banner daniela marszałka

Col de Borderes + Lac d’Estaing

Autor: admin o wtorek 5. Czerwiec 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1156 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 726 metrów

Długość: 14,5 kilometra

Średnie nachylenie: 5,0 %

Maksymalne nachylenie: 13,3 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

It will be done (…)

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1619389430

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1619389430

ZDJĘCIA

FILMY

VID_20180605_02

VID_20180605_03

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col de Borderes + Lac d’Estaing została wyłączona

Col d’Aubisque

Autor: admin o wtorek 5. Czerwiec 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1709 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1279 metrów

Długość: 29,6 kilometra

Średnie nachylenie: 4,3 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

It will be done (…)

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1618535562

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1618535562

ZDJĘCIA

20180605_001

FILMY

VID_20180605_01

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col d’Aubisque została wyłączona

Col des Spandelles

Autor: admin o poniedziałek 4. Czerwiec 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1378 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 853 metry

Długość: 10,2 kilometra

Średnie nachylenie: 8,4 %

Maksymalne nachylenie: 11,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

It will be done (…)

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1616868508

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1616868508

ZDJĘCIA

20180604_036

FILMY

VID_20180604_06

VID_20180604_07

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col des Spandelles została wyłączona

Col du Soulor

Autor: admin o poniedziałek 4. Czerwiec 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1474 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 964 metrów

Długość: 13,6 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 10,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

It will be done (…)

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1616868511

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1616868511

ZDJĘCIA

20180604_001

FILMY

VID_20180604_01

VID_20180604_02

VID_20180604_03

VID_20180604_04

VID_20180604_05

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col du Soulor została wyłączona

Valais / Wallis 2017

Autor: admin o wtorek 15. Sierpień 2017

Niespełna siedem tygodni po nadspodziewanie skomplikowanym powrocie z francuskiej Sabaudii na drugi ze swych corocznych wyjazdów wybrałem się do południowo-zachodniej Szwajcarii ku podjazdom zaczynającym się w dolinie górnego Rodanu. Na górskich drogach ponownie towarzyszyli mi Darek Kamiński i Piotr Podgórski, a obok nich debiutant w mojej ekipie Sławek Szymczak. Naszym celem były górskie szosy kantonu Valais-Wallis. Dla mnie była to trzecia wyprawa stricte szwajcarska. Dwie poprzednie zorganizowałem jednak dawno temu, bo w sierpniu 2008 i czerwcu 2009 roku. Potem wpadałem jeszcze do Konfederacji Helweckiej czterokrotnie. Niemniej na krótszy czas – od kilku godzin do kilku dni – przy okazji wyjazdów do Francji, Włoch czy Austrii. Po ośmiu latach przerwy znów 100% swego czasu i sił postanowiłem poświęcić na szwajcarskie wzniesienia, do tego znajdujące się niemal wyłącznie w granicach jednego tylko kantonu. Valais jest istnym rajem dla fanów szosowych wspinaczek. Wymagających gór kolarskich jest tu co nie miara. Spokojnie można by spędzić w tym kantonie całe trzy tygodnie codziennie jeżdżąc po dwie premie górskie pierwszej bądź najwyższej kategorii! My przyjechaliśmy na niecałe 12 dni, więc wstępnie założyłem, iż mogę w tym czasie pokonać 23 nowe wzniesienia. Valais (niem. Wallis) to prawdziwe górskie cudo. Do Konfederacji na dobre przystąpił dopiero w 1815 roku. Jest trzecim pod względem wielkości kantonem Szwajcarii. Dzieli się na 13 dystryktów (tyle ile gwiazd na kantonalnym herbie) i 143 gminy. Ma powierzchnię 5224 km2 i 339 tysięcy mieszkańców, z czego 34 tysiące żyje w stołecznym Sionie. Choć tereny dzisiejszej Szwajcarii były kolebką kalwińskiej Reformacji te akurat okolice pozostały wierne Rzymowi.

Osią wokół której tętni życie tego regionu jest Rodan, na jego górnym odcinku od samych źródeł na wysokości 2209 metrów n.p.m. po wlot do Jeziora Genewskiego (Lac Leman) na poziomie 372 metrów n.p.m. Rzeka ta oddziela dwa potężne pasma górskie czyli Alpy Berneńskie na północy i Alp Pennińskie na południu. Poza tym na zachodnim krańcu owego kantonu są jeszcze Masywy Mont Blanc i Chablais, zaś na wschodnich kresach Alpy Lepontyńskie. W granicach Valais znajduje się aż 46 szczytów o wysokości ponad 4000 metrów n.p.m. Pośród nich najwyższy w Szwajcarii Duffourspitze (4638 m. n.p.m.) oraz ten najsłynniejszy czyli Matterhorn (4477 m. n.p.m.). Mamy tu aż 680 lodowców. W tym długi na 23 kilometry Aletsch, największy w całych Alpach. Co ciekawe kanton jest oficjalnie dwujęzyczny. Zachód i centrum jest frankońskie, zaś wschód germański. Według najnowszych danych dla niemal 63% mieszkańców ojczystym jest język francuski lub jego lokalna odmiana Arpitan, zaś dla przeszło 28% język niemiecki lub dialekt Walser. Wyraźna w statystykach, acz niewidoczna dla oka granica przebiega między miejscowościami Sierre i Salgesch. Co oczywiste do Valais często zagląda Tour de Suisse, zaś Tour de Romandie w środkowo-zachodniej części tego regionu wytycza sobie królewskie odcinki. Warto jednak dodać, iż w stacjach Crans-Montana, Verbier i Finhaut-Emosson bywał też Tour de France, zaś do Leukerbad i Saas-Fee wpadało Giro d’Italia. Współcześnie najbardziej znanymi kolarzami z tego kantonu są: Steve Morabito i Sebastian Reichenbach z FdJ oraz młody-zdolny Kilian Frankiny z BMC.

Ta wyprawa była krótsza od francuskiej, lecz obfitowała w trudniejsze wspinaczki. Bazę noclegową w przystępnej cenie (o co niełatwo w tym kraju) znalazłem w stacji Nendaz powyżej Sionu. Dzień po dniu badaliśmy górski teren Valais-Wallis poczynając od frankońskiego zachodu i centrum, a kończąc na germańskim wschodzie. Moi trzej kompani przedostatniego dnia wjechali też na teren sąsiednich kantonów Ticino i Uri robiąc przeszło 100-kilometrową rundkę przez przełęcze: Nufenen, San Gottardo (via Tremola) i Furka. Dario tą ostatnią zdobył nawet od obu stron! Pogodę mieliśmy na ogół dobrą, lecz nie obyło się bez trzech deszczowych dni. Dlatego poprzestałem na ośmiu pełnowymiarowych etapach i dwóch odcinkach z ledwie jednym podjazdem. Do tego między szóstym a siódmym dniem górskiej eksploracji pozwoliłem sobie na pierwszy od lat wycieczkowy dzień wolny. Przez 10 dni „roboczych” przejechałem w sumie 857,5 kilometra o łącznym przewyższeniu 26.337 metrów, większym niż na podobnej długości wyjazdach do Lombardii, Sud Tirolu i Trentino z lat 2014-2016. Każde z pokonanych przeze mnie 18 wzniesień miało ponad tysiąc metrów przewyższenia. Siedem z nich tzn. częściowo szutrowy Croix de Couer, Sanetsch, Lac de Moiry, Grande Dixence, Thyon 2000, Mattmark See i Alpe Galm straszyło amplitudą przeszło półtora metrów! Dziewięciokrotnie wjechałem na wysokość powyżej 2000 metrów n.p.m. Najwyższą górą i zarazem największym podjazdem była tu Col du Sanetsch położona w Alpach Berneńskich. Najdłuższymi, podjazdy ku sztucznym jeziorom: Lac de Moiry i Mattmark See w Alpach Pennińskich. Natomiast najtrudniejszym wzniesieniem wspinaczka do górskiej osady Alpe Galm.

Poniżej przedstawiam listę wzniesień, które dzień po dniu udało mi się zaliczyć. Natomiast w kolejnych tygodniach postaram się napisać coś więcej o nich samych jak i moich wrażeniach z ich zdobycia.

Mój rozkład jazdy:

4.08 – Barrage de Mauvoisin & Val Ferret

5.08 – Planachaux & La Creusaz

6.08 – Croix de Coeur & Ovronnaz-Odonne

7.08 – Col de Sanetsch & Lac de Tseuzier

8.08 – Lac de Moiry

9.08 – Barrage de la Grande Dixence & Thyon 2000

11.08 – Siviez

12.08 – Mattmark See & Moosalp

13.08 – Bachalp & Gruben

14.08 – Alpe Galm & Weritzalp

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Valais / Wallis 2017 została wyłączona

Weritzalp

Autor: admin o poniedziałek 14. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 2099 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1459 metrów

Długość: 21,1 kilometra

Średnie nachylenie: 6,9 %

Maksymalne nachylenie: 12,7 %

PROFIL

SCENA

Początek w Gampel (Wallis). To miejscowość w dystrykcie Leuk, która od 1 stycznia 2009 roku tworzy gminę Gampel-Bratsch. Gampel leży na prawym brzegu Rodanu, jakiś kilometr na północ od tej rzeki oraz drogi krajowej nr 9. W gminie tej mieszka niespełna 2 tysiące osób i bezpośrednio graniczy ona z porównywalnej wielkości jednostką Steg-Hohtenn. Gampel położone jest 35 i 10 kilometrów na wschód od Sionu i Susten oraz z drugiej strony 12 i 21 kilometrów na zachód od Visp i Brig. Miasteczko to jest bramą do Lotschental. Największej doliny kantonu Valais-Wallis po północnej stronie Rodanu czyli w Alpach Berneńskich. Ma ona 27 kilometrów długości i biegnie wzdłuż rzeczki Lonza, która wypływa z długiego na 6,5 kilometra lodowca Langgletscher. Otoczona jest szczytami o wysokości ponad 3000 metrów, z których najwyższym jest Bietschhorn (3934 m. n.p.m.). Dolina ta leży w granicach obszaru chronionego Jungfrau-Aletsch, który decyzją UNESCO z grudnia 2001 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa z dziedziny Natura. Główna przeszło 20-kilometrowa droga przez Lotschental biegnie początkowo w kierunku północnym, zaś następnie na północny-wschód. Na szlaku tym mijamy takie miejscowości jak: Goppenstein, Ferden, Kippel, Willer i Blatten. Szosa ta kończy się w osadzie Faleralp na wysokości 1763 metrów n.p.m. Kolarski podjazd na tym szlaku liczy sobie 20,5 kilometra o przewyższeniu 1133 metrów czyli ma średnie nachylenie 5,5%. Chcąc porwać się na coś ambitniejszego ze sportowego punktu widzenia należy podczas przejazdu przez Kippel lub Wiler opuścić tą dolinę. Trzeba tu odbić w lewo i zaliczyć stromą wspinaczkę do jednej z dwóch górskich osad: Lauchernalp (2102 m. n.p.m.) lub Weritzalp (2099 m. n.p.m.). Ta pierwsza od roku 1972 połączona jest z wioską Wiler koleją gondolową, więc można się do niej dostać również metodą „na leniucha”.

Za punkt start do naszej wspinaczki przyjąć można most nad rzeczką Lonza, wyznaczający granicę między gminami Gampel i Steg. Droga nr 509 dość szybko pnie się do góry po serpentynach zmierzając w kierunku miejscowości Hohtenn. Do połowy trzeciego kilometra pokonujemy sześć wiraży, zaś przy drugim z nich mijamy wjazd na Altetalstrasse, także prowadzącą w głąb Lotschental. W początkowej fazie wspinaczki nachylenie wynosi od 5 do 8%, z maksimum 9,2%. Na początku czwartego kilometra trzeba wjechać do długiego na 2600 metrów Mittaltunnel. Na światło dzienne wyjeżdżamy dopiero po przejechaniu 5,8 kilometra. Bardziej stroma jazda po starej drodze zaoszczędziłaby nam jakieś 1300 metrów, lecz jest to obecnie szlak wyłączony z użytku z uwagi na zarwany most nad Lonzą. Długi pobyt w pierwszym tunelu nie jest jedynym na tej górze. Na drodze do Wiler podobnych przepraw jest jeszcze osiem, z czego pięć na odcinku do Goppenstein (8,3 km). Tym niemniej wszystkie pozostałe są znacznie krótsze, co najwyżej półkilometrowe. We wspomnianym Goppenstein znajduje się stacja kolejowa oraz południowe wejście do wiekowego Lotschbergtunnel. Został on wybudowany w latach 1907-1913 i ma długość 14.612 metrów. Tunel ten biegnie na wysokości około 1200 metrów n.p.m. i po północnej stronie Alp Berneńskich kończy się przed miastem Kandersteg. Pociągi kursujące tą przeprawą umożliwiają transport samochodów. Co ciekawe w 2007 roku pod tymi samymi górami, acz kilkaset metrów niżej przekopano nowy, przeszło 34-kilometrowy tzw. tunel bazowy, który łączy Raron w Wallis z Frutigen w kantonie Berno. Wracając z torów na szosę trzeba powiedzieć, iż ósmy kilometr na dojeździe do Goppenstein jest wymagający, gdyż stromizna utrzymuje się tu na poziomie 8%, z max. 8,9%. Wypocząć można za to w drugiej połowie dziewiątego kilometra. Potem przez kolejne 2,5 kilometra nachylenie jest umiarkowane, między 3,5 a 7,5%. W połowie dwunastego kilometra zaczyna się zaś najłatwiejsza część tego wzniesienia. Przez dwa kolejne kilometry jest na dobrą sprawę płasko, więc szybko mijajmy wyrosłe na tym płaskowyżu wioski: Ferden (12 km) i Kippel (13,3 km). Już w centrum tej drugiej miejscowości można odbić w lewo, by stromą Hockenstrasse wspinać się do osady Lauchernalp.

Tym niemniej zmierzając do Weritzalp wypada nam zostać na drodze 509 jeszcze przez blisko półtora kilometra. Na dojeździe do Wiler (14,3 km) szosa ponownie zaczyna się wznosić, acz nachylenie nie przekracza nawet 7%. Niebawem na wysokości przystanku autobusowego Wiler Gschteinat (14,8 km) trzeba opuścić Lotschental. Z tego miejsca do celu pozostaje nam jeszcze 7 kilometrów. Ten sam dystans mielibyśmy do pokonania także przy jeździe do kresu owej doliny. Tym niemniej obie końcówki są diametralnie różne. Droga na wprost czyli do Fafleralp ma nachylenie ledwie 5%. Natomiast górski szlak do Weritzalp jest porównywalny z hardcorowym finałem na Alpe Galm, bowiem trzyma na średnim poziomie niemal 10%. Dwucyfrowa stromizna pojawia się już po 200 metrach od zjechania z głównej drogi. Należy uważać by na trzecim wirażu skręcić w prawo, choć na zakręcie tym zobaczymy tylko znak na Lauchernalp. Dwieście metrów dalej przejeżdżamy pod wiaduktem i zanim zaczyna się stroma droga do nieba. Już na dojeździe do drewnianego mostku stromizna skacze do poziomu 11,9%. W pierwszej połowie siedemnastego kilometra przez 250 metrów trzyma na poziomie co najmniej 12%. Na szczęście na przeszło 3-kilometrowym dojeździe do osady Fischbiel (19,3 km) owa dróżka wspina się po siedmiu serpentynach. Tym samym w razie potrzeby można wziąć zakręt nieco szerzej by złapać głębszy oddech. Na siódmym z owych wiraży trzeba podjąć decyzję co do wyboru mety. Jazda na wprost oznacza finisz w ośrodku turystycznym Lauchernalp, do którego można dotrzeć tędy lub też zachodnim szlakiem z Kippel. Wybierając znacznie skromniejszą osadę Weritzalp skręcamy tu w prawo i nadal jedziemy w kierunku północno-wschodnim. Pokonawszy jeszcze dwa wiraże dojeżdżamy do gospodarstwa Steinegga (20,7 km), w pobliżu którego podjazd na chwilę odpuszcza do zaledwie 4%. Na początku ostatniego kilometra stromizna wraca do poziomu 11%, po czym na ostatnich kilkuset metrach stopniowo maleje. W samej końcówce wjeżdżamy do gminy Blatten. Asfalt kończy się w zakręcie, na wysokości niemal 2100 metrów n.p.m. Z tego wirażu ku Weritzstafel biegną dwie równoległe, szutrowe ścieżki. Lewa lekko w górę, zaś prawa wyraźnie w dół.

AKCJA

Z Alpe Galm do naszego samochodu zjechałem o piętnastej. Po drodze zatrzymałem się na kawkę w restauracji Randevous. Z Susten pojechaliśmy do Gampel robiąc dalsze 10 kilometrów w kierunku wschodnim. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Feldstrasse, jakiś kilometr od podnóża podjazdu pod Weritzalp. Naszą ostatnią sierpniową wspinaczkę rozpoczęliśmy o 16:05. Zakładałem, że w dolnej części wzniesienia pojedziemy starą drogą, by uniknąć przejazdu przez ponad 2-kilometrowy Mittaltunnel. Nadal było gorąco, gdyż tym razem na starcie licznik pokazał mi 33 stopni. Podjazd prowadził południowym zboczem góry, więc na pierwszych trzech kilometrach ta temperatura wzrosła jeszcze o trzy oczka. Darek najwyraźniej odczuwał trudy swego niedzielnego etapu, bo tym razem rozstaliśmy się już po kilkuset metrach jazdy. Na drugim wirażu minąłem coś co wyglądało na Alte Talstrasse, ale uznałem że to chyba za wcześnie na zjazd z głównej drogi. Niebawem wiedziałem już, że straciłem tą szansę i przyjdzie mi zapoznać się ze wspomnianym tunelem. Dojechałem do niego w kwadrans. Pierwsze 3,3 kilometra pokonałem bowiem w czasie 15:05 (avs. 13,1 km/h). W tym długim tunelu dla własnego bezpieczeństwa wolałem jechać przydrożnym chodnikiem. Niemniej i na nim trzeba było uważać, bowiem był on szeroki ledwie na dwa kafle pomiędzy, którymi była szpara. Dodatkowym utrudnieniem były zatoczki rozmieszczone co kilkaset metrów. W tych miejscach mogłem albo zeskoczyć z wysokiego krawężnika, bądź też trzymać się chodnika jadąc wzdłuż ściany i tym samym chwilowo nie po linii podjazdu. Tak jedno jak i drugie rozwiązanie wybijało z rytmu jazdy. Po 27 minutach od startu wyjrzałem na światło dzienne. Potem trzeba było pokonać kolejne podziemne przeprawy, ale te były już znacznie krótsze i dzięki temu „lekkostrawne”. W okolice dworca w Goppenstein dotarłem w niespełna 40 minut. Na kolejnych kilometrach z umiarkowanym nachyleniem jechałem z prędkością około 14 km/h. Przed końcem jedenastego kilometra pokonałem ostatnie tunele. Do Ferden dojechałem w czasie 51:27. Po płaskim jechało się szybko, ale musiałem uważać by nie przeoczyć dróżki do Weritzalp. Podczas przejazdu przez Kippel chwilową  niepewność w moim umyśle zasiała boczna Hockenstrasse. Po chwili namysłu uznałem jednak, że należy jechać dalej prosto.

Następnie przejechałem przez Wiler, gdzie trzeba było powalczyć na delikatnym podjeździe. W końcu na skraju tej miejscowości skręciłem w prawo i zacząłem prawdziwą wspinaczkę. Po przejechaniu 400 metrów na trzecim wirażu odbiłem w lewo. Ta opcja okazała się jednak ślepą ulicą Wildistrasse. Zapytałem właścicielkę jednego z domów o drogę na Weritzalp. Gdy odrzekła, że trzeba się kierować znakami na Lauchneralp wiedziałem już gdzie jechać. Na tej pomyłce straciłem jakieś 3 minuty czasu i dodałem sobie 400 metrów przebiegu. Zatem dopiero pod koniec swego szesnastego kilometra rozpocząłem zmagania ze stromą końcówką wzniesienia. Łatwo nie było, tym bardziej że w nogach miałem już Alpe Galm. Pomyślałem, że tylko spokój może mnie uratować. Stwierdziłem, iż najważniejsze to jechać równym tempem. Udało mi się utrzymywać prędkość w okolicy 9 km/h. Według stravy ostatnie 6,63 kilometra pokonałem w 45:33 (avs. 8,7 km/h z VAM 874 m/h). Niemniej de facto jechałem nieco szybciej, bowiem od tego czasu należałoby mi odjąć blisko trzy minuty. Byłem pozytywnie zaskoczony, że na tak trudnej ścianie nie spotkał mnie żaden kryzys. Nazwa Lauchernalp nic mi nie mówiła, więc na rozjeździe przed Fischbiel skręciłem w prawo. Wkrótce po przejechaniu 21 kilometrów najgorsze miałem już za sobą. Natomiast swój ostatni cel w oddali przed oczyma. Była nim letniskowa osada znajdująca się jakiś kilometr za gospodarstwem Steinegga. Dojechałem do niej po przebyciu 22,27 kilometra w czasie 1h 44:50 (avs. 12,7 km/h). Gdy skończył się asfalt wybrałem lewą z dwojga kamienistych ścieżek i ostatecznie dotarłem na wysokość 2107 metrów n.p.m. Na zjeździe za wszelką cenę wolałem uniknąć przejazdu przez Mittaltunnel, więc odbiłem na „zakazaną” Alte Talastrasse. Ta okazała się być podniszczona i co gorsza „przerwana”. Most nad Lonzą okazał się być zarwany, więc nie chcąc zawracać musiałem ową rzeczkę przejść w bród. Ot mała przygoda na zakończenie wyprawy. Gdy zajechałem na parking zastałem tam czekającego już od dłuższego czasu Darka. Mój towarzysz szukając zapowiadanego przez mnie szlaku z pominięciem tunelu pobłądził i dotarł jedynie na wysokość 1040 metrów n.p.m. w rejonie Ladu. Tymczasem ja na ostatnim etapie przejechałem w sumie 83,5 kilometra z godnym finału przewyższeniem 3041 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1133758516

http://veloviewer.com/activities/1133758516

ZDJĘCIA

20170814_061

FILMY

MAH04450

MAH04455

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Weritzalp została wyłączona

Alpe Galm

Autor: admin o poniedziałek 14. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 2234 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1612 metrów

Długość: 19,8 kilometra

Średnie nachylenie: 8,1 %

Maksymalne nachylenie: 14,1 %

PROFIL

SCENA

Początek w Susten (Wallis). To najwyższe i zarazem najtrudniejsze kolarskie wzniesienie na terenie dystryktu Leuk zaczyna się zatem w tym samym miejscu co opisany już podjazd do Bachalp. Dlatego w sprawie podstawowych informacji o Susten i Leuk odsyłam do swego wcześniejszego wpisu. Wspinaczka do Alpe Galm jest minimalnie krótsza od tej do Bachalp, a mimo to na niespełna 20-kilometrowym szlaku trzeba pokonać niemal 300 metrów przewyższenia więcej! Również ten podjazd zaczyna się na szosie nr 211 zbudowanej na antycznym szlaku prowadzącym z Doliny Rodanu na Gemmipass (2270 m. n.p.m.). Współczesna asfaltowa droga dociera jedynie do Leukerbad na wysokość około 1400 metrów n.p.m. Tym niemniej zmierzając do Alpe Galm trzymamy się tego kierunku jedynie przez niespełna 5 kilometrów. Wcześniej na drugim kilometrze objeżdżamy miasteczko Leuk, którego historia sięga czasów wczesnośredniowiecznego Królestwa Burgundii. Potem w połowie czwartego kilometra skręcamy na wirażu w lewo zostawiając za plecami drogę do Erschmatt, która doprowadzić nas może do Bachalp lub Untere Feselalp. My z szosy nr 211 zjeżdżamy nieco dalej czyli po przebyciu 4,7 kilometra. Do tego miejsca średnie nachylenie podjazdu jest umiarkowane i wynosi 5,5%. Wymagające na pierwszych dwóch kilometrach, robi się łagodniejsze po objechaniu wspomnianego Leuk. Na wysokości restauracji Randezvous skręcamy w prawo, by przez kolejne cztery kilometry jechać w kierunku wschodnim. Już po kolejnych kilkuset metrach mijamy krainę talerzy satelitarnych. Na ogrodzonym terenie poniżej drogi znajdują się instalacje systemu Onyx służące przechwytywaniu danych w ramach prowadzonego przez Szwajcarów wywiadu elektromagnetycznego. Budowę tej stacji ukończono pod koniec 2005 roku, zaś jej koszt mógł wynieść nawet 400 milionów CHF. Na nowej drodze jedzie się trudniej. Przez kolejne 7 kilometrów średnia stromizna trzyma bowiem na poziomie od 6,3 do 8,4%. Po przejechaniu 7,4 kilometra mijamy odchodzącą w lewo drogę do osady Thel i wsi Albinen. Ten górski szlak prowadzi do Torrentalp (1934 m. n.p.m.) górującego nad uzdrowiskiem Leukerbad.

My jednak skręcamy w prawo i wjeżdżamy na teren gminy Guttet-Feschel. Na początku dziewiątego kilometra wjeżdżamy do Grachmatten. Po przebyciu 8,8 kilometra na stromym wirażu z nachyleniem 10,5% droga zmienia swój kierunek na północny. Kilometr dalej na wirażu przed, którym powiewają trzy flagi: krajowa, kantonalna i gmina możemy sobie wybrać sposób pokonania kolejnego odcinka. Można pojechać prosto przez centrum wioski Guttet lub też od razu skręcić w prawo i ominąć tą miejscowość. Nie ma to większego znaczenia, bowiem obie drogi schodzą się ponownie 60 metrów wyżej. My wybraliśmy opcję prawą czyli wschodnią. Najtrudniejszy segment wzniesienia zaczyna się 700 metrów za owym łącznikiem. Na leśnym rozdrożu należy odbić w lewo. Od razu robi się stromo. Już na pierwszych metrach tego odcinka stromizna skacze do poziomu 10,6%. W połowie dwunastego kilometra droga skręca na zachód i następnie trzyma ten kierunek przez 1600 metrów. Po przejechaniu 13,8 kilometra mijamy odchodzącą w lewo drogę do osady Chermignon (Tscharmilonga). W tym momencie stromizna na Alpe Galm po raz pierwszy sięga 11%. Jednak wszystko co najciekawsze jeszcze przed nami. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się dopiero po przejechaniu 15 kilometrów. Na początku szesnastego kilometra chwilowa stromizna wynosi już 12,7%. To zaś jedynie przedsmak późniejszych wrażeń. Podjazd przez jakieś 3,5 kilometra niemal stale trzyma na poziomie powyżej 10%. Zresztą jest to dobrze widoczne na profilu wzniesienia zaczerpniętym ze strony „cyclingcols”. Na siedemnastym kilometrze „maks” to 12,5%. Najtrudniejszy jest kilometr osiemnasty z przejazdem przez osadę Oberu (17,6 km). Tu nachylenie 11-12% to norma, zaś w dwóch miejscach stromizna przekracza pułap 14%. Nieco łatwiej robi się dopiero za gospodarstwem Teugmatte (18,5 km). Druga połowa dziewiętnastego kilometra jest na tyle łagodna, że przy tym co było wcześniej może wydawać się płaska. Na początku dwudziestego kilometra trzeba pokonać ostatnią 300-metrową stromiznę z nachyleniem do 13,2%. Ostatnie 400 metrów na poziomie od 3 do 6% to już czysta przyjemność po wcześniejszym cierpieniu. Wspinaczka kończy się na małym parkingu o kamienistej nawierzchni. Tym samym do znajdującej się tuż za rogiem Alpe Galm trzeba zjechać po szutrze.

AKCJA

Nie udało się w niedzielę. Na szczęście miałem jeszcze w zanadrzu poniedziałek, gdyż wyjątkowo ostatni dzień wyprawy przewidziałem na dzień powszedni. Wszystko dlatego, iż 15 sierpnia tym razem wypadał we wtorek i dzień świąteczny mogliśmy wykorzystać na powrót do kraju nie tracąc kolejnego dnia urlopu. Do drugiego podejścia pod Alpe Galm lepiej się przygotowałem. Jeszcze poprzedniego wieczora dokładniej przyjrzałem się mapom. Spostrzegłem gdzie zrobiłem błąd. Ustaliłem gdzie powinienem zjechać z drogi 211 oraz jak pokierować jazdą na kolejnych kilometrach. Po raz drugi wybrałem się zatem do Susten. Tym razem tylko w towarzystwie Darka. Dla Piotra i Sławka poniedziałek miał być już czasem relaksu po ekstremalnych doznaniach dnia poprzedniego. Ostatecznie tylko Pedro nie tknął roweru. Sława wybrał się jednak na 35-kilometrową przejażdżkę. W ramach pożegnania z Alpami podjechał do Veysonnaz od strony Pravidondaz oraz do naszej mety w Haute-Nendaz z poziomu Beuson. Tymczasem my przybyliśmy w okolice Leuk kwadrans przed dwunastą. Dzień był upalny. Na starcie pierwszej wspinaczki mój licznik zanotował aż 35 stopni. Co więcej tego rodzaju temperatura niemal przez cały podjazd. Pod górę ruszyliśmy o 11:57. Na drugim kilometrze zdecydowałem się trzymać głównej drogi, wobec czego ominęliśmy centrum Leuk. Na łatwiejszym odcinku za tym miasteczkiem nieco przyśpieszyliśmy. Minęliśmy „feralny” wiraż, który dzień wcześniej zaprowadził mnie w nieznane. Dopiero pod koniec czwartego kilometra wykorzystując łagodniejsze nachylenie wrzuciłem twardsze przełożenie i nieznacznie odjechałem Darkowi. Do zakrętu przy restauracji Randevouz dojechałem w czasie 17:44 (avs. 15,9 km/h). Dario tracił do mnie ledwie 15 sekund. Przed wirażem nieco zwolniłem chcąc się upewnić, że kolega będzie widział w którym momencie skręcam. Po wjechaniu na trudniejszy fragment podjazdu przez kilka pierwszych kilometrach jechaliśmy z podobną prędkością. Na szóstym kilometrze minęliśmy tajemną strefę z wywiadowczymi urządzeniami systemu Onyx.

Po przejechaniu 7,4 kilometra dojechałem do kolejnego ważnego rozjazdu. Musiałem tu odbić w prawo, gdyż jazda na wprost prowadziła zawiodłaby mnie do Torrentalp. Do tego zakrętu dotarłem w czasie 29:28 (avs. 14,9 km/h). Darek nie odpuszczał i tracił ledwie 20 sekund. Widząc go tuż za sobą zakładałem, iż najpewniej przegoni mnie na stromej końcówce wzniesienia. Najwyraźniej zapomniałem jak ciężki etap zafundował on sobie w niedzielne popołudnie. Na dziewiątym kilometrze różnica między nami zaczęła rosnąć. Najwyraźniej Darka dopadło zmęczenie po królewskim etapie. Po 9,7 kilometra od startu byłem już na rozjeździe przed Guttet, gdzie dojechałem w 40:38 (avs. 14,3 km/h). Dario tracił ponad dwie minuty i jak sam przyznał w tej okolicy prąd mu odcięło. Do rozdroża, na którym zaczęła się najtrudniejsza część tej wspinaczki dotarłem w około 47 minut. Zastanawiałem się jak przy swej średniej formie fizycznej wytrzymam ten morderczy finał. Podczas tej wyprawy zaliczyłem już co prawda cztery nieco większe wzniesienia, lecz wedle wszelkich rankingów Alpe Galm miało być tym najtrudniejszym. Co więcej jednym z dziesięciu „najgorszych” w mojej karierze amatora kolarskich wspinaczek. Według „cyclingcols” ostatnie 8 kilometrów na tej górze ma średnio 10,3%. Na moje szczęście ta stromizna rosła stopniowo. Najpierw trzy kilometry z nachyleniem 9-10%. Następnie trzy hardcorowe na poziomie 11-12%. Mogłem złapać swój rytm jazdy po stromej ścianie. Zwątpiłem tylko pod koniec piętnastego kilometra, gdy droga z asfaltowej na krótko stała się szutrowa. Od razu przypomniała mi się ciężka przeprawa z Planachaux. Na szczęście czarna wizja 5 kilometrów super-stromej wspinaczki po takiej nawierzchni szybko się rozwiała. Najtrudniejsze kilometry pokonałem jadąc 8-9 km/h, acz na 14% stromiźnie zwolniłem do 7 km/h. Gdy minąłem Oberu i Teugmatte byłem już w domu. Na kilometr przed finałem po prawej stronie dojrzałem daleko w dole wczorajsze Bachalp. Na łatwej końcówce przyśpieszyłem do 15-17 km/h i zatrzymałem się po przejechaniu 19,78 kilometra w czasie 1h 38:15 (avs. 12,1 km/h). Według stravy najtrudniejszy segment o długości 8,3 kilometra przejechałem w 51:03 (avs. 9,8 km/h z VAM 968 m/h). Darek dotarł na górę po około 15 minutach.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1133758515

http://veloviewer.com/activities/1133758515

ZDJĘCIA

20170814_001

FILMY

20170814_135527

20170814_141925

20170814_150529

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Alpe Galm została wyłączona

Turtmanntal / Gruben

Autor: admin o niedziela 13. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1901 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1273 metry

Długość: 21,8 kilometra

Średnie nachylenie: 5,8 %

Maksymalne nachylenie: 10,2 %

PROFIL

SCENA

Początek w Turtmann (Wallis). To miejscowość na lewym brzegu Rodanu, położona 31 kilometrów na wschód Sionu. Z drugiej strony do najbliższych miast na wschodzie czyli Visp i Brig mamy stąd odpowiednio 14 i 23 kilometry. Turtmann od 1 stycznia 2013 roku wraz z położoną na wysokości 1003 metrów n.p.m. wsią Unterems tworzy gminę Turtmann-Unterems. Należy ona do dystryktu Leuk i wedle ostatnich danych mieszka w niej około 1100 osób. Turtmanntal to najkrótsza ze szwajcarskich dolin w Alpach Pennińskich. Leży pomiędzy Val d’Anniviers (na zachodzie) i Vispertal (na wschodzie). Natomiast na południu ograniczona jest obecnością lodowca Turtmanngletscher, który ma długość 5,1 kilometra i schodzi na poziom 2240 metrów n.p.m. Co ciekawe w dolinie tej drzewa rosną powyżej 2200 metrów n.p.m., co sprawia iż jest najwyższej położona granica lasu w całej Europie. Podjazd do kresu Turtmanntal, acz podobnej długości co pobliskie wspinaczki do Alpe Galm, Bachalp, Untere Feselalp czy Weritzalp z pewnością jest nieco łatwiejszy niż owe wzniesienia w Alpach Berneńskich. Zaczyna się w samym centrum wsi, przy Kantonstrasse czyli szosie nr 9. Rusza się prosto na południe, lecz już po 200 metrach skręcamy na wschód i wyjeżdżamy z Turtmann. Droga biegnie na wschód przez równo kilometr. Po 1200 metrów zawraca na zachód i jeszcze przez 500 metrów trzyma na początkowo wysokim poziomie 8-9%. Na przełomie drugiego i trzeciego kilometra nachylenie spada niemal do zera, zaś my tracimy widok na dolinę Rodanu. W miejscu, gdzie zaczyna się to wypłaszczenie mijamy boczną drogę, która poprzez wsie Eischoll i Burchen doprowadzić by nas mogła do podjazdu na Moosalp. Tymczasem nasza droga niebawem skręca na południe i trzyma ten kierunek przez blisko dwa kilometry. Na dojeździe do mostu nad rzeczką Turtmanna (3,8 km) nachylenie jest zróżnicowane, od 4,1 do 9,7%. Potem kolejne 1100 metrów prowadzi na północny-zachód i doprowadza do zakrętu przed wsią Unterems (5,2 km). Na tym odcinku maksymalne nachylenie to 8,9%.

Po nieco łatwiejszym szóstym kilometrze, następny dość trudny odcinek to segment między 6,1 a 8,4 kilometra od startu. Droga biegnie tu najpierw prosto przez las, zaś następnie trzema serpentynami pośród górskich łąk. Stromizna trzyma na poziomie 7-8%, zaś maksymalnie sięga 9%. Potem na dojeździe do Oberems nachylenie stopniowo siada i w trakcie przejazdu przez tą wieś wynosi już tylko od 3 do 5%. Na tym poziomie utrzymuje się następnie do końca dwunastego kilometra. Wcześniej w połowie jedenastego kilometra szosa chowa się w lesie i pozostaje zacieniona przez kolejne trzy kilometry. Na początku trzynastego kilometra wraca solidna wspinaczka z nachyleniem 6-7%. Po chwili mijamy restaurację Hubschweidi (12,3 km). Cały czas jedziemy lewym brzegiem Turtmanny. W połowie piętnastego kilometra zaczyna się najtrudniejszy fragment całego wzniesienia. To tylko kilometr, acz na poziomie od 8 do 10,2%. Po przejechaniu 15,7 kilometra tą ściankę mamy już za sobą i w zasadzie na tym kończy się prawdziwa kolarska wspinaczka przez Turtmanntal. Według „cyclingcols” najtrudniejszy z sześciu pozostałych kilometrów ma średnie nachylenie tylko 4,1%. Mój licznik pokazał na tym segmencie maksymalną stromizną rzędu ledwie 6,5%. Na takim finale nic już nie może nas zatrzymać. Możemy się cieszyć górskimi widokami dość szybko zmierzając do kresu asfaltowej drogi. Po przejechaniu 17,4 kilometra przejeżdżamy na prawy brzeg wspominanej rzeczki, zaś przeszło kilometr dalej wjeżdżamy do wsi Gruben (18,7 km). Tym niemniej do końca podjazdu pozostają jeszcze trzy łatwe kilometry. Na ostatnim kilometrze mijamy jeszcze maleńką osadę Hungerli Unnerstafel (21,3 km). Zatrzymujemy się po kolejnych 500 metrach w miejscu zwanym Vorders Sanntum, tuż przed kolejnym mostem nad Turtmanną. Za mostem zaczyna się szutrowa droga, która omija dwa sztucznie powstałe jeziorka i dociera na wysokość 2280 metrów n.p.m.

AKCJA

Do Turtmann przyjechałem kilka minut przed czternastą. Nie chciałem jednak od razu rzucać się na drugi podjazd. Wolałem wcześniej coś zjeść i wypić, tym bardziej że w dolinie było gorąco. Na dojeździe do tej miejscowości licznik pokazywał temperaturę 31 stopni. Szczęśliwie na swojej drodze znalazłem piekarnię Wernera Moreillon. Oferta sklepu nie ograniczała się tylko pieczywa. Były też ciastka i napoje chłodzące. Tym samym orzeźwiony i naładowany świeżą dawką cukru o godzinie 14:22 stanąłem u podnóża Turtmanntal. Miejsca startu przy Hotel Post nie można było przegapić. Za najbliższym rondem droga zaczęła się wznosić. Tablica informacyjna zapewniała, iż wszystkie górskie szlaki są otwarte. O tej porze roku i przy tej pogodzie nie mogło być inaczej. Niebawem skręciłem w lewo i tym samym wjechałem na Turtmannstrasse. Przez pierwsze 1700 metrów nachylenie było więcej niż solidne. Potem jednak na rozdrożu trzeba było wybrać prawą „bramkę” i tym samym przez kolejne 600 metrów jechałem niemal po płaskim terenie. Jeszcze w rejonie ostatnich sadów jabłkowych podjazd odżył, więc znów musiałem mocniej popracować na docinku do mostku nad Turtmanną. Za przeprawą nie było wcale łatwiej, ale byłem na to przygotowany. Znałem profil wzniesienia. Wiedziałem, że większość przewyższenia trzeba będzie pokonać do półmetka podjazdu. Poza tym początkowo żwawszą jazdę utrudniał też upał. Na pierwszych czterech kilometrach temperatura utrzymywała się powyżej 30 stopni. Potem dopiero zaczęła dość szybko spadać by pod koniec ósmego kilometra ustabilizować się na czas jakiś na przyjemnym poziomie 23 stopni. Do Unterems (5,2 km) dojechałem w niespełna 23 minuty jadąc ze średnią prędkością 13,6 km/h. Za wsią czekała mnie długa prosta do końca siódmego kilometra, a potem trzy wiraże co 500 metrów. Za nimi kolejny prosty odcinek, tym razem na wschód, po czym na początku dziesiątego kilometra szosa zaczęła delikatnie skręcać na południe w kierunku Oberems. Na tarasie przed hotelikiem Ermshorn gościom przygrywała ludowa kapela, zaś prowadzący imprezę wodzirej widząc mój przejazd zachęcił biesiadników do oklasków dla „sportowca”.

Strava podaje, iż dojazd do Oberems ma długość 9,55 kilometra ze średnim nachyleniem 7%. Pokonałem ten segment w 42:23 (avs. 13,5 km/h z VAM 949 m/h). Kilkaset metrów za tą miejscowością wjechałem do lasu. Nachylenie przez dwa kolejne kilometry trzymało się poniżej 5%, więc bez trudu mogłem jechać z prędkością około 18 km/h. Zrobiło się już nawet rześko, bowiem na tym zacienionym odcinku temperaturka spadła do 20 stopni. Na kilometrze trzynastym, czternastym i w pierwszej połowie piętnastego zrobiło się nieco trudniej. Przy stałym nachyleniu na poziomie 6-7% byłem w stanie jechać 14 km/h. Jednak prawdziwa wspinaczka czekała mnie dopiero na przełomie piętnastego i szesnastego kilometra. Tu przez cały kilometr normą było 9%, zaś momentami stromizna przekraczała nawet 10%. Przebrnąłem ten odcinek w tempie 10-12 km/h i to już był tego dnia ostatni taki wysiłek. Pod koniec szesnastego kilometra droga już na dobre stała się łagodniejsza. Ostatnie kilometry zleciały szybciej. Na takim płaskowyżu mogłem jechać z prędkością 25 km/h, zaś momentami podkręcać do 28-30 km/h. W drugiej połowie dziewiętnastego kilometra przejechałem przez Gruben, lecz zatrzymałem się dopiero trzy kilometry dalej, na samym końcu asfaltowej drogi. Wzdłuż jej końcowego odcinka amatorzy pieszych górskich wędrówek urządzili sobie dziki parking, więc finiszując wolałem mieć baczenie na to czy ktoś akurat nie rusza z postoju. Zatrzymałem się po przejechaniu 21,84 kilometra w czasie 1h 24:13 (avs. 15,6 km/h). Według stravy segment od skrzyżowania w Turtmann po kapliczkę w Gruben czyli dystans 18,33 kilometra pokonałem w 1h 16:06 (avs. 14,5 km/h z VAM 912 m/h). Prędkość pionowa niby skromna, ale nie poszło mi chyba najgorzej zważywszy na fakt, że to na razie ósmy czas pośród 73 dotąd odnotowanych wyników. Na dalszą jazdę po szutrze się nie zdecydowałem. U kresu szosy nie było specjalnie czego podziwiać, więc już po niespełna 10 minutach rozpocząłem spokojny odwrót ku dolinie Rodanu. Lepsze zdjęcia mogłem zrobić w trakcie zjazdu. Po kilku kilometrach zrobiłem sobie przystanek kawowy w przydrożnym barze.

Po zjechaniu do Turtmann ponownie nawiedziłem znajomą ciastkarnię. Na moje szczęście, choć to niedziela ten „słodki lokal” był otwarty nawet po 17-tej. Tym razem nie żałowałem sobie nawet lodów. Tym razem strefę bufetu wyznaczyłem sobie nie pod samym sklepem, lecz w cieniu drzew na miejscowym Kirchplatz. Gdy już się stosownie pożywiłem zacząłem rozmyślać na tym jak mam spędzić kolejne godziny. Dochodziła dopiero godzina 17:30. Chłopacy byli jeszcze daleko od swej mety w Oberwald. Zakładałem, że swój „królewski etap” skończą najwcześniej dziewiętnastej, po czym przynajmniej godzinę zajmie im przejazd do miejsca naszej przedpołudniowej rozłąki. Na początek bardzo powoli postanowiłem się przemieścić cichymi, bocznymi drogami do Susten. Gdy już tam dotarłem stwierdziłem, że niewiele to zmienia to moją sytuację, bowiem i tak musiałbym tu tkwić najbliższe dwie godziny z hakiem. Przy tym byłem chyba zanadto ujechany by przyszło mi do głowy, iż mam dość wolnego czasu na zaliczenie trzeciego podjazdu. Z pewnością zdążyłbym odwiedzić Leukerbad. Niemniej kondycyjnie i psychicznie nie byłem chyba na to gotowy. Postanowiłem jednak nie siedzieć bezczynnie. Niespełna 9 kilometrów dzieliło mnie od Sierre, więc na początek postanowiłem dotrzeć do tego miasta. Poszło szybko, tym bardziej, że na tym odcinku droga prowadziła lekko w dół. Gdy już się tam znalazłem, poszedłem za ciosem i drogą nr 9 przez Saint-Leonard wróciłem do Sionu. Zatrzymałem się dopiero u podnóża Val du Nendaz by poczekać na swą ekipę przez hotelem Chateau Constellation. Przejechałem tego dnia aż 129 kilometrów z przewyższeniem 2989 metrów. Taki dystans po górach ostatni raz zrobiłem w lipcu 2013 roku. Na miejscu byłem kwadrans pod 19-tej. Potem i tak czekałem na kompanów przeszło dwie godziny. Z nudów wykręciłem niezliczoną liczbę ósemek przed wspomnianym hotelem. Pojechałem też na miasto by zrobić małe zakupy na pobliskiej stacji benzynowej. Odwiedziłem jedną z kawiarni. Na koniec podjechałem do drugiego wirażu na Route de Fontaines by ze wzgórza za hotelem oglądać jak Sion pogrąża się w mroku nocy.

Moi koledzy skończyli „pracę” około dwudziestej. Sławek debiutował na trasie z trzema premiami górskimi. Pedro zaliczył dwie podobne rundy już podczas wyprawy z sierpnia 2016 roku. Obaj stanęli na wysokości zadania i przejechali szwajcarski szlak legend w czasie brutto 7 godzin i 37 minut, jadąc ze średnią prędkością niemal 17 km/h. Piotra ten wyczyn wiele kosztował. Świadczy o tym jego wpis na stravie: „Nufenen – guma i pierwsze liczenie, Gotthard – nokaut na rzymskim bruku, Furka – między niebem a piekłem”. Z kolei Dario tego dnia czuł się wyśmienicie. Dlatego też nie tylko nieco wydłużył sobie podjazd pod św. Gotarda, lecz przede wszystkim wjechał na Furkapass z obu stron. Na trzech pierwszych podjazdach nadrobił sporo czasu nad kolegami. Po zjechaniu do Oberwald pokusił się jeszcze o wjazd na Furkę od strony zachodniej. Tym samym przejechał w sumie aż 139 kilometrów z łącznym przewyższeniem 4009 metrów! Wszystko to w tempie 18,4 km/h! Tego na moich „imprezach” dawno nie grano. Chapeau bas!

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1132341603

http://veloviewer.com/activities/1132341603

ZDJĘCIA

20170813_061

FILM

MAH04300

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Turtmanntal / Gruben została wyłączona

Bachalp

Autor: admin o niedziela 13. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1937 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1315 metrów

Długość: 20,2 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 11,3 %

PROFIL

SCENA

Początek w Susten (Wallis). To wieś na lewym brzegu Rodanu, należąca do niespełna 4-tysięcznej gminy Leuk. Susten leży w dolinie, przy drodze krajowej nr 9, na wysokości około 620 metrów n.p.m. Jakieś 25 kilometrów na wschód od Sionu i zarazem niespełna 20 kilometrów na zachód od Visp. Natomiast Leuk znajduje się 2 kilometry na północ od Susten. Leży przy drodze nr 211, jakieś 140 metrów ponad nurtem wspomnianej rzeki. Podobnie jak wizytowane przez nas dzień wcześniej Visp i Brig jest stolicą kantonalnego dystryktu, a zatem ze szwajcarskiego punktu widzenia jest miastem powiatowym. Startując z Susten via Leuk można wytyczyć sobie co najmniej pięć różnych tras wspinaczkowych po południowych zboczach Alp Berneńskich, a kończących się na wysokościach od niespełna 1400 do przeszło 2200 metrów n.p.m. Najbardziej popularną, acz zdecydowanie najłatwiejszą z owych górskich dróg jest podjazd do słynącego z wód termalnych uzdrowiska Leukerbad (1380 m. n.p.m.). W miejscowości tej czterokrotnie kończyły się etapy Tour de Suisse. Przy pierwszej okazji czyli w 1985 roku wygrał tu Belg Rudy Matthijs. Następnie w sezonie 1988 etap ze startu wspólnego jego rodak Luc Roosen, zaś górską czasówkę specjalista od tego typu prób Francuz Jean-Claude Leclercq. Natomiast w 2006 roku najszybciej dotarł tam Szwajcar Steve Morabito. Co ciekawe choć są to tereny germańskie w roku 1983 przyjechał tu nawet wyścig Tour de Romandie. Pierwszy do wspomnianego kurortu dotarł wówczas Włoch Mario Beccia. Niemniej i tak pierwszym wyścigiem etapowym, który wjechał na drogę 211 było wielkie Giro d’Italia i to już w roku 1963. Etap dwunasty ze startem w Bielli, wiodący przez Colle del Gran San Bernardo, wygrał po finiszu z 5-osobowej grupki niezwykle skuteczny na tym wyścigu Vito Taccone. Obszerne fragmenty pozostałych wzniesień tej okolicy nie zostały jak dotąd tknięte przez duże wyścigi kolarskie. Tymczasem każde z nich jest znacznie trudniejsze od wspomnianego Leukerbad. Z pewnością najbardziej ekstremalna jest wspinaczka do osady Alpe Galm (2234 m. n.p.m.). Tym niemniej także kończące się trzysta metrów niżej podjazdy ku Torrentalp (1934), Untere Feselalp (1961) czy Bachalp (1937) na każdej imprezie etapowej zasłużyłyby na miano premii górskich najwyższej kategorii. To będzie opowieść o tej ostatniej.

Podjazd zaczyna się w Susten, na samym początku drogi 211 czyli przy zachodnim z dwojga miejscowych rond. Po przejechaniu 700 metrów możemy nadal trzymać się tej szosy lub skręcić w prawo by w połowie drugiego kilometra wspinaczki przejechać przez starówkę w Leuk. Po minięciu miasteczka skręcamy na wschód. Następnie na najbliższym rozdrożu znajdującym się w odległości 3,3 kilometra od startu, zamiast brać zakręt w lewo, jedziemy prosto opuszczając szosę 211. Tym samym rozstajemy się z możliwością dotarcia do Leukerbad, Torrentalp czy Alpe Galm. Przez kolejne kilometry droga nadal zdecydowanie prowadzi na wschód. Od czasu do czasu delikatnie zakręca. Dwa wyraźne wiraże trafiają się tylko na początku siódmego kilometra. Po przejechaniu ośmiu kilometrów mijamy stromą drogę w dół do miejscowości Getwing. To w niej zaczyna się trudniejszy z dwóch wariantów podjazdu do Untere Feselalp. Nieco dalej po przebyciu 8,4 kilometra skręcamy w lewo i odtąd jedziemy już w kierunku północnym. Na tym wirażu mamy ładny widok na leżącą nieco niżej wioskę Bratsch. Następnie pod koniec dziesiątego kilometra przejeżdżamy przez wieś Erschmatt. Na czwartej serpentynie za tą miejscowością czyli po przejechaniu 13,2 kilometra należy skręcić w lewo. Jazda na wprost wiedzie przez Engersch i Jeizinen do mety w Untere Feselalp. Tymczasem ostatnią wioską na szlaku do Bachalp jest Brentschen, mijana po 14 kilometrach od Susten. Na początku szesnastego kilometra należy zignorować kolejną drogę prowadzącą do Engersch. Skręcamy tu w lewo, zaś dwieście metrów dalej odbijamy w prawo. Ostatnia nawigacyjna pułapka znajduje się w lesie na początku siedemnastego kilometra. Tu trzeba odbić w lewo, bowiem jazda na wprost skończy się już po kilometrze, w anonimowym miejscu pośród leśnej głuszy. Natomiast po zakręcie w lewo wjeżdżamy na najtrudniejszy odcinek naszego wzniesienia, gdzie przez 1800 metrów nachylenie nie schodzi poniżej 9%. Stromizna stopniowo zanika pod koniec osiemnastego kilometra, zaś po zakręcie w prawo trafia się nawet 700-metrowy zjazd, częściowo prowadzący po szutrze. Potem serpentyna w lewo i 250 metrów dalej ostatni na tej górze wiraż, dla odmiany w prawo. Końcówka to 900-metrowa prosta ścieżka przez hale do górskiej osady Bachalpe. Na tym finałowym odcinku maksymalne nachylenie sięga 9%.

AKCJA

W niedzielę znów postanowiłem się odłączyć od swych kolegów. Tym razem nie na parę godzin, lecz praktycznie na cały dzień. Darek, Piotr i Sławek ruszyli na kresy wschodnie kantonu Valais/Wallis do Oberwald. W tej wiosce mieli zacząć i skończyć 100-kilometrową rundę po bodaj najsłynniejszych górskich drogach Szwajcarii. Na swej trasie wiodącej także po kantonach Ticino i Uri musieli pokonać trzy legendarne przełęcze: Nufenen (2478 m. n.p.m.), Sankt-Gotthard (2108 m. n.p.m.) oraz Furka (2429 m. n.p.m.). Pierwsza i trzecia to dwie najwyższe premie górskie, z którymi zmagali się uczestnicy Tour de Suisse zanim wyścig ten zacząć jeździć do Austrii na tyrolskie lodowce Rettenbachferner i Tiefenbachferner koło Solden. Z kolei ta druga to bodaj najsłynniejsza ze wszystkich szwajcarskich przełęczy, zaś jeśli chodzi o historię kolarstwa to najpopularniejszy podjazd w dziejach TdS. Począwszy od roku 1934 pojawiła się na tym wyścigu aż 39 razy. Podczas edycji z 2001 roku zorganizowano na niej górski finisz po „brukowanej” Via Tremola. Etap ten wygrał Rosjanin Dmitrij Konyszew. Przed sierpniowym wyjazdem do Szwajcarii miałem zamiar przypomnieć sobie te wszystkie górskie podjazdy. Poznałem je w sierpniu 2008 roku. Dwa pierwsze na trasie „radmarathonu” Alpenbrevet Gold, zaś Furkę dwa dni po tej imprezie. Niestety załamanie pogody, które dopadło nas w trakcie naszego pobytu pomieszało mi szyki. Jeden dzień zupełnej przerwy, dwa etapy z ledwie jednym podjazdem i zaczęło brakować mi czasu na zrealizowanie swych najważniejszych celów. Chcąc nie chcąc musiałem sobie odpuścić wizytę u św. Gottharda i jego dwóch wysokich sąsiadek. Wolałem pojechać w nieznane by w dwóch ostatnich dniach naszej wyprawy zaliczyć wspinaczki pod: Alpe Galm, Weritzalp, Untere Feselalp i Turtmanntal. Dlatego też z naszego „teamowego” Renault Trafica wysiadłem po 40 kilometrach jazdy „na przystanku” w Susten. Moi trzej kompani pognali dalej na wschód, by zatrzymać się dopiero po kolejnych 70 kilometrach. Ich punkt startu znajdował się na wysokości aż 1377 metrów n.p.m. Co ciekawe Oberwald leży w bezpośrednim sąsiedztwie Rhonegletscher, lodowca w Alpach Urneńskich, z którego wypływają źródła Rodanu.

Gdy kilka minut po godzinie dwunastej Dario i spółka ruszali na swą hardcorową trasę szlakiem szwajcarskich legend, ja od przeszło półtorej godziny błąkałem się już po mało znanych górskich drogach gminy Leuk. Pierwszy akt swych niedzielnych przygód mógłbym zatytułować przewrotnie: „O tym jak zmierzając do Alpe Galm, odkryłem Bachalp”. Tego dnia przede wszystkim chciałem pokonać najtrudniejszy kolarski podjazd w Alpach Berneńskich, ale zagubiłem się w akcji. Wystartowałem o godzinie 10:29 przy słonecznej pogodzie i temperaturze 26 stopni. Po pierwszych siedmiuset metrach zjechałem z drogi 211 na krętą Leukerstrasse, po to by zobaczyć centrum miasteczka, którego historia sięga początków VI wieku. Minąłem miejscowy ratusz, starówkę z kościołem św. Stefana i po przejechaniu 1,8 kilometra wróciłem na szosę 211. Półtora kilometra dalej na wirażu po chwili namysłu pojechałem prosto czyli na Erschmatt i Bratsch, zamiast w prawo na Guttet-Feschel. Wiedziałem, że z drogi 211 już po kilku kilometrach jazdy muszę odbić na wschód. Niestety zrobiłem to przedwcześnie czyli po przejechaniu 3,4 kilometra. Tymczasem powinienem był wytrzymać na niej nieco dłużej i zjechać dopiero na kolejnym rozdrożu po przebyciu 4,7 kilometra. Zmylił mnie chyba znak wskazujący kierunek jazdy na „Leukerbad”, bo wiedziałem że nie po drodze mi z tym uzdrowiskiem. Jadąc na wschód w połowie szóstego kilometra minąłem średniowieczny kamienny most nad głębokim górskim kanionem. Do połowy dziewiątego kilometra po prawej ręce cały czas miałem ładny widok na dolinę Rodanu. Pod koniec dziesiątego kilometra przejechałem przez Erschmatt, wioskę w której pozostało jeszcze wiele drewnianych domów.

Na każdym kolejnym rozjeździe wyglądałem znaków wskazujących drogę do Alpe Galm, ale nigdzie ich nie widziałem. Na kolejnych czterech kilometrach przejechałem dwa rozdroża, na których zrezygnowałem z jazdy do Feschel i Engersch. Po przejechaniu 14 kilometrów znalazłem się w Brentschen. Można powiedzieć, że do tego momentu jechałem wzorowo w kierunku Bachalp. Tyle, że w owym czasie nie miałem pojęcia, iż takie miejsce w ogóle istnieje. O takiej mecie górskiego podjazdu nie było mowy w bogatych zasobach „archivio salite”, „cyclingcols” czy niemieckiej strony „qualdich”. Począwszy od piętnastego kilometra zacząłem się błąkać na tym szlaku. Najpierw tuż za Brentschen pojechałem prosto, ale bardzo szybko zawróciłem, gdy tylko zdałem sobie sprawę, że to ślepa droga. Równo kilometr dalej znów pojechałem prosto, zamiast w prawo. Tym razem błąd kosztował mnie (licząc w obie strony) dodatkowe 1100 metrów i blisko sześć minut czasu. Dojechałem tam do wysokości około 1670 metrów n.p.m. i zawróciłem gdy tylko zobaczyłem, że asfaltowa dotąd droga zmienia się w szutrowy dukt. Wróciwszy do rozdroża miałem już w nogach 16,6 kilometra. Wielkiego wyboru nie było, postanowiłem pojechać w prawo. Szosa schowała się w lesie i jakieś 800 metrów dalej znów zadała mi zagadkę. Tym razem brzmiała ona: prosto czy w lewo? Raz jeszcze postanowiłem pojechać prosto i ponownie „wtopiłem”. Po przejechaniu 950 metrów asfalt skończył mi się pod kołami na wysokości około 1780 metrów n.p.m. Tym razem zły wybór kosztował mnie więc 1900 metrów i ponad osiem minut. Powoli miałem już dość tego błądzenia po omacku. Postanowiłem dać tej górze jeszcze jedną, ostatnią szansę.

Pomyślałem, że zjadę do ostatniego rozdroża i sprawdzę co czekałoby na mnie gdybym skręcił tam w lewo. Niejako z rozpędu wjechałem na stromiznę siedemnastego i osiemnastego kilometra wspinaczki pod Bachalp, acz dla mnie były to już okolice 20-tego i 21-wszego kilometra. Przetrwałem ten stromy odcinek. Na szczęście nie było na nim kolejnych bocznych dróg. Na wysokości 1900 metrów n.p.m. stromizna mocno odpuściła, zaś kilkaset metrów dalej trafił się zjazd. Po lewej stronie zobaczyłem, iż po zboczu sąsiedniej góry biegnie jakaś wąską dróżka. Pomyślałem, że może jednak dojadę po niej do „wymarzonego” Alpe Galm. Wspomniany zjazd był szutrowy, ale postanowiłem go pokonać w nadziei, że dostrzeżona droga mi to ryzyko wynagrodzi. Po 700 metrach zjazdu i 250 metrach podjazdu znalazłem się na niej. Rzeczywiście okazała się być asfaltowa. Przy tym była na tyle wąska, iż pieszych turystów trzeba było prosić o zrobienie miejsca na przejazd. Niestety nie prowadziła do Alpe Galm. Ta górska osada znajduje się bowiem po drugiej stronie górskiego zbocza, które ja miałem tu po swej lewej ręce. Ku swemu zdziwieniu dotarłem do położonej niemal 300 metrów niżej osady Bachalp. Zatrzymałem się po przejechaniu 23,63 kilometra w czasie netto 1h 44:17 (avs. 13,6 km/h). Bez pomyłek mogło to być 20,2 kilometra pokonane w około półtorej godziny. Dodałem sobie nieco zbędnego przewyższenia i łącznie w pionie przerobiłem aż 1486 metrów. Profil tego wzniesienia musiałem sam opracować. Wykonałem go w programie „cyclograph” na bazie danych zrzuconych na veloviewer’a. Na górze zatrzymałem się jakieś 10 minut, po czym rozpocząłem zjazd do Susten. Zjechawszy w dolinę Rodanu od razu wskoczyłem na drogę nr 9 by jak najkrótszym szlakiem dotrzeć do Turtmann, skąd miałem zacząć drugi ze swych niedzielnych podjazdów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1132341577

http://veloviewer.com/activities/1132341577

ZDJĘCIA

20170813_001

FILMY

MAH04203

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Bachalp została wyłączona

Moosalp

Autor: admin o sobota 12. Sierpień 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 2048 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1395 metrów

Długość: 18 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,8 %

Maksymalne nachylenie: 11,8 %

PROFIL

SCENA

Początek w Visp (Wallis). Tym razem w samym mieście, a nie jego okolicach jak w przypadku Mattmark See. Visp to miejscowość będąca siedzibą miejscowego „powiatu”, albowiem jest stolicą jednego z pięciu germańskich dystryktów kantonu Wallis. Język niemiecki za swój ojczysty uważa aż 88% miejscowej populacji. Francuski jest tu w głębokiej defensywie, gdyż jest nawet mniej popularny niż serbsko-chorwacki, albański czy włoski. Do Visp dwukrotnie zajrzał wyścig Tour de Suisse. Przy obu okazjach na ulicach tego miasteczka triumfowali kolarze z nieodległej Italii. Najpierw w 1986 roku finisz z 5-osobowej grupki wygrał tu Franco Chioccioli przed Gregiem Lemondem i Robertem Millarem. Czołowa piątka wyprzedziła resztę stawki o ponad 4 minuty, zaś po koszulkę lidera sięgnął Amerykanin Andrew Hampsten. Następnie w 1995 roku zwyciężył tu Giorgio Furlan przed swymi rodakami Davide Rebellinem i Gilberto Simonim. Moosalp to przełęcz w zachodniej części Alp Pennińskich, leżąca na północny-wschód od góry Augstbordhorn (2971 m. n.p.m.), pomiędzy wioskami Burchen i Torbel. W moim odczuciu to kolarskie wzniesienie pod wieloma względami przypomina wcześniej poznane Thyon 2000. Przełęcz ta również znajduje się na zboczu góry, wciśniętej między dwie długie doliny uciekające na południe od doliny Rodanu. Sąsiadkami Moosalp są Turtmanntal (na zachodzie) i Mattertal (na wschodzie). Podobnie jak w przypadku stacji narciarskiej nad Sionem, także do owej „premii górskiej” można dotrzeć co najmniej trzema różnymi szlakami. Zachodnia zaczyna się w miejscowości Turtmann i przez niespełna dwa kilometry prowadzi po tej samej szosie, co wspinaczka do wioski Gruben na krańcu Turtmanntal. Południowa startuje z Ackersand czyli tam, gdzie rozpoczyna się podjazd do Mattmark See. Z szosy nr 212 trzeba jednak zjechać w połowie trzeciego kilometra, na wyjeździe ze Stalden. Swój unikalny start ma jedynie opcja północna. Zaczyna się w południowo-zachodniej części Visp, na lewym brzegu Vispy, niebawem uchodzącej do Rodanu. Dodam przy tym, iż drogi mające swój początek w Turtmann i Visp łączą się z sobą na wysokości około 1320 metrów n.p.m.

Wybrany przeze mnie podjazd północny uchodzi za najtrudniejszy z trzech wyżej wymienionych. Co ciekawe nawet on ma swoje dwa warianty, bowiem środkową część tego wzniesienia można przejechać na dwa sposoby. Klasycznie czyli proponowanym na stronie „cyclingcols” szlakiem przez wieś Burchen. Hipstersko czyli dłuższą o przeszło półtora kilometra drogą przez Zennegen. Ten drugi wariant ma 19,7 kilometra długości, lecz omija to co na północnym szlaku najtrudniejsze. Wspólny dla obu jest przeszło 5-kilometrowy początek i podobnej długości końcówka tego wzniesienia. Po wyjeździe z Visp droga wije się serpentynami w kierunku zachodnim. Do połowy czwartego kilometra mijamy ich aż osiem. Na tym odcinku każdy kolejny kilometr jest trudniejszy od poprzedniego. Na pierwszym nachylenie wynosi 6,8%, zaś na czwartym już 9%. Na piątym jest łatwiej, bo tylko 6,1%. Mijamy zjazd do osady Obere Alpe, bierzemy dwa kolejne wiraże, zaś po przejechaniu 5,3 kilometra ignorujemy skręt w lewo wiodący do Zennegen. Niespełna kilometr dalej należy wziąć wiraż w lewo, zamiast jechać prosto do Vorderried. Na siódmym i ósmym kilometrze stromizna wyraźnie wzrasta. Ten drugi ma średnio aż 9,7%, zaś maksymalnie 10,6%. Pod koniec dziewiątego kilometra droga skręca na południe, zaś my chcąc pozostać na szlaku do Moosalp musimy dwukrotnie odbić w lewo. Wkrótce dojeżdżamy do wioski Zeunhausern (10,1 km), za którą zaczyna się najtrudniejszy odcinek całej wspinaczki. Na początku Ronalpstrasse stromizna przed dobre 1200 metrów trzyma na poziomie od 9 do 11,8%. W połowie trzynastego kilometra w pobliżu przystanku autobusowego Burchen Egga odnajdujemy alternatywny szlak przez Zennegen.  Po chwili wspólna już droga do szczytu na blisko cztery kilometry chowa się w lesie. Wypada z niego dopiero na początku siedemnastego kilometra w miejscu zwanym Burchenalp. Niebawem w okolicy restauracji Panorama (16,8 km) kończy się wspinaczka z prawdziwego zdarzenia. Na finałowym odcinku tylko raz i to na chwilę nachylenie przekracza 7%. Przełęcz okazuje się być wyśmienitym miejscem na piknik. Działają tu dwie restauracje czyli: Dorbia i Moosalp. Do tego patrząc w kierunku południowym mamy piękny widok na ośnieżone szczyty Alp Pennińskich.

AKCJA

Po zjeździe z Mattmark See trochę naczekałem się na przyjazd swych kompanów. Dobre trzy kwadranse, w trakcie których dla zabicia czasu przejechałem się też po centrum Visp. Gdy trzej zdobywcy Simplonpass nadjechali od strony Brig udaliśmy się na mały parking przy Talstrasse by omówić plan działania na najbliższe trzy godziny. Będąc świeżo pod wrażeniem uroków Saastal zareklamowałem Piotrowi i Sławkowi wycieczkę do kresu tej doliny, by sami zobaczyli to co na mnie zrobiło tak duże wrażenie. Mazowszanie mogli sobie pozwolić na tego rodzaju turystyczny wypad. Dla mnie i Darka ósmy etap tej wyprawy jeszcze się skończył. Tradycji musiało stać się zadość czyli trzeba było zaliczyć drugi podjazd. Moosalp był najlepszym wyborem. Mieliśmy go pod nosem i pod każdym względem spełniał nasze sportowe ambicje. Osiemnaście trudnych kilometrów z przewyższeniem blisko 1400 metrów. Kolejna premia górska najwyższej kategorii. Każda 6-kilometrowa tercja z nachyleniem na poziomie powyżej 7%, zaś środkowa ze średnią stromizną blisko 9%. Bardzo dobry teren ku temu by przekonać się czy pewien kryzys formy z początku naszego pobytu w Valais mam już za sobą. Oczywiście chciałem się sprawdzić na tle Darka, który od La Creusaz po Thyon 2000 już kilkukrotnie zostawił mnie daleko w tyle. Tymczasem gdy rozmawiałem z Piotrem ni stąd, ni zowąd Dario oddalił się w nieznanym nam kierunku. Był człowiek i nagle go nie ma. Po chwili postanowiłem sam ruszyć na Kantonstrasse by zobaczyć czy Darek nie czeka już na mnie u podnóża podjazdu. Niemniej tam też go nie było. Znów chwilę poczekałem i o godzinie 15:55 samemu ruszyłem pod górę. Przez kilka pierwszych kilometry zastanawiałem się czy mam Darka przed sobą czy za mną. Gonię kolegę czy jestem goniony? Czy zobaczymy się na tym podjeździe? Jakieś dwie godziny później okazało się, że to ja wystartowałem pierwszy. Dario ruszył o 15:58 i w przeciwieństwie do mnie dotarł na Moosalp blisko 20-kilometrowym, alternatywnym szlakiem przez wioskę Zennegen.

Wystartowałem dość szybko, więc do skrętu na Zennegen dojechałem w 23:39 (avs. 13,4 km/h z VAM 1007 m/h). Darek zaczął spokojniej, gdyż do tego samego miejsca dotarł w czasie 28:18. W tym momencie ja miałem już przejechane siedem kilometrów. Jechało mi się całkiem dobrze, mimo pewnego zmęczenia po Mattmark. Według stravy cały początkowy odcinek na Burchnerstrasse czyli 8,59 kilometra o średniej 7,6% pokonałem w 39:50 (avs. 12,9 km/h z VAM 987 m/h). Pod koniec dziewiątego kilometra wjechałem na węższą drogę prowadzącą do Zenhausern. Tuż za tą miejscowością czekał mnie najtrudniejszy fragment tego wzniesienia. Stromy odcinek na Ronalpstrasse z przejazdem obok klubu MiniGolfa. Tu mnie trochę „przytrzymało”, zaś moja chwilowa prędkość spadła do 9-10 km/h. W połowie dwunastego kilometra na rondzie przy Burchen Station (11,4 km) odbiłem w lewo i zjechałem z „oficjalnej” drogi na Moosalp. Odcinek na Ringstrasse okazał się dość łatwy, ale za to o 700 metrów dłuższy niż końcówka stromizny na Ronalpstrasse. Na tą drugą wróciłem po przejechaniu 12,7 kilometra i długo na niej nie zabawiłem. Już na kolejnym rozjeździe znów „postawiłem na złego konia”. Tym razem skręciłem w prawo, na ślepą Brandeggstrasse. Ten błąd kosztował mnie z kolei dodatkowe 1100 metrów oraz trzy i pół minuty domiaru czasowego. Gdy ponownie wróciłem na właściwą drogę miałem już w nogach 14 kilometrów. Po kolejnych 250 metrach dojechałem do okolicy zwanej Burchen Egga, gdzie schodzą się szosy wiodące przez Burchen i Zennegen. Teraz czekały mnie jeszcze blisko cztery kilometry przez las. Następnie przejazd obok restauracji Panorama, którą upatrzyłem sobie na cichą strefę bufetu podczas późniejszego zjazdu. Stosunkowo łatwy finał już szybko zleciał. Na pełną turystycznego gwaru przełęcz wjechałem po przejechaniu 19,79 kilometra w czasie 1h 29:08 (avs. 13,3 km/h). Swymi pomyłkami nadłożyłem 1800 metrów i w ten sposób moja wspinaczka był równie długa co wersja podjazdu wybrana przez Darka. Mój kolega swą górę „przerobił” w 1h 42:25 (avs. 11,6 km/h). Po wszystkim zjechałem do Visp już dokładnie tak jak „cyclingcols” przykazał. Mimo to po raz pierwszy na górskim szlaku A.D. 2017 zrobiłem ponad sto kilometrów. Dokładnie zaś 102,5 kilometra z łącznym przewyższeniem 2950 metrów.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1130300616

http://veloviewer.com/activities/1130300616

ZDJĘCIA

20170812_061

FILMY

20170812_174230

20170812_183310

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Moosalp została wyłączona