banner daniela marszałka

Alpe Pescia

Autor: admin o piątek 3. września 2021

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Masera (SP71)

Wysokość: 1446 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1130 metrów

Długość: 11,7 kilometra

Średnie nachylenie: 9,7 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W oryginalnym planie na tegoroczne zwiedzanie Piemontu zakładałem, że po Alpe Devero będziemy podjeżdżać do stacji San Domenico. Tymczasem kolarską górę św. Dominika poznaliśmy już w środę. Zastąpiła ona bowiem szwajcarską przełęcz Furggu w roli poprawki po wielkim Simplonie. Tym samym do programu na piątek musiałem dodać jakieś nieprzewidziane wcześniej wzniesienie w rejonie Val d’Ossola. Najlepiej zaczynające się w pobliżu naszej drogi z Baceno do Omegni. W tej okolicy było z czego wybierać. Już choćby baza podjazdów z „archivio salite” podsuwała mi pół-tuzina „mocnych” kandydatur na to popołudnie. To znaczy szereg ekstremalnych wzniesień o przewyższeniu co najmniej 1000 metrów i średnim nachylenie rzędu 10% lub więcej. W teorii najtrudniejszą dostępną tu opcją jest wspinaczka z Preglia do Alpe Fuori (1495 m. n.p.m.). Mająca co prawda tylko 9 kilometrów długości, ale średnią stromiznę aż 13,4%! Kolejne miejsca w lokalnej hierarchii „górskich straszydeł” zajmują zaś: Alpe Rossombolmo (1582 m. n.p.m.) z Ornavasso czyli 13,2 kilometra ze średnią 10,4%, Alpe Giovera (1611 m. n.p.m.) z Roledo: 13,2 kilometra x 9,8%, Aleccio (1584 m. n.p.m.) z Crodo: 8,9 kilometra x 11,9% oraz Alpe Coipo (1436 m. n.p.m.) z Pontetto di Montecrestese: 11,4 kilometra x 9,6%. Każda z nich mogła nawet Adriana zmusić do najwyższego wysiłku. Mnie natomiast złamać przy najmniejszym błędzie z mojej strony. Niemniej nie z tego względu żadnej z nich nie wybrałem. Po prostu nie miałem pewności co do jakości czy nawet rodzaju nawierzchni, po której są poprowadzone owe wspinaczki. Wspomniane górskie archiwum jest co prawda bogatym źródłem wiedzy na temat wszelakich podjazdów, ale jednak nie do końca pewnym. Na szczęście na te liście była jeszcze Alpe Pescia. Premia górska o wymiarach bardzo zbliżonych do Alpe Coipo. Przede wszystkim zaś drobiazgowo opisana na stronie „massimoperlabici”. Co do niej jednej mogłem mieć pewność, że jest w niemal w całości asfaltowa.

Podjazd ten zaczyna się w miejscowości Masera leżącej na zachodnim krańcu Valle Vigezzo. Doliny, która dała światu Eau de Cologne czyli wodę kolońską. Jest to gmina mająca niespełna 1,5 tysiąca mieszkańców. Według autora wspomnianej już strony wspinaczka pod Alpe Pescia zaczyna się na wysokości 297 metrów n.p.m. To znaczy z okolic kościoła parafialnego San Martino przy potoku Melezzo Occidentale. Pierwsze 600 metrów biegnie wówczas po szosie SP71 z łagodnym nachyleniem 3,8%. My jednak zjechaliśmy z „krajówki” SS33 już na wysokości Pontetto i ostatecznie nie dojechaliśmy do centrum Masery. Zatrzymaliśmy się na maleńkim parkingu przy via Campeccio. Z tego miejsca zaraz po starcie mogliśmy wpaść od razu na pierwszy stromy sektor wzniesienia. Naszą wspinaczkę zaczęliśmy kilkanaście minut przed czternastą przy temperaturze wyraźnie przekraczającej 30 stopni. Przecięliśmy tylko wspomnianą drogę prowincjonalną i wbiliśmy się na stromą via Rivoira biegnącą po zboczu pełnym winorośli. Na dzień dobry mieliśmy do pokonania odcinek 800 metrów o średniej 9,2% kończący się we wiosce Regna. Podobnie jak dzień wcześniej na Alpe di Mera nie zamierzałem walczyć na „dwa fronty”. Musiałem z miejsca puścić koło Adriana, by ten „nie wykończył” mnie swoim tempem. Taką górę mogłem godnie pokonać tylko jadąc własnym rytmem. Zatem szybko się rozstaliśmy i już w połowie drugiego kilometra traciłem do Adka 24 sekundy. Pod koniec czwartego kilometra w pobliżu Lago d’Onzo (642 m. n.p.m.) różnica między nami wzrosła do przeszło 2 minut. Po krótkim zjeździe na samym końcu pierwszego kilometra podjazd odżył, acz do połowy trzeciego kilometra miał umiarkowane nachylenie na poziomie 6,1%. Na tym odcinku minąłem Bondolo, Casa Brancio i dojechałem do osady San Rocco. Jakieś 150 metrów dalej minąłem rozjazd. Na nim trzeba było pojechać prosto, gdyż lewą opcją byłą ślepa dróżka do Ranco. Potem pod koniec trzeciego kilometra trafił się ostry i kręty kawałek drogi, zanim w połowie czwartego kilometra podjazd znów wyraźnie odpuścił.

Najluźniej zrobiło się w okolicy wspomnianego jeziorka. Nastawiłem się na ostrą wspinaczkę, więc chwilowo naszły mnie wątpliwości czy jestem na właściwym szlaku. Wiarę odzyskałem po przebyciu 4,7 kilometra, gdy droga ta zmieniła kierunek z północnego na wschodni. Zaczęła się odtąd wić krętym szlakiem poprzez gęsty las. Do końca ósmego kilometra musiałem pokonać 15 wiraży na dystansie nieco ponad 3000 metrów. Dalej też ich nie brakowało. Na całym wzniesieniu jest 31 zakrętów. Na odcinku 3,9 kilometra bezpośrednio za Lago d’Onzo wspinaczka miała już średnio 11,5%. Niemniej całkiem nieźle radziłem sobie z taką stromizną. Z każdym kilometrem nabierałem więc pewności, iż pokonam tą górę bez problemów. Nieco łatwiej, acz też ciężko, było na dojeździe do Alpe Mulera (1272 m. n.p.m.). Ten 2-kilometrowy odcinek miał bowiem przeciętną 9,1%. W międzyczasie po przejechaniu 8800 metrów mój telefon skończył nagrywanie. Oczywiście o tej “dezercji” dowiedziałem się dopiero na mecie. Mijając Alpe Mulera wiedziałem, że ta ciężka próba jest już prawie za mną. Kolejny sektor prowadzący do parkingu na wysokości 1327 metrów n.p.m. pozwalał nawet na złapanie odrobiny oddechu. Miał bowiem średnio tylko 6,9% na odcinku 800 metrów. Niemniej owa strefa postoju to obowiązkowa meta jedynie dla kierowców zmotoryzowanych. Kolarscy śmiałkowie mogą dotrzeć do Alpe Pescia na swych “karbonowych rumakach”. Niemniej na niepełnym kilometrze muszą pokonać prawie 120 metrów w pionie! Ostra ściana, ale bliskość mety dodała mi sił. Na finałowych 150 metrach trzeba było jeszcze zachować równowagę podczas przejazdu po płytach chodnikowych przeciętych poprzecznym kanałem odwadniającym. Metą był początek szutru na wysokości kaplicy Madonna delle Neve wzniesionej tu przez ludność Masery. Adrian dotarł do niej w czasie niespełna godziny, zaś ja 8 minut po nim. Na nieco krótszym segmencie o długości 11,89 kilometra Adek spędził 58:57 (avs. 12,1 km/h & VAM 1114 m/h) co dało mu miejsce na podium! Zajmuje trzecie miejsce pośród 96 osób, których wyniki odnotowano na stravie.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/5898683709

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/5898683709

ALPE PESCIA by Adriano

https://www.strava.com/activities/5898648487

ZDJĘCIA

Alpe Pescia_45

FILM