cyclingcols
OPIS
Zgodnie z chronologią zdarzeń zacznę od drugiej z piątkowych wspinaczek Adriana. Mój kompan po zjechaniu z Monte Zoncolan miał do wyboru aż trzy ciężkie góry w bliskiej okolicy Ovaro lub wręcz z ulic tego miasteczka. Krótka wycieczka na północ ku Comeglians dawała możliwość wypadu na Monte Crotis (1982 m. n.p.m.) czyli zaliczenia przeszło 14-kilometrowego podjazdu o średnim nachyleniu 10,1%. Niedoszłej premii górskiej z Giro d’Italia 2011. Z kolei na zachodnim czyli lewym brzegu potoku Degano czekała na niego masakryczna wspinaczka na Passo della Forcella (1825 m. n.p.m.). Tylko 9,5 kilometra podjazdu, ale o średniej aż 14%. Przy tym im dalej tym mocniej. Pierwsze 3 kilometry z przeciętną 8,2%. Kolejna „trójka” już na poziomie 14,6%! Natomiast ostatnie 3500 metrów ze średnią aż 18,5%!! Jednym słowem premia górska, przy której nawet Zoncolan wygląda blado. To sławetna La Stentaria z maksymalną stromizną 24, czy nawet 28% jak podają znaki drogowe. Adek nie zaszalał. Tego popołudnia postawił na Monte Arvenis. To znaczy na podjazd z Ovaro do Malga Arvenutis (1516 m. n.p.m.). Blisko tysiąc metrów w pionie. W sumie 985 na dystansie lewdie 8,6 kilometra czyli ze średnim nachyleniem 11,4%, zbliżonym do tego z zachodniego Zoncolanu. Ta wspinaczka też zaczyna się na drodze SP123, lecz już po 550 metrach odbija w prawo do wioski Lenzone, a za nią wpada do lasu przez, który prowadzi szlak ku wspomnianemu gospodarstwu pasterskiemu. To wąziutka i bardzo kręta dróżka z 27 wirażami. Mojego kolegi nie zachwyciła z uwagi na kiepską jakość nawierzchni.
Adriano nie spoczął na zaliczeniu tej ciężkiej przeszkody. Następnie dojechał jeszcze do Cercivento zaliczając przy okazji 7-kilometrowy podjazd z Comeglians na Sella Valcalda. W sumie przerobił tego dnia przeszło 2600 metrów w pionie. Ja w tym czasie po zjechaniu z Monte Valsecca odpocząłem kwadrans przy samochodzie. W pobliżu swego parkingu miałem okazję do podziwiania artystycznego projektu „Biblia na świeżym powietrzu”. Pod tym hasłem kryje się szereg mozaik, obrazów i reprodukcji ceramicznych o tematyce religijnej umieszczanych od roku 2011 na tutejszych budynkach. Zarówno publicznych jak i prywatnych. Cercivento alias Çurçuvint to gmina, w której mówi się nie tylko po włosku, lecz w również w języku friulskim. To najpopularniejszym z trzech języków retoromańskich, używanym przez jakieś 600 tysięcy osób żyjących w prowincjach Udine i Pordenone. Dla porównania szwajcarski romansz ma około 60 tysięcy, zaś ladino rodem z Dolomitów jedynie 41 tysięcy użytkowników. Ruszałem stąd w kierunku szczytu Monte Tenchia alias Le Tencje (1840 m. n.p.m.). Profil wzniesienia sugerował, że po przejechaniu 13,2 kilometra mogę skończyć na wysokości 1676 metrów. Ten finał znajduje się na rozdrożu, z którego w prawo odchodzi ścieżka do Casera Zoufplan Bassa. Niemniej musiałem mieć na uwadze, iż finałowy odcinek o długości 1,8 kilometra i przewyższeniu 145 metrów prowadzi tam już po nawierzchni szutrowej. Asfalt kończy się zaś na poziomie około 1530 metrów. Nieco powyżej miejsca o złowieszczej nazwie „Pian delle Streghe” czyli w tłumaczeniu na polski „Równina Czarownic”. Mimo końcówki letniego sezonu około czternastej u podnóża drugiej piątkowej góry zanotowałem 36 stopni.
Na początek zjechałem w dół Via di Sot do miejsca, w którym ta ulica styka się z szosą Via di Flum przecinającą dolinę potoku But. Ruszałem pod górę nieco osłabiony trudami pierwszego wzniesienia oraz przyduszony wspomnianym upałem. Po nawrotce zrazu miałem przejazd przez dolną część Cercivento. Odcinek z zasadniczo umiarkowanym nachyleniem. Po przebyciu 800 metrów musiałem odbić w prawo i wjechać na górską Via Tencje. Szybko, bo już na początku drugiego kilometra minąłem stojący po lewej stronie owej drogi pomnik poświęcony czterem żołnierzom 8. Pułku Alpejskiego poległym w lipcu 1916 roku. Dolny segment tego podjazdu miał długość 3,8 kilometra i średnią 10,8%. Tym cięższy, iż na tym odcinku temperatura spadła jedynie do 29 stopni. Po chwili luzu nieopodal kapliczki Maina di Sopra zacząłem kolejny ciężki segment. To znaczy środkowy o długości 3,7 kilometra i średniej 9,7%. Gdy droga złagodniała to na wirażu w prawo minąłem Fontane Gjaton czyli źródełko u Kota, który na obrazku wyglądał niczym ten z „Alicji w Krainie Czarów”. Kilkaset metrów za fontanną podjazd odżył. Finałowy sektor o długości 2,4 kilometra miał przeciętne nachylenie 6,7%. Stromizna była wyrazista między połową dziesiątego i jedenastego kilometra. Niespełna kilometr przed końcem asfaltu minąłem domek z wizerunkiem Czarownicy lecącej na miotle. Niebawem skręciłem w lewo i wjechałem na płaskowyż. Jakieś 700 metrów dalej tuż za ciasnym zakrętem w prawo ujrzałem przed sobą żwir zamiast szosy. Zrezygnowałem z dalszej wspinaczki, gdy od napotkanych tu samochodowych turystów usłyszałem, że ta szutrowa droga jest zbyt kamienista dla „bici da corsa”.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/15866723558
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15866723558
MONTE ARVENIS by ADRIAN ZDROJEWSKI
https://www.strava.com/activities/15865106160
ZDJĘCIA
FILM

