banner daniela marszałka

Od Autora

Był sobie upalny lipiec 1993 roku gdy na ekranie swej ulubionej stacji telewizyjnej po raz pierwszy zobaczyłem Tour de France – największy wyścig w kolarskim świecie. Można powiedzieć, że nie mogłem sobie wybrać lepszego momentu. Włączyłem się w oglądanie na szóstym etapie i już parę dni później byłem świadkiem ataku Zenona Jaskuły na alpejskiej przełęczy Galibier. Potem dane mi się było cieszyć ze zwycięstwa Jaskuły na pirenejskiej górze Pla d’Adet w stacji narciarskiej Saint-Lary Soulan. W owym czasie nie miałem jeszcze w rodzinnym domu kablówki, więc niemal codziennie korzystałem z gościny swej chrzestnej. Po tym wyścigu wiedziałem już, która spośród wielu interesujących mnie i dorywczo uprawianych dziedzin sportu będzie dla mnie tą najważniejszą. Kolarstwo zawsze mnie ciekawiło. Poniekąd wychowałem się na majowej imprezie, oglądanej od połowy lat osiemdziesiątych. Czasówka z finałem pod skocznię w Harrachovie czy polsko-enerdowska ucieczka po „czeskich kopcach” do Trutnova najmocniej wryły mi się w pamięć. Niemniej dopiero po sezonie 1993 zacząłem stopniowo zgłębiać swą wiedzę na temat peletonu zawodowego. Po kilku latach tzn. już  w okresie studiów na Uniwersytecie Gdańskim rozpocząłem współpracę z „Przeglądem Sportowym”. Później przyszedł czas na inne ciekawe doświadczenia oraz propozycje współpracy . Aby się zanadto nie rozdrabniać wymienię tylko: „Lang Team”, polski „Eurosport ” oraz książkę „Wyścig Pokoju 1948-2001” popełnioną w zacnym towarzystwie legendy Polskiego radia i dziennikarstwa w ogóle czyli Bogdana Tuszyńskiego. Niemniej wśród wielu przyjaznych ludzi napotkanych na swej dziennikarskiej ścieżce mym nieocenionym promotorem i nauczycielem okazał się być Tomek Jaroński, którego poznałem w czasach gdy „piastował” jeszcze urząd wice-naczelnego w „Przeglądzie Sportowym”. Dziś obaj pisujemy regularnie dla vortalu rowerowego bikeWorld.pl, zaś okazjonalnie zdarza mi się asystować Tomkowi oraz innym asom mikrofonu w Eurosporcie przy komentarzach do wyścigów szosowych. W ostatnich latach dane mi się było udzielać głównie podczas relacji z wyścigów Giro d’Italia i Vuelta a Espana.

Równolegle będąc zainspirowany sukcesem Jaskuły począwszy od wiosny 1994 roku zacząłem bardziej regularnie jeździć na nowym rowerze (rama MBK) zakupionym na kredyt za matczyne „grosze” z nauczycielskiej pensji. Jako, że rower ów był jaki był toteż sypał się nad wyraz często. Na szczęście na ratunek biednemu licealiście, a później studentowi pośpieszał zawsze „Kolega Kierownik” czyli Janusz Furmanek ex-kolarz (zawodnik Dolmelu Wrocław z czasów Ryszarda Szurkowskiego) – niezmordowany gawędziarz oraz cierpliwy mechanik, zawsze gotowy pomóc innym amatorom kolarstwa. Dzięki temu z biegiem czasu zwiększałem swe roczne przebiegi z trzech tysięcy na pięć, aż w końcu doszedłem w okolice siedmiu wciąż jednak zwiedzając jedynie piękne zakątki Kaszub od Helu po Czersk. Nie przypuszczałem wówczas, iż dane mi będzie ruszyć kiedyś śladami herosów widzianych na szklanym ekranie. Szansę poszerzenia swych przestrzennych horyzontów dostałem dość niespodziewanie wczesnym latem 2003 roku. Krzysiek Żmijewski i Wojtek Nadolski (dwaj dobiegający „50-tki” mastersi należący do silnych punktów naszego rodzimego środowiska kolarskiego) poszukiwali trzeciego człowieka do swej załogi na Alpy. Moi starsi koledzy byli już wcześniej w Austrii na wspólnej wyprawie z Czarkiem Fabijańskim latem 1999 roku. Zdobyli wówczas m.in. Solkerpass, piekielnie stromy Katschberghohe, Kals i słynny Hochtor alias Grossglockner. Tym razem „Żmija” będąc głównym inspiratorem tego przedsięwzięcia zaplanował niemal tygodniową wycieczkę z pięciodniowym pobytem na miejscu, podzielonym na część austriacką i włoską. Po kilkakrotnym nagabywaniu (Boże jaki za młodu byłem głupi) udało mu się mnie w końcu namówić na wspólną podróż.

Reszta jest już historią i … (mam nadzieję) również przyszłością. Zapraszam do lektury moich wpisów z podróży zrealizowanych w latach 2003-2017 w towarzystwie podobnych mi amatorów kolarstwa. Jednocześnie zachęcam wszystkich wielbicieli zdrowego wysiłku na dwóch kółkach do poszukiwania własnych wyzwań na szosach Polski i Europy.