Sella di Rioda
Autor: admin o sobota 20. września 2025
DANE TECHNICZNE
Miejsce startu: Cercivento
Wysokość: 1802 metry n.p.m.
Przewyższenie: 1233 metry
Długość: 24 kilometry
Średnie nachylenie: 5,1 %
Maksymalne nachylenie: 14 %
PROFIL > cyclingcols
OPIS
Wstępnie zakładałem, że w trakcie ostatniego dnia tej wyprawy zaliczymy dwie niespełna 10-kilometrowe, lecz bardzo strome wspinaczki. To znaczy Malga Poccet (1452 m. n.p.m.) z Pietratagliaty oraz Monte Lussari (1749 m. n.p.m.) z Valbruny. Całą przygodę mieliśmy zakończyć na trasie górskiej czasówki, gdzie rozstrzygnęły się losy Giro d’Italia 2023. W miejscu gdzie Primoz Roglic pokonał i zdetronizował Gerainta Thomasa. Niemniej aby mieć szanse na „zmęczenie” najtrudniejszej części tego wzniesienia to jest przeszło 4-kilometrowego segmentu o stałej stromiźnie 14-16% potrzebowałem przełożenia 34/32, którego mi tu brakowało. Mogłem liczyć co najwyżej na tryb 28. Dlatego na pożegnanie z Italią zaproponowałem Adrianowi podjazd na Sella di Rioda, oryginalnie przymierzany do ósmego etapu tej wycieczki. Tym samym w sobotę mieliśmy długi podjazd zamiast dwóch krótkich. Przy aucie załadowanym do pełna jeden przystanek na trasie był znacznie wygodniejszym rozwiązaniem niż dwa. Przed tą wspinaczką obawiałem się tylko licznych tuneli na dolnym odcinku poniżej sztucznego Lago di Sauris. To był mój trzeci w życiu wjazd na Altopiano di Casera Razzo. To jest na płaskowyż położony na wysokości około 1800 metrów n.p.m., na obszarze gminy Vigo di Cadore, a zatem już w granicach Wenecji Euganejskiej. Do tego miejsca biegną trzy górskie szlaki, z czego dwa prowadzące w przeważającej mierze szosami Friuli-Wenecji Julijskiej.
Mamy tu wspinaczkę wschodnią z Entrampo przez Val Pesarina kończącą się na Sella di Razzo (1739 m. n.p.m.). Przeszło 26 kilometrów z przeciętnym nachyleniem 4,6%. Podjazd zachodni z Treponti nad rzeką Piawą na Sella Ciampigotto (1798 m. n.p.m.). Ponad 16 kilometrów o średniej 6,4%. W końcu zaś południowy z Ampezzo w rejonie Alta Val Tagliamento wiodący przez Sauris na Sella di Riodę. Pierwsze z owych wzniesień pokonałem w lipcu 2012, zaś drugie w sierpniu 2018 roku. Pozostało mi zaliczyć trzecią premię górską z tego zestawu. Ponoć najtrudniejszą z nich. U podnóża owej góry pojawiliśmy się ledwie kwadrans po opuszczeniu Forni di Sotto. W Ampezzo alias Dimpeç zaczynałem trzynaście lat temu 11-kilometrowy podjazd na Passo del Pura (1425 m. n.p.m.). Tamta wspinaczka zaczynała się od 3-kilometrowego odcinka na drodze SS52. W przypadku wjazdu na Sella di Rioda korzysta się jedynie z szosy SP73, zaś wszystko zaczyna się po zjeździe z wspomnianej „krajówki”. Pierwsze 9 kilometrów tego podjazdu wiedzie doliną potoku Lumiei. Na samym początku mieliśmy tu bardzo łagodny odcinek czyli 2200 metrów z przeciętnym nachyleniem tylko 2,5%. Od mostu nad Rio Nier stromizna stała się odczuwalna. Kolejne dwa kilometry z hakiem to już sektor ze stromizną o średniej 6,7%. Nieco wyżej solidniejsze nachylenie było też ósmym i dziewiątym kilometrze. W połowie piątego kilometra wjechaliśmy do pierwszej z siedmiu galerii czyli 527-metrowej Clap della Polenta. W każdej z nich droga była wyłożona kostką, zaś niektóre wiodły po łuku. Oświetlenia może i nie brakowało, ale jednak miejscami robiło się ciemno. Łącznie do przejechania w półmroku mieliśmy tu 2,5 kilometra. Najdłuższy tego rodzaju kawałek trafił się tuż przed Lago di Sauris. Mam na myśli tunel Galleria della Diga o długości 776 metrów.
Diga po włosku znaczy zapora. Ta akurat czyli Diga della Maina powstała w latach 1941-1948. Ma wysokość 136 metrów i w chwili jej otwarcia była najwyższą we Włoszech, a drugą w całej Europie. Utworzyła ona sztuczne jezioro o powierzchni 1,57 km2, pod którego wodami spoczęła wioska Maina. Po koronie owej zapory biegnie Via San Valentino schodząca ku jezioru ze wspomnianej już przeze mnie przełęczy Pura. Mijając tamę byliśmy dopiero na poziomie 977 metrów n.p.m. Do przejechania pozostało nam zatem niemal 15 kilometrów i przeszło 800 metrów w pionie. Na początek 2,1 kilometra wzdłuż wschodniego brzegu jeziora. Odcinek zasadniczo płaski, za wyjątkiem krótkiej ścianki w połowie jedenastego kilometra. Od początku dwunastego kilometra pierwszy z trzech stromych segmentów. Odcinek o długości 2,3 kilometra przy średniej 9 i max. 12,7% kończący się przejazdem przez Sauris di Sotto (1212 m. n.p.m.). Miejscowość ta była najwyżej położonym ośrodkiem gminnym w całym Friuli-Venezia Giulia, do czasu przyłączenia Sappady do tego regionu. Sauris była jeszcze jedną germańska wyspa językowa na naszym szlaku przez północno-wschodnią Italię. Niemiecka nazwa owej gminy to Zahre. Założyli ją górale przybyli z dolin: Lesachtal (Karyntia) i Pustertal (Południowy Tyrol). Jej obecni mieszkańcy słynną z produkcji: prosciutto crudo, speck di Sauris oraz lokalnego piwa. Wioska jak z obrazka. Przy tym upiększona ślicznymi muralami. W tym miejscu zapraszam do zdjęć, które Adrian umieścił na stravie. Na czternastym kilometrze mieliśmy pół kilometra luzu, po czym zaczęliśmy kolejny mocny sektor. Tym razem 3-kilometrowy o średniej 7,6 i max. 11,2%. W jego dolnej części minęliśmy aż osiem wiraży, zaś w górnej przejechaliśmy przez Sauris di Sopra.
Na osiemnastym kilometrze podjazd znów odpuścił. Przez kolejne 2,6 kilometra nachylenie było znikome. W pierwszej części łagodne, zaś w drugiej żadne. Na tym zupełnie płaskim odcinku w połowie dwudziestego kilometra wjechaliśmy do regionu Veneto. Jakieś 700 metrów dalej za mostem nad wyschniętym korytem potoku Felempecle rozpoczęliśmy finałową fazę tej wspinaczki. Na sam koniec mieliśmy do pokonania 3,3 kilometra o średniej 9,2% i max. 13,9%. Kolejny stromy i kręty odcinek z ośmioma zakrętami. Przydrożne znaki straszyły tu nawet stromizną na poziomie 18%, ale realia były bardziej znośne. Tak czy owak lekko nie było i musiałem się sprężyć by utrzymać kontakt z Adkiem. Prawdziwy podjazd skończył się w połowie 24. kilometra na łuku w prawo nieopodal szczytu Monte Pezzocucco (1914 m. n.p.m.). Półkilometrowy dojazd do tablicy był już zupełnie płaski. Minęliśmy linię naszej premii górskiej chwilowo bez przystanku. Zatrzymaliśmy się na zdjęcia dopiero w drodze powrotnej. Tymczasem naszą metą była położona jakieś 2,5 kilometra dalej, a przy tym nieco niżej Malga Casera Razzo. Schronisko było opanowane przez motocyklistów, ale znaleźliśmy przed nim miejscówkę na skonsumowanie naszych zestawów „strudel und kaffe”. Warto było zmienić plany, by zaliczyć ten zróżnicowany podjazd pełen pięknych widoków. Jazda w optymalnej temperaturze pod błękitnym niebem z finezyjnie układającymi się chmurkami. Wszystko tu zagrało, także pod kątem dokumentacji fotograficznej. Na sam koniec pozostał już tylko długi zjazd do Ampezzo. Rzecz jasna z odrobiną dreszczyku w wilgotnych tunelach poniżej Lago di Sauris. Po wszystkim zaś około wpół do trzeciej zaczęliśmy 540-kilometrowy transfer przez Austrię na czeski nocleg we Vranovicach (Kraj południowomorawski). Dzięki niemu w niedzielę pozostało nam już tylko 8 godzin jazdy do Trójmiasta.
GÓRSKIE ŚCIEŻKI
https://www.strava.com/activities/15874333610
https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/15874333610
ZDJĘCIA
FILM

