banner daniela marszałka

Archiwum dla Sierpień, 2019

Col Tzecore

Autor: admin o 29. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Vincent (SR7)

Wysokość: 1623 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1046 metrów

Długość: 14 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,5 %

Maksymalne nachylenie: 13,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668553653

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668553653

ZDJĘCIA

20190829_055

FILM

VID_20190829_115839

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col Tzecore została wyłączona

Colle di Joux

Autor: admin o 29. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Vincent (SR33)

Wysokość: 1640 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1091 metrów

Długość: 16,4 kilometra

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 10,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668551517

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668551517

ZDJĘCIA

20190829_001

FILMY

VID_20190829_093100

VID_20190829_094350

VID_20190829_102134

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Colle di Joux została wyłączona

Estoul

Autor: admin o 28. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Verres (SR45)

Wysokość: 1889 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1505 metrów

Długość: 24,6 kilometra

Średnie nachylenie: 6,1 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668548528

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668548528

ZDJĘCIA

20190828_001

FILMY

VID_20190828_162927

VID_20190828_163243

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Estoul została wyłączona

Plan Coumarial

Autor: admin o 27. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pont-Saint-Martin (SR44)

Wysokość: 1497 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1163 metry

Długość: 18,5 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: 14,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2656793939

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2656793939

ZDJĘCIA

20190827_001

FILMY

VID_20190827_103033

VID_20190827_103759

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Plan Coumarial została wyłączona

Vens

Autor: admin o 26. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Pierre (SR22)

Wysokość: 1892 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1217 metrów

Długość: 18 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,8 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2652528538

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2652528538

ZDJĘCIA

20190826_001

FILMY

VID_20190826_093630

VID_20190826_095330

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Vens została wyłączona

Verrogne

Autor: admin o 25. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Aosta / Brenlo (Via G. de Chevreres)

Wysokość: 1582 metry n.p.m.

Przewyższenie: 980 metrów

Długość: 13,8 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 12,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Tej góry nie miałem w planach. Nie wpisałem jej na listę dziesięciu podjazdów, które koniecznie muszę w tych dniach zobaczyć. Wpadła do programu w ostatniej chwili i nieco z przypadku. Iwonie odnowiła się kontuzja stopy, więc w niedzielne popołudnie wolała wypocząć w przydomowym ogrodzie nie opuszczając Grand Pollein. Zasugerowała bym znalazł sobie jakieś sportowe wyzwanie na te parę godzin. Jednym słowem dostałem dyspensę, dzięki której mogłem odrobić swą wtorkową zaległość. Nie wybrałem jednak podjazdu do Blavy (1468 m. n.p.m.), który wówczas odpuściłem. Pomyślałem za to o innej wspinaczce zaczynającej się na ulicach Aosty, acz po zachodniej stronie miasta. Pojechałem na spotkanie z Verrogne, która w sezonie 2019 zadebiutowała na Giro d’Italia. Na czternastym etapie tego wyścigu była drugą z pięciu premii górskich. Organizatorzy przyznali temu wzniesieniu pierwszą kategorię, zaś kolarze pokonali ją na 80 km przed metą w Courmayeur. Przez tą górską wieś przebiega droga SR41. Znana jako strada dei Salassi. Szosa ta swą obiegową nazwę zawdzięcza celtyckiemu plemieniu, które w starożytności władało ziemiami nad Dora Balteą. Salassi zostali podbici przez Rzymian w 25 roku p.n.e. Wtedy też właśnie żołnierze cesarza Oktawiana Augusta u zbiegu wspomnianej rzeki i potoku Buthier założyli warowne miasto Augusta Praetoria Salassorum, znane dziś jako Aosta. Do Verrogne wjeżdża się z dwóch stron, lecz wspinaczkę ku niej można zacząć w aż pięciu różnych miejscach znajdujących się przy drodze krajowej SS26. Po pierwsze w Avise tak jak na zachodnim profilu z „cyclingcols”. Wówczas pierwsze kilometry podjazdu prowadzą po SR26, zaś cały podjazd ma długość 15,6 kilometra przy średniej 5,1%. Można też wystartować z Saint-Pierre rozpoczynając podjazd na drodze SR22. Ta opcja została wykorzystana na Giro w roli zjazdu. Oba zachodnie szlaki łączą się na wysokości 1220 metrów n.p.m. w pobliżu Saint-Nicolas. Pamiętam, że w 2013 roku opracowując trasę dwunastego etapu Route des Grandes Alpes rozważałem wykorzystanie podjazdu z Avise do Verrogne. Ostatecznie się na to nie zdecydowałem i dobrze, bowiem wielka Colle di Gran San Bernardo mogłaby być „ciężkostrawna” po jakiejkolwiek przystawce.

Wspomniana strona „cyclingcols” początek wschodniej wspinaczki widzi w miasteczku Sarre. To najbardziej stroma opcja, bo o długości 12,4 kilometra i średniej 7,8%. Pierwsze kilometry tego podjazdu wiodą lokalnymi drogami, po czym na poziomie około 800 metrów n.p.m. ścieżka ta łączy się ze szlakiem wykorzystanym przez wyścig Dookoła Włoch. „Profi” rozpoczęli swą wspinaczkę w aostańskiej dzielnicy Brenlo, skąd mieli do pokonania 13,8 kilometra z przeciętnym nachyleniem 7,1%. Na premii górskiej pierwszy zameldował się Włoch Giulio Ciccone z ekipy Trek, który na Giro 2019 wygrał klasyfikację górską oraz etap z metą w Ponte di Legno. Piąty pomysł na podjazd do Verrogne podsuwała zaś książka „PeViB-20”. Jej autor początek wspinaczki umiejscowił na drodze Via Gran San Bernardo. Według niego dwa pierwsze kilometry należy przejechać po szosie SS27, zaś cztery kolejne po regionalnej SR38. Na początku siódmego kilometra wjeżdża się potem na wspomnianą już SR41. Strada dei Salassi jest bowiem górską drogą biegnącą na wysokości ponad 1000 metrów n.p.m. od Arpuilles na wschodzie po okolice Saint-Nicolas na zachodzie. Równolegle do głównej doliny i z najwyższym swym punktem w Verrogne. Piąta opcja wspinaczki łączy się z trzecią i czwartą nieopodal osady Caillod, na wysokości około 1200 metrów n.p.m. Jest najdłuższa, bo ma w sumie 19 kilometrów przy średnim nachyleniu 5,2%. Mocno zaniżonym za sprawą przeszło 4-kilometrowego odcinka z Lin Blanc do Ville sur Sarre, na którym traci się 89 metrów ze zdobytej wcześniej wysokości. Zwyciężyła magia Giro d’Italia, więc ruszyłem do Verrogne szlakiem kolarskich asów. Teoretycznie podjazd ten w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych z mojej sierpniowej listy nie miał 1000 metrów przewyższenia. Według profilu rodem z oficjalnej strony Giro pomiędzy główną ulicą Aosty a Verrogne różnica poziomów wynosi „tylko” 980 metrów. Tym niemniej do pokonania w pionie jest de facto 1001, albowiem trzeba odzyskać wysokość straconą na kilkusetmetrowym zjeździe w dolnej partii wzniesienia. Ja „załatwiłem” sobie amplitudę nawet 1038 metrów, po tym jak w połowie trzeciego kilometra na skutek błędu zamiast pojechać prosto do Pleod, zrazu odbiłem w prawo do Oveillan.

Podjazd rodem z Giro zaczął się na Via Gilles de Chevreres. Dojechałem w to miejsce samochodem, który zostawiłem na pustym w tym dniu parkingu przy zakładzie oponiarskim Delta Pneumatici. Słońce ostro grzało, na starcie licznik zanotował 34 stopni. Po doświadczeniach z górskich szos w okolicy Grenoble obawiałem się czy w tak cieplarnianych warunkach dobrze wytrzymam tą wspinaczkę. Poszło nadspodziewanie gładko. Klucze do tego sukcesu były dwa. Po pierwsze przedpołudniową wspinaczkę pod Diga di Place Moulin odbyłem przy umiarkowanej temperaturze. Po drugie między dwiema górami wpadłem do bazy na obiad czyli przed kolejnym wysiłkiem naładowałem „akumulatory”. Dzięki temu upał mnie nie zmógł, choć bardzo się starał. Średnia temperatura z całego podjazdu to 33 stopni, max. 36, zaś na szczycie w Verrogne niespecjalnie rześkie 30. Jednym słowem – niezły piekarnik. Tymczasem wzniesienie, z którym miałem się zmierzyć było całkiem poważne. Można je podzielić na trzy fragmenty podjazdu i jeden, krótki odcinek zjazdowej pauzy. Najpierw 2,55 kilometra do bivio Oveillan ze średnią 7,9%. Potem 600 metrów luzu na dojeździe do Pleod. Po czym 5,2 kilometra o przeciętnym nachyleniu 8,1% na dojeździe do Ville-sur-Sarre (Caillod). Na koniec zaś 5,45 kilometra ze średnią niespełna 7% na wspomnianej drodze SR41 o celtyckim przydomku. Wystartowałem o godzinie 15:04 czyli w porze sjesty. Po przebyciu pierwszych 800 metrów pokręciłem się chwilę w kółko nie będąc pewnym gdzie dalej jechać. Ostatecznie skręciłem w lewo ku wiosce Pont d’Avisod co okazało się słuszną decyzją. Śladów po Giro nie brakowało. Mijałem rozmaite napisy na szosie czy też różowe „rowerki” przyczepione do płotów lub balkonów. Już na początku drugiego kilometra musiałem się zmierzyć ze stromizną przekraczającą 12%. Kilometr dalej minąłem osadę Champlan. Niemniej chyba za bardzo skoncentrowałem się na podjeździe. W połowie trzeciego kilometra trzeba było rozpocząć kilkusetmetrowy zjazd. Tymczasem ja wziąłem wiraż w prawo i pocisnąłem dalej pod górę ślepą drogą do wioski Oveillan. Tym sposobem nadrobiłem półtora kilometra dystansu i straciłem blisko sześć i pół minuty czasu.

Wróciwszy na właściwą drogę sturlałem się do Pleod. Po wznowieniu wspinaczki jechałem prosto na zachód. Dopiero pod koniec szóstego kilometra droga wybrała kierunek północny. Środkowy segment podjazdu wiódł krętym szlakiem przez osiem wiraży, z których ostatni oznaczał wjazd na panoramiczną SR41. Zanim do niej dotarłem minąłem wioskę Vareille (7,7 km) i wybudowany na jej skraju kościółek pod wezwaniem San Pietro – Madonna dei Angeli. Trzecia tercja tego wzniesienia wiodła już po Strada dei Salassi i miała swe trudne kawałki. Jeden półkilometrowy odcinek o średniej stromiźnie 9,2% oraz trzy o przeciętnym nachyleniu 8,2%. Po lewej ręce otwierał się niekiedy wspaniały widok na górskie szczyty piętrzące się po południowej stronie głównej doliny. Przede wszystkim na górę Monte Emilius (3559 m. n.p.m.) bezpośrednio górującą nad stołeczną Aostą. Po minięciu osady Bellun (11,9 km) droga bardziej zdecydowanie obrała zachodni kierunek. W połowie trzynastego kilometra swej omyłkowo wydłużonej trasy wjechałem na teren gminy Saint-Pierre, do której przynależy wioska Verrogne. Na początku czternastego kilometra minąłem osadę Homene Dessus. Gdy zostawiłem za plecami boczną dróżkę do osady Combellin miałem do przejechania jeszcze półtora kilometra. Przydrożna tablica kusiła zjazdem do La Barmaz, lecz ja postawiłem przed sobą wyższy cel, który miałem już niemal na wyciągnięcie ręki. W końcu po przejechaniu 14,8 kilometra minąłem biały kościółek i towarzyszącą mu dzwonnicę, a także tablicę z napisem „Verrogne 1595 m. s.l.m.”. Tym niemniej licznik wyłączyłem nieco dalej, na wysokości małego parkingu po lewej stronie drogi. Najdłuższy segment ze stravy zatytułowany „Salita Giro d’Italia 2019” obejmował ostatnie 10,46 kilometra. Przejechałem go w czasie 47:24 (avs. 13,2 km/h z VAM 1017 m/h). Zatem całkiem żwawo jak na drugi podjazd dnia. Z grubsza 60 najlepszych wyników pochodzi z 25 maja 2019 roku czyli czternastego etapu ostatniego Giro. Giulio Ciccone się tu nie zapisał. KOM należy do Damiano Caruso, który tą część podjazdu pokonał w 32:09. Grupa liderów z Rogliczem, Nibalim i Carapazem dopiero „rozgrzewała swe silniki” wspinając się w czasie 33:21.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2650901673

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2650901673

ZDJĘCIA

20190825_075

FILMY

VID_20190825_161415

VID_20190825_162631

VID_20190825_163652

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Verrogne została wyłączona

Diga di Place Moulin

Autor: admin o 25. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Moulin / Rhins (SR28)

Wysokość: 1982 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1199 metrów

Długość: 24,4 kilometra

Średnie nachylenie: 4,9 %

Maksymalne nachylenie: 10,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Weekend był początkiem 6-dniowej sesji w Alpach Pennińskich, po ich północnej stronie zwanych Alpami Walijskimi od nazwy szwajcarskiego kantonu Valais (z niem. Wallis). Od soboty do czwartku dane mi było zaliczyć w sumie osiem kolarskich podjazdów w tych majestatycznych górach o szczególnej skali nawet jak na Alpy. Dzieli się ono na szereg masywów, z których najpotężniejszy i najwyższy jest Monte Rosa z kulminacją na Dufourspitze (4634 m. n.p.m.). Według polskiej wikipedii w Alpach Pennińskich jest aż 41 szczytów o wysokości ponad 4000 metrów n.p.m. Co oznacza, iż co drugi alpejski „czterotysięcznik” znajduje się na ich terenie. Dokładnie zaś między Col du Petit Ferret (2490 m. n.p.m.) na zachodzie a Simplonpass (2005 m. n.p.m.) na wschodzie. Poprzedni raz bawiłem w tych górach dwa lata wcześniej. W sierpniu 2017 roku, gdy przez 11 dni naszą bazą była stacja Nendaz ponad Sionem. W trakcie tamtej wyprawy pokonałem 18 dużych wzniesień, w tym 10 po południowej stronie Rodanu. Pośród nich były mające przeszło 1500 metrów przewyższenia wspinaczki pod Croix de Couer, Lac de Moiry, Barrage de la Grande-Dixence, Thyon 2000 i Mattmark See. Po włoskiej stronie granicy na równie wielkie wyzwania nie mogłem liczyć. Jedyną „premią górską”, która tu mogła usunąć w cień wszystkie wyżej wymienione jest Colle del Gran San Bernardo z amplitudą niemal 1900 metrów. Tą przełęcz miałem już jednak w swej kolekcji, więc nie wpisałem jej na tegoroczną listę. Na niej największym był podjazd do Estoul z różnicą wzniesień 1505 metrów. Przeznaczony na środę czyli przedostatni dzień naszego pobytu w Dolinie Aosty. Pozostałe też trzymały wysokie standardy. Każdy z podjazdów, które w tych dniach wybrałem, na trasach Touru de France czy Giro d’Italia otrzymałby co najmniej pierwszą kategorię. W książce podjazd z Variney do Diga di Place Moulin wyceniono na „czwórkę”. Podobnie jak moją piątkową wspinaczkę przez Val di Rhemes czy czterokrotnie przetestowany na Giro wjazd na Colle de Saint-Panthaleon.

W niedzielę przejechałem całą Valpelline. A przynajmniej tą jej część, którą przemierza regionalna droga SR28. Ponownie wyznaczyłem sobie start przy moście nad potokiem Artanavaz. Tym samym pomijając trzy zupełnie płaskie kilometry od Variney do Moulin. Pomimo tej redukcji i tak zostało mi do przejechania niemal 25 kilometrów przez cztery gminy tzn. Roisan, Valpelline, Oyace i Bionaz. Dolina Valpelline została ukształtowana przez 40-kilometrowy Buthier, lewobrzeżny dopływ Dory Baltea, wpadający do tej rzeki w stołecznej Aoście. Potok ten powstaje na wysokości ponad 3000 metrów n.p.m. z wód Ghiacciaio des Grandes Murailles. Lodowca, który schodzi z południowych zboczy góry Dent d’Herens (4134 m. n.p.m.). W marcu 1964 roku pierwsze zimowe wejście na ten szczyt przypłacił życiem polski alpinista Krzysztof Berbeka. Ojciec Macieja, który w 2013 roku zginął podczas zejścia z Broad Peak w Karakorum. Potok Buthier nie spływa swobodnie ku swemu ujściu. W jego górnym biegu stoi bowiem wysoka na 155 metrów i szeroka na 678 metrów Diga di Place Moulin. Zapora wybudowana w latach 1955-65. Tutejszy zbiornik napełniono w roku 1967. Tak powstałe sztuczne Lago di Place Moulin słynie z wody o turkusowej barwie. Należy do największych w regionie Valle d’Aosta. Ma powierzchnię 1,76 km2, długość 4 kilometrów i maksymalną głębokość 143 metrów. Wzdłuż jego północnego brzegu biegnie gruntowa droga ku Rifugio Prarayer (2005 m. n.p.m.). Z tego co udało mi się ustalić żaden większy wyścig nigdy nie dotarł w pobliże owej tamy. Giro delle Valle d’Aosta rzadko zagląda w te okolice. W XXI wieku wyścig ten miał tylko dwa etapowe finisze w rejonie Valpelline. W sezonie 2005 dotarł do Doues, miejscowości leżącej na drodze do Champillon. Nieco dalej zabrnęli tu kolarze na trzecim etapie z roku 2002. Przejechali wówczas pierwsze 9 kilometrów tej doliny, po czym skręcili w SR30 ku mecie we wiosce Ollomont. Triumfował tam Ukrainiec Rusłan Griszczenko, który o sekundę wyprzedził Włocha Domenico Pozzovivo. Trzeci ze stratą 24 sekund finiszował zaś Marco Marzano, który wygrał tak 39. jak i 40. edycję tego wyścigu.

Tego dnia miałem więcej czasu na rower, więc o poranku pozwoliłem sobie na półgodzinny poślizg względem wcześniejszych planów. Wystartowałem o godzinie 8:57. Niemniej nie miało to żadnego wpływu na komfort jazdy. Temperatura na całej trasie mego podjazdu była umiarkowana czyli w przedziale od 15 do 20 stopni. Jak dla mnie w sam raz. Pod względem długości i nachylenia podjazd ten prezentował się podobnie do środowego Valsavaranche. Licznik znów włączyłem na rozjeździe w Rhins. Tym razem pojechałem w prawo trzymając się drogi SR28. Pierwszy kilometr był niemal płaski. Na drugim i trzecim średnie nachylenie wynosiło 4,2%, więc był to już łagodny podjazd. W połowie czwartego kilometra minąłem osadę Fabbrizia (Fabrique), zaś na początku piątego wjechałem do głównej wsi na terenie gminy Valpelline. Po przejechaniu 4,5 kilometra minąłem budynek lokalnego merostwa, zaś na wysokości osady La Clayva (4,9 km) musiałem pokonałem ściankę ze stromizną dochodzącą do poziomu 10,3%. Niebawem czyli po przebyciu 5,2 kilometra od Rhins zostawiłem za sobą, odchodzącą w lewo szosę SR30 do Ollomont. W połowie szóstego kilometra teren znów się wypłaszczył. Przez kolejne półtora kilometra droga praktycznie się nie wznosiła. Podjazd odżył, acz zrazu nieśmiało, gdy wyjechałem z Thoules (6,9 km). Na ósmym kilometrze nachylenie było łagodne (3,6%), zaś na dziewiątym już umiarkowane (5,5%). Po przejechaniu 8,6 kilometra definitywnie wróciłem na prawy brzeg potoku Buthier i tym samym wjechałem do gminy Oyace. Na początku dziesiątego kilometra zacząłem najtrudniejszy fragment wzniesienia czyli odcinek o długości 5,5 kilometra przy średniej 7,5%. W trzech miejscach stromizna przekroczyła 10%, maksymalnie sięgając poziomu 10,7%. Od połowy dziesiątego do połowy trzynastego kilometra wspinaczka wiodła krętym szlakiem przez szereg miejscowości, w tym Voisinal (10,2 km) i Oyace (11,9 km). Potem minąłem jeszcze Close (13 km) i Balmes (14 km), zanim nachylenie znów odpuściło tuż przed Dzovennoz (14,8 km). Na stravie znalazłem niespełna 5-kilometrowy segment z tej części podjazdu „Frazione Ru Climb”, który przejechałem w 21:46 (avs. 13,5 km/h z VAM 1044 m/h).

Przejazd przez Dzovennoz był początkiem płaskiego sektora o długości 2,1 kilometra. Kończył się on przejazdem przez słabo oświetlony 400-metrowy tunel La Clusaz, tuż przed osadą Perquis. Po przebyciu 16,6 kilometra dotarłem do rozdroża, na którym prawa opcja oznacza rychły wjazd do Bionaz. Aby zmierzyć się z przedostatnim schodkiem na długiej drodze do sztucznego jeziora musiałem tu skręcić w lewo. Podjazd trzymał przez następne półtora kilometra na średnim poziomie 7,7%. Na tym odcinku minąłem boczną dróżkę do Alpe Rebelle. Potem na początku dziewiętnastego kilometra rozpocząłem delikatny zjazd o długości 1200 metrów. Natomiast po nim przejechałem podobnej długości odcinek podjazdu o łagodnym nachyleniu. Na nim po przejechaniu 20,4 kilometra minąłem miejsce, w którym niegdyś istniała wioska Chamin. Pogrzebana przez błotną lawinę z 8 czerwca 1952 roku. Ostatnia faza wspinaczki zaczęła się, gdy miałem już w nogach 20,7 kilometra. Finałowy sektor miał długość 3,2 kilometra przy średniej znów 7,7%. Na dwa kilometry przed finałem ujrzałem cel swej wspinaczki czyli potężną zaporę na Lago di Place Moulin. W połowie 23. kilometra pokonałem dwa ostatnie wiraże na tym szlaku. Na ostatnim kilometrze minąłem zaś zjazd ku restauracji Locanda Place Moulin (23,4 km). W samej końcówce nie zjechałem ku tamie, lecz odbiłem w lewo na nieco wyżej położony Parkplatz. Miałem stąd świetny widok na zachodni kraniec jeziora. Całą wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 23,95 kilometra w czasie 1h 26:21 (avs. 16,6 km/h). Według stravy najdłuższy segment „Valpelline – Place Moulin” o długości 20,06 kilometra i przewyższeniu 1023 metrów pokonałem w 1h 14:35 (avs. 16,1 km/h z VAM 823 m/h). Na górze było sporo turystów. Większość amatorów pieszych wędrówek rusza stąd na spacer do Rifugio Prarayer. Ci ambitniejsi biorą jednak kurs na Rifugio Nacamuli al Col Collon (2818 m. n.p.m.) lub Rifugio Capanna Aosta (2788 m. n.p.m.). Na zjeździe z wieloma przystankami spędziłem ponad półtorej godziny. Gdy o godzinie 12:20 dotarłem do samochodu było już gorąco. Temperatura sięgała 33 stopni. Stało się jasne, że na drugim z niedzielnych wzniesień upał będzie moim dodatkowym przeciwnikiem.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2649690968

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2649690968

ZDJĘCIA

20190825_001

FILMY

VID_20190825_103322

VID_20190825_105352

VID_20190825_111406

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Diga di Place Moulin została wyłączona

Champillon

Autor: admin o 24. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Moulin / Rhins (SR28 & strada Doues)

Wysokość: 2080 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1297 metrów

Długość: 19,9 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 11,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Sobota była dniem „wysokich lotów”. Przed południem zmierzyłem się z podjazdem na Champillon. Jedynym podczas tego wyjazdu, który zaprowadził mnie na wysokość ponad 2000 metrów n.p.m. Natomiast popołudniu pojechaliśmy do Courmayeur, by jak głosi reklama dotknąć nieba. To znaczy wjechać kolejką linową Skyway na Punta Helbroner (3466 m. n.p.m.), skąd przy dobrej pogodzie z całkiem bliska można ujrzeć Mont Blanc alias Monte Bianco. Jak wiadomo najwyższy szczyt Alp i całej Europy Zachodniej. Od środy do piątku zaliczyłem trzy wspinaczki w granicach i okolicach Parku Narodowego Gran Paradiso. Na weekend wybrałem sobie dwa poważne podjazdy znajdujące się na północ od stołecznej Aosty. To znaczy Champillon (2080 m. n.p.m.) oraz Diga di Place Moulin (1982 m. n.p.m.). Książka z serii „Passi e Valli in Bicicletta” linię startu tych wspinaczek widzi w miejscowości Variney na wysokości 782 metrów n.p.m. Zdaniem innych źródeł oba te podjazdy można zacząć niemal 200 metrów niżej. To znaczy w samej Aoście, z okolic regionalnego szpitala im. Umberto Pariniego. Ten początek z przejazdem przez wioskę Signayes jest zbieżny z pierwszymi kilometrami drogi na Colle di Gran San Bernardo. Darowałem sobie ten poznany w 2013 roku odcinek.  Jak również trzy zupełnie płaskie kilometry bezpośrednio za Variney. Postanowiłem wystartować z miejsca, gdzie droga ponownie zaczyna się wznosić. To jest z mostu nad potokiem Artanavaz, przy skręcie do osady Moulin. Pomimo takiego wyboru, podyktowanego oszczędnością czasu, w ten weekend i tak miałem do pokonania dwa przeszło 20-kilometrowe wzniesienia. W sobotę tylko pierwsze kilkaset metrów przejechałem szosą SR28. W niedzielę ta regionalna droga była moją przewodniczką od początku do samego końca wspinaczki. Pierwsze trzy-cztery kilometry sobotniego wzniesienia wiodły przez gminę Roisan, zaś wszystkie kolejne już po ziemiach należących do „komuny” Doues.

Champillon podobnie jak i Lago (Diga) di Place Moulin pozostaje w cieniu swej wielkiej sąsiadki pod wezwaniem św. Bernarda. Przeprawy należącej do grona najsłynniejszych alpejskich przełęczy i znanej najbardziej prestiżowym wyścigom kolarskim. Peleton Tour de France przejeżdżał ją pięć razy w latach 1949-2009. Natomiast uczestnicy Giro d’Italia mierzyli się z nią sześciokrotnie między rokiem 1959 i 2006, acz niekiedy była to wspinaczka w wersji „light” czyli z finałem w tunelu. Te dwa wielkie wyścigi nigdy nie zajrzały jednak do leżącej bardziej na wschód doliny Valpelline. Przez miejscowych zwanej „Conca Fredda” z racji szczególnie niskich temperatur w sezonie zimowym. W poszukiwaniu kolarskiej historii moich weekendowych podjazdów musiałem poszukać głębiej. To jest przyjrzeć się trasom dwudziestu ostatnich edycji wyścigu Giro delle Valle d’Aosta. Na hasło Champillon nie natrafiłem, ale odkryłem iż czwarty etap tego wyścigu z roku 2005 zakończył się w Doues czyli największej miejscowości na moim sobotnim szlaku. Młodzi kolarze jechali wtedy ze szwajcarskiego Sionu czyli przed finałowym podjazdem musieli pokonać północną stronę Wielkiego Bernarda. Co ciekawe najlepszy na tym górskim odcinku był 20-letni wówczas Branislau Samoilau. Wysoki Białorusin, który przez cztery sezony swej zawodowej kariery (2014-17) ścigał się w barwach CCC-Sprandi. Podczas GdVA 2005 wygrał on dwa górskie etapy z rzędu. Na wspomnianym czwartym triumfował na solo z przewagą 59 sekund nad grupką, którą przyprowadził Belg Gianni Meersman. Piąty finiszował tu Włoch Morris Possoni, zwycięzca owej edycji. Na upatrzone miejsce startu dotarłem samochodem wykorzystując długi tunel na drodze krajowej SS27. Tuż po wylocie z niego odbiłem w prawo na lokalną SR28. O czekającym mnie wzniesieniu wiedziałem tyle ile wyczytałem z włoskiej lektury. Przyznano mu w niej ocenę „4 z plusem”. Taką samą jak znanym z Giro wspinaczkom do stacji Breuil-Cervinia oraz Pila. Według autora książki mało znany Champillon należy do najpiękniejszych szosowych podjazdów w Dolinie Aosty. Dodałbym, iż jest on tu trzeci pod względem wysokości. Wyższy pułap osiągają bowiem jedynie asfaltowe drogi prowadzące na Wielkiego i Małego Bernarda.

Wyznaczając sobie start na wspomnianym moście miałem do przejechania 20,5 kilometra z przewyższeniem netto 1305 metrów. Niemniej faktycznie musiałem pokonać w pionie 1348 metrów, albowiem trzeba było jeszcze „odzyskać” 43 metry stracone na całkowicie zjazdowym kilometrze siódmym. Wystartowałem o godzinie 8:23 czyli z grubsza o tej samej porze co w środę i piątek. Dzień był słoneczny. Niemniej o poranku upał mi nie groził. Na starcie miałem 17 stopni. W trakcie podjazdu temperatura wahała się na poziomie od 14 do 19 stopni, zaś na mecie licznik pokazał 16. Pierwsze pół kilometra na drodze SR28 było zwykłym „falsopiano”. Podjazd zaczął się na dobre, gdy na rozjeździe przed osadą Rhins odbiłem w lewo, biorąc kurs na wspomniane już Doues. Dopiero w tym miejscu włączyłem „odliczanie”. Pierwsze cztery kilometry z umiarkowanym nachyleniem 6,1% zaprowadziły mnie krętym szlakiem z ośmioma wirażami do Le Chanet. Dopiero kolejne półtora kilometra zmusiło do większego wysiłku. Ten sektor miał już średnią stromiznę na poziomie 8,8%, zaś pierwsze 700 metrów za wioską nawet 9,9%. Ta faza wspinaczki skończyła się w Champsavinal po przejechaniu 5,5 kilometra. Ów segment wzniesienia przejechałem w 22:40 (avs. 14,7 km/h z VAM 1006 m/h). Potem był kilometrowy zjazd i kolejny półtorakilometrowy odcinek, acz tym razem o łagodnym nachyleniu 3,6%. Po niespełna ośmiu kilometrach od rozdroża byłem już w Doues (7,9 km). Dodam, że dystans między Le Chanet a Doues można pokonać szybciej, gdy w tej pierwszej miejscowości skręci się w prawo. Wówczas zamiast czterech kilometrów o zmiennym ukształtowaniu terenu mamy do pokonania trzy na stałym podjeździe o średnim nachyleniu 4,8%. Ja jednak postanowiłem się trzymać wskazówek swego „podręcznika”. W Doues skręciłem w lewo. Jedna z przydrożnych brązowych tablic wskazywała, iż miałem jeszcze do przejechania 11,8 kilometra. Wedle książki Doues od Champillon dzieli równo 12 kilometrów, przy czym 10 z 24 półkilometrowych sektorów ma średnie nachylenie co najmniej 8%. Do tego trzy najtrudniejsze solidarnie straszą stromizną rzędu 10,6%.

Mimo tego wspinaczka ta należała do przyjemnych. Jakość drogi bez zarzutu. Ruch samochodowy minimalny. Mijane wioski i osady śliczne jak z obrazka. Przed każdą elegancka tabliczka z nazwą własną, aktualną wysokością bezwzględną i gminnym herbem. Pogoda dopisała, więc na widoki też nie mogłem narzekać. Owszem tu i ówdzie trzeba było mocniej depnąć z pedały. Niemniej z drugiej strony było też kilka sektorów z umiarkowanym nachyleniem około 5-6% czyli dających nieco wytchnienia. Droga wiodła naprzemiennie w dwóch kierunkach: zachodnim i północnym. Jak na podjazd z prawdziwego zdarzenia przystało szosa wiła się po serpentynach. Pomiędzy Doues a Champillon zaliczyłem w sumie 13 wiraży. Do połowy jedenastego kilometra minąłem dwie kolejne wioski: Aillan (9,1 km) oraz La Cerise (10,5 km). Im wyżej tym napotykane osady były coraz mniejsze. Na zdjęciu uwieczniłem jeszcze Chatellair (11,2 km). Z czasem były to już jedynie samotne gospodarstwa. Jak choćby Alpe Vorbe (17 km), przy którym na późniejszym zjeździe wypatrzyłem biegające świstaki. Starałem się je nagrać telefonem. Efekt widoczny jest na jednym z filmików. Wspomniałem już o trzech sektorach z dwucyfrową wartością nachylenia. Wszystkie te strome ścianki znajdowały się na finałowych siedmiu kilometrach. Trzecia kończyła się na 2 kilometry przed metą. Niemniej nawet na ostatnim kilometrze były jeszcze ostry kawałek ze stromizną 11,4%, na około 650 metrów przed końcem szosy. Wjechawszy na górę minąłem parking i przejechałem ze dwieście metrów po całkiem dobrym szutrze. Gdybym pojechał jeszcze dalej to niebawem dotarłbym do gospodarstwa Champillon oraz kapliczki Notre Dome de la Neige (Matki Boskiej Śnieżnej). Segment powyżej Doues o długości 11,7 km przejechałem w 54:40 (avs. 12,8 km/h z VAM 993 m/h). Cały podjazd od rozdroża w Rhins zabrał mi zaś 1h 24:16 (avs. 13,8 km/h). Po lewej stronie szutrowej drogi widziałem początek pieszego szlaku ku Rifugio Adolphe Letey (2465 m. n.p.m.) i przełęczy Champillon (2705 m. n.p.m.). Niestety chmury pozbawiły mnie widoku Le Grand Combin (4314 m. n.p.m.). Góry wznoszącej się już po szwajcarskiej stronie granicy. Uważanej za najwyższą i najpiękniejszą pośród tych widocznych z ulic Aosty.

Bardzo wczesnym popołudniem udaliśmy się do Courmayeur zobaczyć jakież to cudo wielkim nakładem sił (trzy lata robót) i środków (110 milionów Euro) wybudowali Włosi po swej stronie Białej Góry. Przyznam, że o istnieniu Skyway dowiedziałem się dopiero przy okazji czternastego etapu Giro d’Italia 2019. Włoski Tour po równo 60 latach wrócił do miasteczka na zachodnim krańcu Doliny Aosty. Podobnie jak w sezonie 1959 roku etap do Courmayeur wyłonił zwycięzcę La Corsa Rosa. Wówczas był to odcinek 21 (przedostatni) o długości aż 296 kilometrów. Wygrał go Charly Gaul z przewagą 36 sekund nad Włochem Imerio Massignanem. Przede wszystkim jednak aż 9:48 do triumfatora stracił lider Jacques Anquetil. Dzięki temu luksemburski „góral” wygrał cały wyścig z zapasem ponad 6 minut nad francuskim „czasowcem”. W tym roku do Courmayeur przyjechano jakby o tydzień wcześniej. Ekwadorczyk Richard Carapaz wygrał z przewagą 1:32 nad Simonem Yatesem. Co jednak najważniejsze (wliczając bonifikatę) nadrobił przeszło dwie minuty nad Primozem Roglicem oraz Vincenzo Nibalim. Zdobył różową koszulkę lidera, której nie oddał do mety w Weronie. Na dobrą sprawę dolna stacja „podniebnej” kolei linowej znajduje się w Entreves. Jakieś 3 kilometry za Courmayeur. Wybudowano ją w pobliżu wschodniego wjazdu do tunelu pod Mont Blanc. Nową trasę otwarto 30 maja 2015 roku. Pełny i dwustronny przejazd kolejką Skyway do tanich nie należy (bilet kosztuje 52 Euro). Niemniej post factum zgodnie uznaliśmy, iż wart jest swej ceny. Wjazd z poziomu 1300 na 3466 metrów n.p.m. przebiega dwuetapowo czyli z przesiadką na stacji Pavillon du Mont Frety (2173 m. n.p.m.). Wagon jest przestronny i z wolna obrotowy o pełne 360 stopni. Można zatem stać przy swoim odcinku szyby, a i tak zobaczy się wszystko dookoła.

Na górnej stacji do dyspozycji gości jest taras widokowy na dachu budowli. Z widokiem na Rifugio Torino i szczyt Dente del Gigante po prawej stronie, lodowiec w dole, spiczaste wierzchołki Aguille du Midi na wprost oraz samą Monte Bianco z lekka po lewej ręce, acz przy bezchmurnej aurze. Od francuskiej strony czyli z Chamonix dojeżdża w to miejsce kolejka gondolowa starszej daty. W środku znajdziemy zaś księgarnię z książkami głównie o tematyce górskiej oraz salę z górskimi kryształami. Jeszcze więcej atrakcji czeka na turystów na wspomnianej stacji pośredniej. Można tu zwiedzić ogród botaniczny czyli Giardino Alpino Saussurea, w którym zgromadzono w sumie 900 gatunków górskich roślin z różnych stron świata. Z Pavillon jest ładny widok na dolinę Val Veny. W samym budynku można skorzystać z winiarni lub zrobić zakupy w sklepie z pamiątkami. Jest nawet sala kinowa na 150 miejsc. W hali l’Hangar 2173 można poznać historie tej trasy i zobaczyć też jak wyglądała poprzedniczka Skyway. To znaczy kolej gondolowa, która od roku 1954 woziła ludzi niewielkimi wagonikami przeznaczonymi dla max. 8 osób. Na zewnątrz dostępny jest też plac zabaw dla dzieci oraz trawnik z leżakami dla amatorów opalania się w górskim słońcu. Natomiast w pobliskim Rifugio Romilda e Toni Gobbi można funkcjonują bar i restauracja. Czas szybko nam zleciał. To były niezapomniane trzy godziny wrażeń na wysokim poziomie. Potem podjechaliśmy jeszcze do Courmayeur, na krótki spacer po tym renomowanym kurorcie. Miasteczko jakoś specjalnie mnie nie zachwyciło. Poniekąd przypominało mi widziane w 2014 roku Bormio. Tym niemniej nie wróciłem z niego z pustymi rękoma. Dzięki wizycie w miejscowej księgarni wzbogaciłem swą domową biblioteczkę o tematyce kolarskiej.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2647645323

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2647645323

ZDJĘCIA

2090824_001

FILMY

VID_20190824_095456

VID_20190824_101131

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Champillon została wyłączona

Val di Rhemes / Thumel

Autor: admin o 23. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Villeneuve / Champagne (SR23 & SR24)

Wysokość: 1910 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1219 metrów

Długość: 22,8 kilometra

Średnie nachylenie: 5,3 %

Maksymalne nachylenie: 13,6 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

W piątkowy poranek wróciłem na miejsce środowego „rozładunku”. Tego dnia miałem bowiem zdobyć Val di Rhemes. Trzecią z aostańskich dolin wchodzących w skład Parco Nazionale Gran Paradiso. Podjazd ku osadzie Thumel leżącej na południowym krańcu szosy SR24 zaczyna się zaś w Champagne koło Villeneuve czyli na drodze SR23. Tej samej po której wiedzie wspinaczka doliną Valsavaranche. Parking dla naszego Opla miałem już wypróbowany. Miejsce startu z góry upatrzone. No i w końcu szóstą część tego wzniesienia zdążyłem już też poznać. Wystartowałem szybciej niż na pierwszym etapie, bo o godzinie 8:16. Mimo tak wczesnej pory na starcie miałem temperaturę 20 stopni. Niemniej na mecie tylko rześkie 11. Początek tego wzniesienia po szlaku już przetartym. Znajome widoczki. Kapliczka na pierwszym wirażu w Villes Dessous (1,2 km). Park zwierząt górskich przy skręcie do Les Combes (2 km). Potem mostkiem nad Dora di Rhemes wjechałem do wioski Introd (2,6 km), będącej siedzibą lokalnej gminy i mogącej się pochwalić takimi zabytkami jak: Castello d’Introd, Cascina Mediavale L’Ola, Chiesa Conversione di San Paolo czy Cappella di San Lorenzo. Po kolejnym kilometrze raz jeszcze ujrzałem gminną reklamę nawiązującą do letnich wizyt Jana Pawła II czy Benedykta XVI. Jednym słowem doświadczyłem tu kilkunastominutowego „dejavu”. To francuskie słówko na terenie Valle d’Aosta jest jak najbardziej na miejscu. O ile bowiem język włoski króluje na ulicach tego regionu to nazwy miejscowych miast, wiosek, rzek, dolin czy przełęczy mają zdecydowanie francuski wydźwięk. Początkowy odcinek czyli 3,9 kilometra do rozjazdu w Delliod pokonałem w 14:42 (avs. 15,8 km/h z VAM 1011 m/h) czyli o 9 sekund wolniej niż przed dwoma dniami. Tym razem musiałem tu odbić w prawo by wjechać na SR24 będącą moim drogowym przewodnikiem po Val di Rhemes. Podjazd do szosowego kresu tej doliny jest nieco krótszy niż ten wiodący przez Valsavaranche. Kończy się na nieco niższej wysokości.

Niemniej czy jest łatwiejszy od swego sąsiada? Raczej nie. Na stronie „archivio salite” Val di Rhemes wyceniono na 836, zaś Valsavaranche na 817 punktów. Natomiast w książce „Passi e Valli in Bicicetta – vol. 20” pierwszy zasłużył sobie na ocenę „4”, zaś drugi otrzymał „4 z minusem”. W minionych dwudziestu latach wyścig etapowy Giro delle Valle d’Aosta tylko raz wjechał w głąb Val di Rhemes. Pierwszy etap tej imprezy z roku 2018 zakończył się w miejscowości Rhemes-Notre-Dome (zwanej Noutra Dama de Rema w lokalnym dialekcie) czyli na wysokości 1729 metrów n.p.m. Do mety z przewagą przeszło minuty nad najbliższymi rywalami dojechała dwójka kolarzy tzn. Kevin Inkelaar oraz Matteo Bellia. Holender wygrał ów etap, zaś Włoch został liderem tego wyścigu. Warto jednak wspomnieć, iż rok wcześniej finałowy podjazd na drugim etapie GdVA zaczął się w miejscowości Introd, przy czym metę wytyczono we wiosce Les Combes. Ten górski odcinek wygrał Belg Harm Vanhoucke. To samo wzniesienie wystąpiło też na czternastym etapie Giro d’Italia 2019, lecz w nieco krótszej postaci jako premia górska (kat. 2) Truc d’Arbe wygrana przez Włocha Giulio Ciccone. Na podjeździe przez Val di Rhemes łatwo określić, który fragment tego wzniesienia jest najtrudniejszy. Jest to niewątpliwie odcinek 2,5 kilometra o średniej aż 10% następujący niebawem po wyjechaniu z Rhemes-Saint-Georges. Jak dla mnie rozpoczął się on w połowie dziesiątego kilometra. Zanim do niego dojechałem minąłem przysiółek Tache (5,9 km) i nieco większą osadę Sarral (7,3 km). Do wioski pod wezwaniem św. Jerzego dotarłem pod koniec dziewiątego kilometra. Przez cały ten czas droga prowadziła prawym brzegiem potoku Dora di Rhemes. Długa ściana za tą miejscowością naprawdę mogła podciąć nogi. Na wspomnianym sektorze najostrzejszy 500-metrowy odcinek ma średnio 11,6%. Natomiast dwa inne „męczą” nachyleniem na poziomie 10,6%. Na tym trudnym odcinku minąłem dwie boczne dróżki wiodące ku: Frassiney (10,6 km) i Proussaz (11,5 km). Cały ten segment o długości 2,63 kilometra przejechałem w 14:18 (avs. 11,1 km/h z VAM 1059 m/h).

Momentami ciemno robiło się przed oczyma. Niemniej nie z powodu wzmożonego wysiłku, lecz przyczyn obiektywnych. Podobnie jak w trakcie przejazdu dolinami Valsavaranche i Valgrisenche także w tej dolinie musiałem przebrnąć przez kilka tuneli bądź galerii. Trzy nawet całkiem sporych rozmiarów. Najdłuższy o długości 850 metrów znajdował się na trzynastym kilometrze. Kilometry czternasty i piętnasty były niemal płaskie. Tym samym zleciały mi szybciej od pozostałych. W tym czasie minąłem osadę Melignon (14,4 km), za którą wróciłem na prawy brzeg towarzyszącego mi potoku. Na szesnastym kilometrze podjazd był łagodny. Minąłem Brenan (15,7 km) i niebawem dotarłem do Artalle (16,1 km). Za tą osadą przemknąłem przez kolejny płaski odcinek. Sytuacja zmieniła się, acz na krótko, gdy w połowie siedemnastego kilometra znów przejechałem na lewy brzeg Dora di Rhemes. Za Carre (16,6 km) czekał mnie bowiem półkilometrowy sektor ze stromizną dochodzą do 9,5%. Niemniej potem znów zrobiło się luźniej. Do wioski Chavaney (17,6 km) wpadłem nawet z prędkością około 40 km/h, albowiem trafił mi się lekki zjazd. Następnie do połowy dziewiętnastego kilometra podjazd jakkolwiek odczuwalny, miał co najwyżej umiarkowane nachylenie. Z kolei trzystumetrowy dojazd do Bruil, największej miejscowości w ramach gminy Rhemes-Notre-Dome, był zupełnie płaski. Na wlocie do tej wioski przykuły moją uwagę wyrzeźbione w drewnie postacie chłopca i dziewczynki bawiących się w chowanego. Z kolei przejazd pod specyficznym wiaduktem na końcu owej wioski oznaczał początek kolejnej ścianki. Tym razem musiałem sobie poradzić ze ścianką o długości 800 metrów i nachyleniem sięgającym 11,3%. Gdy minąłem zjazd ku Chaudanne (19,8 km) teren znów odpuścił. Pół kilometra dalej minąłem Pellaud (20,3 km). Dalej znów kilkaset metrów umiarkowanego podjazdu i dobry kilometr płaskiego terenu. Mając w nogach 21,9 kilometra dotarłem do parkingu, na którym swe samochody „porzuca” większość pieszych turystów ruszających na okoliczne górskie szlaki.

Po minięciu tego miejsca do kresu drogi SR24 miałem już tylko 650 metrów. To był niemal prosty odcinek drogi przez Prato delle Marmotte czyli Łąkę Świstaków. Szosa wiodła na wprost ku pojedynczemu gospodarstwu i bynajmniej nie po płaskim terenie. Na sam koniec musiałem z siebie wykrzesać jeszcze odrobinę energii. Na finałowych czterystu metrach stromizna nie schodziła bowiem poniżej 7%, zaś maksymalnie sięgnęła 13,6%. Ostatnie metry przejechałem już po szutrze i wspinaczkę zakończyłem na wirażu tuż za wspomnianym domostwem. W dole po lewej stronie widziałem zabudowania osady Thumel. Dotarcie do tej mety zabrało mi 1h 23:30 co przy dystansie 22,75 kilometra daje średnią prędkość 16,3 km/h. Najdłuższy segment znaleziony na stravie czyli „Champagne – Rhemes ND” o długości 18,84 kilometra i przewyższeniu 991 metrów pokonałem w 1h 10:04 (avs. 16,1 km/h z VAM 848 m/h). Amatorzy pieszych wędrówek w tym miejscu wchodzili na górski szlak wiodący, chociażby do Rifugio Gian Federico Benevolo (2285 m. n.p.m.). To odkrycie podsunęło mi pomysł na jedną ze wspólnych wycieczek w kolejnych dniach tej wyprawy. Piątkowe popołudnie spędziliśmy zaś na innym górskim szlaku. Po obiedzie znów udałem się do Villeneuve. Potem przejechaliśmy kolejne 26 kilometrów zatrzymując się dopiero na końcu drogi SR23. Iwona zobaczyła z czym zmagałem się w środowy poranek, zaś ja ponownie obejrzałem sobie Valsavaranche, acz z innej perspektywy. Celem naszej pieszej wycieczki było Rifugio Savoia, schronisko po aostańskiej stronie przełęczy Nivolet. Początek tej trasy jest stromy. Prowadzi wąską ścieżką przez modrzewiowy las i strome półki skalne aż po Croce Roley na wysokości 2314 metrów n.p.m. Z tym trudnym odcinkiem jakoś sobie poradziliśmy. Przeszliśmy też ładny kawałek szlaku po płaskowyżu. Zawróciliśmy w pół drogi, albowiem niebo się zachmurzyło. Było to akurat dzień po tragedii na Giewoncie, więc nie mogłem przekonać swej towarzyszki na dalszy spacer pod burzowymi chmurami. Mimo przyśpieszonego odwrotu na owym szlaku i tak spędziliśmy przeszło trzy godziny. Jowisz nie ciskał tego dnia w ziemię piorunami. Niemniej ledwie umknęliśmy ulewie, która naszła parking w Le Pont.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2644498133

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2644498133

ZDJĘCIA

20190823_001

FILM

VID_20190823_094108

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Val di Rhemes / Thumel została wyłączona

Valgrisenche / Pra de la Teisa

Autor: admin o 22. sierpnia 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Arvier / Leverogne (SR25)

Wysokość: 1974 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1220 metrów

Długość: 19,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Czwartkowe przedpołudnie było pochmurne, by nie powiedzieć deszczowe. Dlatego dokonaliśmy roszady w naszym programie. To znaczy odwróciliśmy sobie kolejność zajęć. Przed południem pojechaliśmy w stronę Turynu by zwiedzić wzniesioną nieopodal stolicy Piemontu królewską rezydencję Reggia di Venaria Reale. Chcąc do niej dotrzeć musieliśmy przejechać przeszło 110 kilometrów. Jednak dzięki autostradzie A5 dojazd ów zabrał nam z grubsza godzinę. Ten barokowy pałac wybudowano w latach 1658-79. Jego architektem był Amadeo di Castellamonte. Należał do dynastii sabaudzkiej założonej w roku 1003 przez hrabiego Sabaudii Umberto I Biancomano (po naszemu Humberta I Białorękiego). Z historią tego rodu Casa di Savoia można było się zapoznać już na wstępie zwiedzania. Sabaudowie początki mieli skromne, ale przez kolejne stulecia konsekwentnie pięli się w europejskiej hierarchii europejskich władców. Z nadania króla Niemiec (późniejszego cesarza Rzeszy) Zygmunta Luksemburskiego otrzymali w roku 1416 tytuł książęcy, zaś dwa lata później objęli rządy nad Piemontem. Na mocy pokoju utrechckiego z 1713 roku uzyskali już koronę królewską i władztwo nad Sycylią, szybko zamienione na tytuł króla Sardynii. Do szczytu swej potęgi doszli w II połowie XIX wieku. To pod ich patronatem dzięki zwycięskim wojnom z Cesarstwem Austriackim, Królestwem Obojga Sycylii oraz Państwem Kościelnym w latach 1861-70 doszło do zjednoczenia Italii. Pokonanie Habsburgów nie byłoby możliwe bez poparcia Francji, rządzonej przez cesarza Napoleona III. Pomoc ta rzecz jasna nie była bezinteresowna. Na mocy porozumienia z Plombieres (1858) Sabaudowie oddali Francuzom swą „ojcowiznę”, a także rejon Nicei. Niemniej było warto, skoro dzięki temu przejęli kontrolę nad Lombardią i regionem Wenecji. Pierwszą stolicą Zjednoczonych Włoch był Turyn (w latach 1861-65). Sabaudowie na tronie włoskim zasiadali do przegranego referendum konstytucyjnego z czerwca 1946 roku. Ich dawny pałac ma powierzchnię 80.000 m2. Perłą w tej architektonicznej koronie jest La Galeria Grande (łącząca niegdyś apartamenty króla i jego następcy). Długa na 80, szeroka na 12 i w najwyższym punkcie wysoka na 15 metrów.

Do Grand Pollein wróciliśmy wczesnym popołudniem. Niebo nad Doliną Aosty wkrótce się przejaśniło. Około godziny piętnastej wskoczyłem do samochodu i podobnie jak w środę pojechałem na zachód ku kolarskiej przygodzie. Jako, że na drugi etap wybrałem sobie Valgrisenche dojazd miałem nieco dłuższy niż dzień wcześniej. Około 20-kilometrowy, albowiem podjazd w głąb owej doliny zaczyna się w Leverogne, na zachodnich obrzeżach miejscowości Arvier. To właśnie w niej 3 marca 1871 roku urodził się Maurice-Francois Garin, który nieśmiertelną sławę zdobył w sezonie 1903 dzięki zwycięstwu w pierwszej edycji Tour de France. Ten poddany króla włoskiego, jak wielu jego ziomków z biednej wówczas Valle d’Aosta, w wieku 14 lat wraz z rodziną wyemigrował za chlebem do bogatszej Francji. Był drobnej postury i za młodu pracował jako kominiarz. W roku 1893 został profesjonalnym kolarzem. Obywatelstwo francuskie uzyskał dopiero osiem lat później. Za nim się to stało dwukrotnie zwyciężył w Paris-Roubaix (w latach 1897-98). Natomiast u progu XX wieku wygrał bardzo prestiżowe wówczas maratony Paris-Brest-Paris (1901) i Bordeaux-Paris (1902). Garin triumfował również na trasie drugiej edycji „Wielkiej Pętli”, lecz podobnie jak trzej jego najbliżsi rywale został ostatecznie zdyskwalifikowany. Etapowy wyścig Giro delle Valle d’Aosta w ostatnich dwóch dekadach pięciokrotnie zaglądał do Valgrisenche. Najwyższy punkt szosowej drogi w tej dolinie czyli Pra de la Teisa znajduje się w zupełnie anonimowym miejscu. Dlatego za każdym razem finiszowano niżej, w miejscowości Valgrisenche na wysokości około 1660 metrów n.p.m. W 2003 roku trzeci etap tej imprezy wygrał Włoch Marco Marzano. Natomiast w 2006 odcinek drugi padł łupem Belga Kevin’a Seldrayers’a. Z kolei trzeci etap z sezonu 2011 wygrał w tych stronach Francuz Antoine Levieu. GdVA 2014 rozpoczęła się zaś zorganizowanym w tej dolinie prologiem. Na dystansie 5,1 kilometra i trasie prowadzącej lekko pod górę jedynym zawodnikiem, który zszedł poniżej 9 minut był Kolumbijczyk Diego Antonio Ochoa. W końcu zaś w roku 2017 na kończącym ów wyścig czwartym etapie najlepszy okazał się Włoch Alessandro Fedeli, który o 14 sekund wyprzedził Belga Harm’a Vanhoucke.

Do Arvier dojechałem aostańską „krajówką” czyli drogą SS26. Zjechałem z niej na rondzie, które od wschodniej strony przyzdobione jest płaskorzeźbą upamiętniającą Maurice Garina. Zatrzymałem się na małym parkingu poniżej boiska do piłki nożnej, tuż przed wjazdem do Leverogne. Nie było już śladu po wcześniejszym załamaniu pogody. Gdy o godzinie 15:40 na mostku nad potokiem Dora di Valgrisenche włączyłem licznik to zanotowałem temperaturę 29 stopni. Na całej długości tego podjazdu była komfortowa. Nawet u kresu wspinaczki na wysokości blisko 2000 metrów n.p.m. wynosiła 20 stopni. Podjazd zaczął się po minięciu hotelu Beau Sejour czyli 300 metrów za wspomnianym mostem. Dolna „połówka” tego wzniesienia każdego zmusi do wysiłku. Pierwsze 8,9 kilometra ma bowiem średnie nachylenie 8,5%, z czego pierwsza kwarta o długości 4,5 kilometra aż 9,2%. Ta faza podjazdu kończy się na wysokości 1512 metrów n.p.m. Trzeba na niej pokonać pięć 500-metrowych odcinków o stromiźnie rzędu 10-11-12%, a także cztery sektory o nachyleniu co najmniej 9%. W przeciwieństwie do Valsavaranche tu górska szosa cały czas biegnie jedną stroną doliny. Od startu do mety wzdłuż lewego brzegu Dora di Valgrisenche. Co ciekawe najwyższy punkt drogi SR25 czyli Pra de la Teisa wcale nie znajduje się na jej południowym krańcu. Można przejechać jeszcze kolejne 2,7 kilometra. Niemniej to oznacza już zjazd ku osadom Surier i Usellieres położonym na wysokości „tylko” 1780 metrów n.p.m. Dolina Valgrisenche leży poza granicami Parco Nazionale Gran Paradiso. Prowadzi ku szczytom górskiej grupy Alpi della Grande Sassière e del Rutor. Na pierwszym kilometrze nachylenie jest „łagodzone” licznymi zakrętami. Na odcinku ledwie 800 metrów minąłem tu aż sześć wiraży. Po przebyciu 1,3 kilometra wjechałem do wioski Rochefort. Potem musiałem „zawinąć” jeszcze cztery razy, zanim na chwilowym wypłaszczeniu dotarłem do La Ravoire (2,5 km). Na początku piątego kilometra pokonałem mało przyjemny tunel o długości blisko 600 metrów. Nie sposób było szybko się wydobyć z tej „ciemnicy”, gdyż akurat w tym miejscu średnia stromizna oscylowała na poziomie 12%.

Odrobina płaskiego terenu na przełomie szóstego i siódmego kilometra pozwoliła na złapanie oddechu przed kolejnym trudnym odcinkiem. Dopiero po przejechaniu 9,2 kilometra, najtrudniejszą część zadania miałem za sobą. Segment poniżej Planaval przejechałem w 42:47 (avs. 12,5 km/h z VAM 1063 m/h). Następne dwa kilometry były bardzo łagodne, acz za osadą Revers (10,2 km) trzeba było przejechać kolejny długi tunel. Przydrożna tablica powitała mnie w Valgrisenche, reklamowanej jako gmina (kraina) tkaczy. W połowie dwunastego kilometra podjazd na chwilę odżył i na odcinku pomiędzy Prariond (11,6 km) i La Bethaz (12,6 km) znów musiałem skorzystać z małej tarczy. Potem miałem chwilowy luz czyli krótki zjazd i falsopiano. Następnie kilkaset metrów solidnego podjazdu na wysokości Gerbelle i kolejny niemal płaski odcinek wiodący kostką po głównej ulicy miejscowości Valgrisenche (14,3 km). Pod koniec piętnastego kilometra na rozjeździe musiałem odbić w prawo. Droga w lewo zawiodła by mnie do wybudowanej w 1957 roku zapory Diga di Beauregard. Przejechawszy jeszcze półtora kilometra trasą przez cztery kolejne wiraże dojechałem do Bonne. Wioski leżącej na wysokości 1810 metrów n.p.m., należącej do najwyżej położonych stałych siedzib ludzkich w tym regionie. Tu minąłem dzielnego nastolatka, który przy asyście prowadzącej samochód mamy zdobywał to wzniesienie na nartorolkach. Ostatnie przydrożne domostwa napotkałem w Mathieu (17,5 km). Zaraz za tym przysiółkiem przejechałem 300-metrowe wypłaszczenie. Natomiast finałowe półtora kilometra wiodło już cały czas pod górę, wbrew książce która zapowiadała niemal płaskie ostatnie 800 metrów. Nachylenie było umiarkowane, acz miejscami przekraczające 8%. Zaletą tego odcinka były ładne widoki po lewej ręce m.in. na położone w dole sztuczne jezioro Beauregard, powstałe na wysokości 1710 metrów n.p.m. Na dotarcie do mety w drogowej zatoczce przy Pra de la Teisa potrzebowałem niespełna 78 minut. Według stravy segment „Valgrisenche full” o długości 19,1 kilometra pokonałem w 1h 16:54 (avs. 14,9 km/h z VAM 951 m/h). Dodam, że zdaniem autora książki „PeViB-20” ta kolarska góra zasługuję na szkolną notę „5 z minusem” czyli o równo stopień wyższą niż znacznie dłuższy podjazd przez Valsavaranche.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2642182087

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2642182087

ZDJĘCIA

20190822_001

FILMY

VID_20190822_170155

VID_20190822_171344

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Valgrisenche / Pra de la Teisa została wyłączona