banner daniela marszałka

Valle d’Aosta

Autor: admin o wtorek 7. Styczeń 2020

Przebieg czerwcowego Tour de Alpes skłonił mnie do zmiany swych sierpniowych planów. We Francji formę miałem co najwyżej średnią. Za słabą na to by godnie przetrwać wyjazd do Karyntii, najeżonej super-stromymi podjazdami. Wyjazd do Austrii odłożyłem sobie na przyszły rok. Pod koniec lata wybrałem się zatem na wycieczkę krótszą, lecz dla mnie przyjemniejszą. Zaproponowałem Iwonie dziesięciodniowy wypad we włoskie Alpy. Do regionu, w którym przed laty spędziliśmy kilka dni w trakcie naszej pierwszej zagranicznej wycieczki. Valle d’Aosta to jedno z najciekawszych miejsc na górskiej mapie Europy. Najmniejszy z dwudziestu włoskich regionów. Jeden z pięciu, który cieszy się pewnym zakresem autonomii. Na tyle mały, iż nie podzielono go nawet na zwyczajowe prowincje. Składa się on po prostu z 74 gmin. Jego stolicą jest Aosta, miasto pamiętające czasy Cesarstwa Rzymskiego, w którym żyje ledwie 34.110 osób. To jest niewiele więcej niż w moim rodzinnym Sopocie. Mimo to jest ona „olbrzymem pośród liliputów” jako, że żadna z pozostałych gmin tego regionu nie ma nawet 5000 mieszkańców. Te maleństwa pogrupowały się zatem oddolnie w osiem związków komunalnych z siedzibami w Quart, Chatillon, Villeneuve, Verres, Pont-Saint-Martin, La Salle, Gignod oraz Issime. W regionie tym na powierzchni 3261 km2 żyje ledwie 125.666 mieszkańców co daje tylko 38,5 „człowieka” na km2. Tymczasem w całej Italii gęstość zaludnienia wynosi 199,8 osób/km2. Funkcjonują tu dwa języki urzędowe tzn. włoski i francuski. Poza tym przeszło połowa miejscowej ludności zna też „patois” czyli valdostański dialekt języka franko-prowansalskiego.

Rozrzedzenie miejscowej populacji łatwo można wytłumaczyć ukształtowaniem aostańskiego terenu. Ponoć tylko 20% powierzchni Valle d’Aosta znajduje się poniżej 1500 metrów n.p.m. czyli na terenie nadającym się do prowadzenia działalności rolniczej. Średnia wysokość tego regionu to 2106 metrów n.p.m. Same lodowce, których jest tu z grubsza dwieście zajmują 4% jego powierzchni. Znajdziemy tu aż 34 górskie szczyty przekraczające pułap 4000 metrów! Nic dziwnego, że region ten żyje przede wszystkim z turystyki. Mimo to należy do najbogatszych we Włoszech. O Dolinie Aosty można powiedzieć to samo co przed dwoma laty napisałem o szwajcarskim kantonie Valais-Wallis. To istny górski raj. Niemniej tu wszystkie cuda stłoczone są na jeszcze mniejszym obszarze niż u sąsiadów. Rajski przydomek znajduje odzwierciedlenie w nazwie tutejszego parku narodowego. Po północnej stronie italo-helweckiej granicy osią życia jest wielki Rodan. Tu jest nią skromna Dora Baltea tj. 168-kilometrowa rzeka będąca dopływem Padu. Powstaje ona z połączenia potoków Dora di Ferret oraz Dora di Veny i przez ponad połowę swej długości płynie przez ów region. Stworzyła główną dolinę tej zjawiskowej krainy. Zewsząd otoczona jest wysokimi górami. Po jej prawej stronie piętrzą się Alpy Graickie z masywami: Grand Paradiso, Grande Sassiere oraz najwyższym w Europie Zachodniej – Monte Bianco, który zamyka całą tą dolinę od zachodu. Natomiast nad lewym jej brzegiem górują Alpy Pennińskie z takimi masywami jak: Grand Combin, Matterhorn czy największy na Starym Kontynencie – Monte Rosa. Z Doliny Aosty wyjechać można tylko pięcioma drogami. Trzy z nich stworzyła głównie natura, zaś dwie są dziełem człowieka.

Najłatwiej jest stąd „uciec” do Piemontu. Wystarczy się przemieszczać zgodnie z nurtem Dory Baltea. Aby wjechać do Francji należy już pokonać Przełęcz Małą św. Bernarda. Natomiast chcąc się dostać do Szwajcarii trzeba sforsować Przełęcz Wielką św. Bernarda. Stuprocentowo ludzkimi pomysłami są zaś dwa tunele. Oba otwarte w połowie lat sześćdziesiątych. Przeszło 11-kilometrowy pod masywem Mont Blanc (wł. Monte Bianco) oraz niespełna 6-kilometrowy pod „Wielkim Bernardem”. Niemniej lepiej pokonać jedną z owych pięciu „bram” w przeciwnym kierunku i zatrzymać się w Dolinie Aosty na tydzień, dwa lub nawet trzy tygodnie. Geografowie na terenie Valle d’Aosta obok głównej doliny wyróżniają jeszcze 11 większych dolin bocznych. Poniżej stołecznej Aosty są to: Gressoney, Ayas i Valtournenche na lewym brzegu rzeki oraz Champorcher po jej prawej stronie. Na wysokości miasta w stronę północną odchodzą dwie doliny mające wspólny początek tzn. Gran San Bernardo i Valpelline. Natomiast powyżej regionalnej stolicy tego rodzaju doliny znajdują się już tylko na prawym brzegu Dory. Są nimi: Cogne, Valsavaranche, Rhemes, Valgrisenche i Piccolo San Bernardo. Trzy pierwsze wchodzą w skład aostańskiej części Parco Nazionale Gran Paradiso, najstarszego z włoskich parków narodowych. Oczywiście na tych kilkunastu dolinach nie kończą się opcje wspinaczkowe dla ambitnych amatorów dwóch kółek. Nie brak tu pomniejszych dolinek zaczynających się w dolinie głównej lub też jedenastu bocznych. W Dolinie Aosty jest bowiem w sumie 25 górskich potoków. Poza tym mamy tu jeszcze dróżki prowadzące do rozmaitych wiosek lub rzadziej do stacji narciarskich.

Moim przewodnikiem po tym pięknym regionie była dwudziesta książka z serii wydawniczej „Passi e Valli in Bicicletta”. W lekturze tej omówiono 57 kolarskich podjazdów, w tym francuski Col du Petit Saint-Bernard oraz szwajcarski Col du Grand Saint-Bernard. Spośród ujętych w niej 55 włoskich wzniesień aż 54 ma przewyższenie przeszło 500 metrów, zaś 30 amplitudę ponad 1000 metrów. Największym jest Colle di Gran San Bernardo, gdzie różnica wzniesień wynosi aż 1882 metrów. Jedynie pięć tutejszych podjazdów kończy się na wysokości powyżej 2000 metrów n.p.m. Niemniej gdy „poprzeczkę” tą obniżymy o 10% to znajdziemy już 20 wzniesień osiągających pułap 1800 metrów. Także na tej liście pierwsze miejsce zajmuje Przełęcz Wielka św. Bernard o wysokości 2469 metrów n.p.m. Poza tym 28 aostańskich wspinaczek ma długość przynajmniej 15 kilometrów, w tym 12 z nich to podjazdy przeszło 20-kilometrowe. W tym zestawieniu „wygrywa” łagodny podjazd przez Valle di Gressoney, który kończy się w stacji Staffal po przejechaniu aż 37,6 kilometra. Co godne podkreślenia Entreves od Pont Saint-Martin czyli miejscowości położone na zachodnim i południowo-wschodnim krańcu tego regionu dzieli mniej niż 100 kilometrów. Dokładnie zaś 89 km jadąc po autostradzie A5 lub 93 km podróżując po drodze krajowej SS26. Mniej więcej w połowie tej odległości znajduje się Aosta. Tym samym wynajmując lokal w stołecznym mieście lub parę kilometrów na wschód od niego dojedziemy wszędzie autem w 40 minut korzystając z autostrady lub w godzinę wybierając „krajówkę”. Ja dla naszych potrzeb wybrałem Casa del Boschetto w miejscowości Grand Pollein.

Giro d’Italia niezbyt często zagląda do tego regionu, leżącego na północno-zachodniej rubieży Włoskiej Republiki. Valle d’Aosta długo czekała na wizytę wielkiego Giro. Pierwszym z tutejszych miast, które dostąpiło tego zaszczytu była nie Aosta, lecz Saint-Vincent w roku 1952. Co ciekawe miejscowość ta w latach 50. aż czterokrotnie gościła uczestników „La Corsa Rosa”, zaś w sezonie 1959 witała zarówno Giro jak i Tour de France. Co więcej w roku 1987 była metą całego wyścigu Dookoła Włoch! Natomiast w Aoście po raz pierwszy finiszowano dopiero w roku 1970. Znacznie wcześniej, bo w sezonie 1949 przystanek w tym mieście zrobiła sobie „Wielka Pętla”. W XXI wieku Giro zajrzało do Doliny Aosty pięć razy. W 2006 roku górski etap tego wyścigu zakończył się w La Thuile. W latach 2012, 2015 i 2018 finiszowano w stacji Breuil-Cervinia, wybudowanej u podnóża słynnego Matterhornu. W końcu zaś w sezonie 2019 Giro po 60 latach wróciło do Courmayeur. Finisz czternastego etapu wytyczono przy dolnej stacji kolei linowej Skyway Monte Bianco. Odcinek ten ustawił „generalkę” wyścigu, po tym jak Ekwadorczyk Richard Carapaz zyskał blisko dwie minuty nad zapatrzonymi w siebie faworytami: Vincenzo Nibalim i Primozem Rogliciem. Region ten ma także własny kilkudniowy wyścig, organizowany od roku 1962 dla kolarzy do lat 26. Giro delle Valle d’Aosta składa się niemal wyłącznie z mniej lub bardziej górskich etapów. Niektóre z nich rozgrywane są na przygranicznych drogach Francji i Szwajcarii. Dawniej imprezę tą wygrywali tacy mistrzowie jak: Gianni Motta (1963), Ivan Gotti (1989-90) czy Gilberto Simoni (1992). Pośród współczesnych asów zawodowego peletonu triumfowali w nim: Thibaut Pinot (2009), Fabio Aru (2011-12) i Paweł Siwakow (2017).

Tegoroczna wycieczka była moją trzecią kolarską wizytą w Valle d’Aosta. Pierwsza miała miejsce w dniach od 8 do 12 lipca 2010 roku. Zamieszkaliśmy wówczas z Iwoną w Nus, miasteczku położonym 13 kilometrów na wschód od Aosty. Podczas czwartkowego transferu z Varese zaliczyłem podjazd przez Valle di Champorcher, który skończyłem w głównej miejscowości tej doliny na wysokości „tylko” 1417 metrów n.p.m. W następnych dniach „kosiłem” już po dwie premie górskie. W piątek były to: Col Saint-Pantaleon i Druges. W sobotę Pila i Valnontey. W niedzielę Saint-Barthelemy i Breuil-Cervinia. Natomiast w poniedziałek Col San Carlo i Colle del Piccolo San Bernardo. Trzy lata później w Dolinie Aosty bawiłem tylko przez dobę. Wpadłem w te strony wraz z czterema kolegami podczas niezapomnianego „Hannibala”. To znaczy w trakcie naszej dubeltowej Route des Grandes Alpes z sezonu 2013. W końcówce jedenastego etapu tej wyprawy pokonaliśmy przełęcz św. Karola od jej łatwiejszej zachodniej strony. Po czym nazajutrz w pierwszej części dwunastego odcinka zdobyliśmy Wielkiego Bernarda, po przeszło 34-kilometrowej wspinaczce. Miałem zatem na swym koncie już 11 aostańskich wzniesień, w tym 10 o przewyższeniu ponad 1000 metrów. Podczas tegorocznego wyjazdu chciałem ten dorobek podwoić. Plan był prosty. Każdego dnia do południa walczę na solo z wybraną premią górską, zaś ostatniego dnia nawet z dwoma. Natomiast popołudniami we dwoje chodzimy po górskich szlakach oraz zwiedzamy miasteczka Valle d’Aosta jak i sąsiedniego Piemontu. W naszym programie nie mogło też zabraknąć podniebnej przejażdżki kolejką Skyway.

Poniżej przedstawiam listę podjazdów, przejechanych przeze mnie w trakcie sierpniowej wycieczki. Zajrzałem w każdy zakątek tej górskiej krainy. To znaczy zaliczyłem po dwie premie górskie w dolnej i środkowej części Valle d’Aosta, trzy w okolicy stołecznej Aosty oraz cztery w górnej części regionu. W kolejnych tygodniach napiszę o nich więcej i dodam garść swych wrażeń z ich zdobywania.

Mój rozkład jazdy:

21.08 – Valsavaranche (Le Pont)

22.08 – Valgrisenche (Pra de la Teisa)

23.08 – Val di Rhemes (Thumel)

24.08 – Champillon

25.08 – Diga di Place Moulin & Verrogne

26.08 – Vens

27.08 – Plan Coumarial

28.08 – Estoul

29.08 – Colle di Joux & Col Tzecore

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Valle d’Aosta została wyłączona

Isere & Hautes-Alpes

Autor: admin o sobota 2. Listopad 2019

Alpy francuskie czyli góry, w których co najmniej od 1911 roku rozstrzygają się losy Tour de France. Po raz pierwszy miałem okazję w nich pojeździć w lipcu 2005 roku. Wybrałem się ku nim w towarzystwie Piotra Mrówczyńskiego, zaś na miejscu towarzyszyli nam Jacek Śliwicki i Tomek Wienskowski. Swoją przygodę z francuskimi wzniesieniami rozpocząłem od południowego podjazdu na legendarną przełęcz Col d’Izoard. Następnego dnia zrobiliśmy sobie poprawkę na Cime de la Bonette, po czym zawitaliśmy do stacji Les Deux Alpes. Głównym celem tamtej wycieczki był udział w wyścigu La Marmotte. Podczas tej imprezy typu cyclosportive przejechaliśmy przełęcze: Glandon, Telegraphe i Galibier finiszując w słynnej stacji L’Alpe d’Huez. Po czym w ostatnich dniach owej eskapady resztki swych sił poświęciliśmy na dotarcie do ośrodków sportów zimowych: Courchevel i La Plagne oraz na wjazd pod Col de l’Iseran, najwyższą z drogowych przełęczy Francji. Po dwunastu miesiącach wróciłem w te strony górskim szlakiem przez Italię. W nieco szerszym składzie i tym razem wyłącznie w sportowych celach. Piotr dojechał do Francji wraz z Michałem Stochem, zaś ja wespół ze Zdziśkiem Wojtyło i Darkiem Kamińskim. Oprócz drugiego występu w kultowym „Świstaku” moim celem był udział w L’Etape du Tour na trasie z Gap do L’Alpe d’Huez. Tej samej, na której wśród profesjonalistów osiem dni później triumfował Luksemburczyk Frank Schleck.

Po raz trzeci we francuskie Alpy dotarłem w lipcu 2009 roku, tym razem z Darkiem. Przyjechaliśmy na dwa tygodnie, przedzielone startem w moim trzecim już L’Etape du Tour. Tym zorganizowanym przez A.S.O. na trasie z Montelimar do Mont Ventoux, który po kolejnych pięciu dniach na „Wielkiej Pętli” padł łupem hiszpańskiego Baska Juan Manuela Garate. Poznałem wówczas 22 większe podjazdy na sporym obszarze od departamentu Haute Savoie na północy po Vaucluse na południu. Podobnie „obfite łowy” stały się moim udziałem na przełomie czerwca i lipca 2013 roku podczas jedynej w swoim rodzaju wyprawy pod szyldem Route Grandes Alpes. Do tego w formacie obustronnym czyli od jeziora Genewskiego do Morza Śródziemnego i z powrotem. Oprócz Piotra i Darka w tej śmiałej eskapadzie brali wzięli jeszcze udział Adam Kowalski i Roman Abramczyk. Nieco uproszczając program owej górskiej etapówki można powiedzieć, że jedenaście z czternastu odcinków wiodło po szosach francuskich. Na samej tylko francuskiej ziemi dorzuciłem wówczas do swej kolekcji 18 nowych podjazdów alpejskich. Poza tym przypomniałem sobie kilka innych poznanych we wcześniejszych latach. Gdy zaś wróciłem do kraju sprawdziłem ile ciekawych gór we francuskiej części Alp pozostało mi wciąż do zobaczenia. Okazało się, że warto byłoby zobaczyć jeszcze co najmniej sto.

Przy tak pokaźnej liczbie swoje śmiałe plany musiałem rozłożyć na lata. Cały obszar francuskich Alp podzieliłem sobie zatem na trzy rewiry: północny, centralny i południowy. Zacząłem owo zwiedzanie właśnie w takiej kolejności czyli od wyprawy do Sabaudii (departamentów Haute-Savoie & Savoie). W czerwcu 2017 roku wespół z Darkiem i Tomkiem Busztą, a także od piątego dnia z Romkiem i Piotrem Podgórskim „rozpracowałem” na tym obszarze w sumie 30 kolarskich wzniesień, przy czym jedno po szwajcarskiej stronie górskiej granicy. W tym roku przyszła pora na fazę drugą uzupełniania mojej franko-alpejskiej „listy życzeń”. To znaczy na poznawanie kolarskich podjazdów z departamentów Isere & Hautes-Alpes. Podobnie jak przed dwoma laty towarzyszyli mi w tej wyprawie Darek i Tomek. Dla naszych potrzeb wynająłem przez booking.com trzy bazy noclegowe. Pierwszą na osiem nocy w Echirolles pod Grenoble, skąd ruszaliśmy ku kolarskim wzniesieniom na terenie masywów: Vercors, Chartreuse i Belledonne. Drugą na cztery doby w Bourg d’Oisans, by mieć z niej ułatwiony dostęp do podjazdów wokół doliny Romanche. W końcu zaś trzecią na pięć noclegów w Embrun, aby swym zasięgiem objąć teren od doliny Queyras po miasteczko Remollon, na południowym krańcu departamentu Wysokich Alp.

Tak rozplanowana kolejność poznawcza nie była bynajmniej przypadkowa. Z kalendarzowego punktu widzenia do Francji wybraliśmy się pod koniec wiosny. Dlatego wolałem zacząć zwiedzanie środkowej części francuskich Alp od gór niższych by dać tym wyższym o tydzień więcej czasu na zrzucenie z siebie resztek zimowej pierzyny. Tymczasem przyroda sprawiła nam pogodowego psikusa. W pierwszym tygodniu czerwca, gdy kręciliśmy na wysokościach nie przekraczających 1800 metrów n.p.m. szeroko pojęte „okolice” Grenoble nawiedziła fala upałów z temperaturami grubo powyżej 30 stopni. Darek z Tomkiem w tych warunkach jakoś dawali radę. Ja na drugich górach dnia przez pierwsze pięć dni padałem z odwodnienia i do swych kolejnych celów docierałem resztkami sił. Po czym gdy na półmetku wyprawy ruszyliśmy się na wschód by zaatakować pierwsze „dwutysięczniki” jak na złość spotkało nas załamanie pogody. Przez pierwsze trzy dni wokół Le Bourg d’Oisans musieliśmy sobie radzić z chłodem i wilgocią. Tym niemniej obyło się bez odwołanych etapów i zawsze na przekór najgorszym nawet warunkom byliśmy w stanie pokonać przynajmniej jeden poważny podjazd. Ja zaliczyłem ich w sumie 29. Moi dwaj koledzy „zgarnęli” po 30 górskich premii, bowiem dotarli do swych celów również na feralnym dla mnie, przymusowo skróconym etapie 12b.

Choć mój dorobek był odrobinę mniejszy niż obu kompanów to wciąż mogę go uznać za całkiem okazały. Kolejne siedem razy miałem okazje wjechać na wysokość ponad 2000 metrów n.p.m. W tym na tak wysokie przełęcze jak: Agnel (2744 metrów), Galibier (2642 metry) oraz Parpaillon (2637 metrów). Dwie pierwsze odwiedziłem ponownie, lecz docierając na nie z przeciwnej strony niż przy poprzednich próbach. Trzecią osiągnąłem wraz z Tomkiem w stylu iście trekkingowym tzn. podskakując na kamieniach, a nawet przedzierając się przez zaspy śnieżne w samej końcówce. Osiemnaście z moich wzniesień miało amplitudę ponad 1000 metrów. Pośród nich zdecydowanie największe były: Galibier i Parpaillon, mając odpowiednio 1900 i 1835 metrów przewyższenia. Te dwa „olbrzymy” weszły do mojej pierwszej 10-tki na mojej liście „największych”. Pięć czerwcowych podjazdów miało długość ponad 20 kilometrów. Najdłuższe były szlaki z La Clapier na Col du Galibier (ponad 42 kilometry) oraz z Sassenage do Source de la Moliere (34 kilometry). Pokonanie tego pierwszego zajęło mi dwie godziny i niemal trzy kwadranse, więc zarówno pod względem dystansu jak i czasu był to mój najdłuższy podjazd w życiu. Jeśli zaś wierzyć wyliczeniom fachowców z „archivio salite” czy „cyclingcols” zdecydowanie najtrudniejszą górą owej wyprawy było ostatnie wyzwanie czyli Col du Parpaillon. Wzniesienie nie dość, że wysokie i wielkie to w swej trzeciej tercji zdecydowanie nie-szosowe.

Poniżej przedstawiam listę premii górskich, które poznałem na czerwcowym szlaku z Grenoble przez Le Bourg d’Oisans do Embrun.

Mój rozkład jazdy:

31.05 – Saint-Nizier-du-Moucherotte

1.06 – Col de Porte & Col de Palaquit

2.06 – Source de la Moliere & Col de la Charmette

3.06 – Charmant Som & La Ruchere / Chemin du Habert

4.06 – Col du Mont-Noir & Col de Preletang

5.06 – Super Collet & Chamrousse SW

6.06 – Sanctuaire de la Salette & Col du Noyer

7.06 – Pipay-les-Sept-Laux & Col du Coq

8.06 – Le Poursollet & Col du Luitel

9.06 – Lac Besson & Villard-Reymond

10.06 – Col du Galibier SW

11.06 – Col du Sabot

12.06 – Col de Sarenne & Col du Gondran

13.06 – Le Mont-Colombis & Col de Moissiere

14.06 – Vallon du Cristillan / Les Claux & Risoul

15.06 – Col Agnel & Chapelle de Clausis

16.06 – Tunnel du Parpaillon

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Isere & Hautes-Alpes została wyłączona

Col Tzecore

Autor: admin o czwartek 29. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Vincent (SR7)

Wysokość: 1623 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1046 metrów

Długość: 14 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,5 %

Maksymalne nachylenie: 13,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668553653

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668553653

ZDJĘCIA

20190829_055

FILM

VID_20190829_115839

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Col Tzecore została wyłączona

Colle di Joux

Autor: admin o czwartek 29. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Vincent (SR33)

Wysokość: 1640 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1091 metrów

Długość: 16,4 kilometra

Średnie nachylenie: 6,7 %

Maksymalne nachylenie: 10,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668551517

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668551517

ZDJĘCIA

20190829_001

FILMY

VID_20190829_093100

VID_20190829_094350

VID_20190829_102134

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Colle di Joux została wyłączona

Estoul

Autor: admin o środa 28. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Verres (SR45)

Wysokość: 1889 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1505 metrów

Długość: 24,6 kilometra

Średnie nachylenie: 6,1 %

Maksymalne nachylenie: 11,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2668548528

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2668548528

ZDJĘCIA

20190828_001

FILMY

VID_20190828_162927

VID_20190828_163243

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Estoul została wyłączona

Plan Coumarial

Autor: admin o wtorek 27. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pont-Saint-Martin (SR44)

Wysokość: 1497 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1163 metry

Długość: 18,5 kilometra

Średnie nachylenie: 6,3 %

Maksymalne nachylenie: 14,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2656793939

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2656793939

ZDJĘCIA

20190827_001

FILMY

VID_20190827_103033

VID_20190827_103759

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Plan Coumarial została wyłączona

Vens

Autor: admin o poniedziałek 26. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Saint-Pierre (SR22)

Wysokość: 1892 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1217 metrów

Długość: 18 kilometrów

Średnie nachylenie: 6,8 %

Maksymalne nachylenie: 12 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

xxx

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2652528538

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2652528538

ZDJĘCIA

20190826_001

FILMY

VID_20190826_093630

VID_20190826_095330

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Vens została wyłączona

Verrogne

Autor: admin o niedziela 25. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Aosta / Brenlo (Via G. de Chevreres)

Wysokość: 1582 metry n.p.m.

Przewyższenie: 980 metrów

Długość: 13,8 kilometra

Średnie nachylenie: 7,1 %

Maksymalne nachylenie: 12,1 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Tej góry nie miałem w planach. Nie wpisałem jej na listę dziesięciu podjazdów, które koniecznie muszę w tych dniach zobaczyć. Wpadła do programu w ostatniej chwili i nieco z przypadku. Iwonie odnowiła się kontuzja stopy, więc w niedzielne popołudnie wolała wypocząć w przydomowym ogrodzie nie opuszczając Grand Pollein. Zasugerowała bym znalazł sobie jakieś sportowe wyzwanie na te parę godzin. Jednym słowem dostałem dyspensę, dzięki której mogłem odrobić swą wtorkową zaległość. Nie wybrałem jednak podjazdu do Blavy (1468 m. n.p.m.), który wówczas odpuściłem. Pomyślałem za to o innej wspinaczce zaczynającej się na ulicach Aosty, acz po zachodniej stronie miasta. Pojechałem na spotkanie z Verrogne, która w sezonie 2019 zadebiutowała na Giro d’Italia. Na czternastym etapie tego wyścigu była drugą z pięciu premii górskich. Organizatorzy przyznali temu wzniesieniu pierwszą kategorię, zaś kolarze pokonali ją na 80 km przed metą w Courmayeur. Przez tą górską wieś przebiega droga SR41. Znana jako strada dei Salassi. Szosa ta swą obiegową nazwę zawdzięcza celtyckiemu plemieniu, które w starożytności władało ziemiami nad Dora Balteą. Salassi zostali podbici przez Rzymian w 25 roku p.n.e. Wtedy też właśnie żołnierze cesarza Oktawiana Augusta u zbiegu wspomnianej rzeki i potoku Buthier założyli warowne miasto Augusta Praetoria Salassorum, znane dziś jako Aosta. Do Verrogne wjeżdża się z dwóch stron, lecz wspinaczkę ku niej można zacząć w aż pięciu różnych miejscach znajdujących się przy drodze krajowej SS26. Po pierwsze w Avise tak jak na zachodnim profilu z „cyclingcols”. Wówczas pierwsze kilometry podjazdu prowadzą po SR26, zaś cały podjazd ma długość 15,6 kilometra przy średniej 5,1%. Można też wystartować z Saint-Pierre rozpoczynając podjazd na drodze SR22. Ta opcja została wykorzystana na Giro w roli zjazdu. Oba zachodnie szlaki łączą się na wysokości 1220 metrów n.p.m. w pobliżu Saint-Nicolas. Pamiętam, że w 2013 roku opracowując trasę dwunastego etapu Route des Grandes Alpes rozważałem wykorzystanie podjazdu z Avise do Verrogne. Ostatecznie się na to nie zdecydowałem i dobrze, bowiem wielka Colle di Gran San Bernardo mogłaby być „ciężkostrawna” po jakiejkolwiek przystawce.

Wspomniana strona „cyclingcols” początek wschodniej wspinaczki widzi w miasteczku Sarre. To najbardziej stroma opcja, bo o długości 12,4 kilometra i średniej 7,8%. Pierwsze kilometry tego podjazdu wiodą lokalnymi drogami, po czym na poziomie około 800 metrów n.p.m. ścieżka ta łączy się ze szlakiem wykorzystanym przez wyścig Dookoła Włoch. „Profi” rozpoczęli swą wspinaczkę w aostańskiej dzielnicy Brenlo, skąd mieli do pokonania 13,8 kilometra z przeciętnym nachyleniem 7,1%. Na premii górskiej pierwszy zameldował się Włoch Giulio Ciccone z ekipy Trek, który na Giro 2019 wygrał klasyfikację górską oraz etap z metą w Ponte di Legno. Piąty pomysł na podjazd do Verrogne podsuwała zaś książka „PeViB-20”. Jej autor początek wspinaczki umiejscowił na drodze Via Gran San Bernardo. Według niego dwa pierwsze kilometry należy przejechać po szosie SS27, zaś cztery kolejne po regionalnej SR38. Na początku siódmego kilometra wjeżdża się potem na wspomnianą już SR41. Strada dei Salassi jest bowiem górską drogą biegnącą na wysokości ponad 1000 metrów n.p.m. od Arpuilles na wschodzie po okolice Saint-Nicolas na zachodzie. Równolegle do głównej doliny i z najwyższym swym punktem w Verrogne. Piąta opcja wspinaczki łączy się z trzecią i czwartą nieopodal osady Caillod, na wysokości około 1200 metrów n.p.m. Jest najdłuższa, bo ma w sumie 19 kilometrów przy średnim nachyleniu 5,2%. Mocno zaniżonym za sprawą przeszło 4-kilometrowego odcinka z Lin Blanc do Ville sur Sarre, na którym traci się 89 metrów ze zdobytej wcześniej wysokości. Zwyciężyła magia Giro d’Italia, więc ruszyłem do Verrogne szlakiem kolarskich asów. Teoretycznie podjazd ten w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych z mojej sierpniowej listy nie miał 1000 metrów przewyższenia. Według profilu rodem z oficjalnej strony Giro pomiędzy główną ulicą Aosty a Verrogne różnica poziomów wynosi „tylko” 980 metrów. Tym niemniej do pokonania w pionie jest de facto 1001, albowiem trzeba odzyskać wysokość straconą na kilkusetmetrowym zjeździe w dolnej partii wzniesienia. Ja „załatwiłem” sobie amplitudę nawet 1038 metrów, po tym jak w połowie trzeciego kilometra na skutek błędu zamiast pojechać prosto do Pleod, zrazu odbiłem w prawo do Oveillan.

Podjazd rodem z Giro zaczął się na Via Gilles de Chevreres. Dojechałem w to miejsce samochodem, który zostawiłem na pustym w tym dniu parkingu przy zakładzie oponiarskim Delta Pneumatici. Słońce ostro grzało, na starcie licznik zanotował 34 stopni. Po doświadczeniach z górskich szos w okolicy Grenoble obawiałem się czy w tak cieplarnianych warunkach dobrze wytrzymam tą wspinaczkę. Poszło nadspodziewanie gładko. Klucze do tego sukcesu były dwa. Po pierwsze przedpołudniową wspinaczkę pod Diga di Place Moulin odbyłem przy umiarkowanej temperaturze. Po drugie między dwiema górami wpadłem do bazy na obiad czyli przed kolejnym wysiłkiem naładowałem „akumulatory”. Dzięki temu upał mnie nie zmógł, choć bardzo się starał. Średnia temperatura z całego podjazdu to 33 stopni, max. 36, zaś na szczycie w Verrogne niespecjalnie rześkie 30. Jednym słowem – niezły piekarnik. Tymczasem wzniesienie, z którym miałem się zmierzyć było całkiem poważne. Można je podzielić na trzy fragmenty podjazdu i jeden, krótki odcinek zjazdowej pauzy. Najpierw 2,55 kilometra do bivio Oveillan ze średnią 7,9%. Potem 600 metrów luzu na dojeździe do Pleod. Po czym 5,2 kilometra o przeciętnym nachyleniu 8,1% na dojeździe do Ville-sur-Sarre (Caillod). Na koniec zaś 5,45 kilometra ze średnią niespełna 7% na wspomnianej drodze SR41 o celtyckim przydomku. Wystartowałem o godzinie 15:04 czyli w porze sjesty. Po przebyciu pierwszych 800 metrów pokręciłem się chwilę w kółko nie będąc pewnym gdzie dalej jechać. Ostatecznie skręciłem w lewo ku wiosce Pont d’Avisod co okazało się słuszną decyzją. Śladów po Giro nie brakowało. Mijałem rozmaite napisy na szosie czy też różowe „rowerki” przyczepione do płotów lub balkonów. Już na początku drugiego kilometra musiałem się zmierzyć ze stromizną przekraczającą 12%. Kilometr dalej minąłem osadę Champlan. Niemniej chyba za bardzo skoncentrowałem się na podjeździe. W połowie trzeciego kilometra trzeba było rozpocząć kilkusetmetrowy zjazd. Tymczasem ja wziąłem wiraż w prawo i pocisnąłem dalej pod górę ślepą drogą do wioski Oveillan. Tym sposobem nadrobiłem półtora kilometra dystansu i straciłem blisko sześć i pół minuty czasu.

Wróciwszy na właściwą drogę sturlałem się do Pleod. Po wznowieniu wspinaczki jechałem prosto na zachód. Dopiero pod koniec szóstego kilometra droga wybrała kierunek północny. Środkowy segment podjazdu wiódł krętym szlakiem przez osiem wiraży, z których ostatni oznaczał wjazd na panoramiczną SR41. Zanim do niej dotarłem minąłem wioskę Vareille (7,7 km) i wybudowany na jej skraju kościółek pod wezwaniem San Pietro – Madonna dei Angeli. Trzecia tercja tego wzniesienia wiodła już po Strada dei Salassi i miała swe trudne kawałki. Jeden półkilometrowy odcinek o średniej stromiźnie 9,2% oraz trzy o przeciętnym nachyleniu 8,2%. Po lewej ręce otwierał się niekiedy wspaniały widok na górskie szczyty piętrzące się po południowej stronie głównej doliny. Przede wszystkim na górę Monte Emilius (3559 m. n.p.m.) bezpośrednio górującą nad stołeczną Aostą. Po minięciu osady Bellun (11,9 km) droga bardziej zdecydowanie obrała zachodni kierunek. W połowie trzynastego kilometra swej omyłkowo wydłużonej trasy wjechałem na teren gminy Saint-Pierre, do której przynależy wioska Verrogne. Na początku czternastego kilometra minąłem osadę Homene Dessus. Gdy zostawiłem za plecami boczną dróżkę do osady Combellin miałem do przejechania jeszcze półtora kilometra. Przydrożna tablica kusiła zjazdem do La Barmaz, lecz ja postawiłem przed sobą wyższy cel, który miałem już niemal na wyciągnięcie ręki. W końcu po przejechaniu 14,8 kilometra minąłem biały kościółek i towarzyszącą mu dzwonnicę, a także tablicę z napisem „Verrogne 1595 m. s.l.m.”. Tym niemniej licznik wyłączyłem nieco dalej, na wysokości małego parkingu po lewej stronie drogi. Najdłuższy segment ze stravy zatytułowany „Salita Giro d’Italia 2019” obejmował ostatnie 10,46 kilometra. Przejechałem go w czasie 47:24 (avs. 13,2 km/h z VAM 1017 m/h). Zatem całkiem żwawo jak na drugi podjazd dnia. Z grubsza 60 najlepszych wyników pochodzi z 25 maja 2019 roku czyli czternastego etapu ostatniego Giro. Giulio Ciccone się tu nie zapisał. KOM należy do Damiano Caruso, który tą część podjazdu pokonał w 32:09. Grupa liderów z Rogliczem, Nibalim i Carapazem dopiero „rozgrzewała swe silniki” wspinając się w czasie 33:21.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2650901673

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2650901673

ZDJĘCIA

20190825_075

FILMY

VID_20190825_161415

VID_20190825_162631

VID_20190825_163652

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Verrogne została wyłączona

Diga di Place Moulin

Autor: admin o niedziela 25. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Moulin / Rhins (SR28)

Wysokość: 1982 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1199 metrów

Długość: 24,4 kilometra

Średnie nachylenie: 4,9 %

Maksymalne nachylenie: 10,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Weekend był początkiem 6-dniowej sesji w Alpach Pennińskich, po ich północnej stronie zwanych Alpami Walijskimi od nazwy szwajcarskiego kantonu Valais (z niem. Wallis). Od soboty do czwartku dane mi było zaliczyć w sumie osiem kolarskich podjazdów w tych majestatycznych górach o szczególnej skali nawet jak na Alpy. Dzieli się ono na szereg masywów, z których najpotężniejszy i najwyższy jest Monte Rosa z kulminacją na Dufourspitze (4634 m. n.p.m.). Według polskiej wikipedii w Alpach Pennińskich jest aż 41 szczytów o wysokości ponad 4000 metrów n.p.m. Co oznacza, iż co drugi alpejski „czterotysięcznik” znajduje się na ich terenie. Dokładnie zaś między Col du Petit Ferret (2490 m. n.p.m.) na zachodzie a Simplonpass (2005 m. n.p.m.) na wschodzie. Poprzedni raz bawiłem w tych górach dwa lata wcześniej. W sierpniu 2017 roku, gdy przez 11 dni naszą bazą była stacja Nendaz ponad Sionem. W trakcie tamtej wyprawy pokonałem 18 dużych wzniesień, w tym 10 po południowej stronie Rodanu. Pośród nich były mające przeszło 1500 metrów przewyższenia wspinaczki pod Croix de Couer, Lac de Moiry, Barrage de la Grande-Dixence, Thyon 2000 i Mattmark See. Po włoskiej stronie granicy na równie wielkie wyzwania nie mogłem liczyć. Jedyną „premią górską”, która tu mogła usunąć w cień wszystkie wyżej wymienione jest Colle del Gran San Bernardo z amplitudą niemal 1900 metrów. Tą przełęcz miałem już jednak w swej kolekcji, więc nie wpisałem jej na tegoroczną listę. Na niej największym był podjazd do Estoul z różnicą wzniesień 1505 metrów. Przeznaczony na środę czyli przedostatni dzień naszego pobytu w Dolinie Aosty. Pozostałe też trzymały wysokie standardy. Każdy z podjazdów, które w tych dniach wybrałem, na trasach Touru de France czy Giro d’Italia otrzymałby co najmniej pierwszą kategorię. W książce podjazd z Variney do Diga di Place Moulin wyceniono na „czwórkę”. Podobnie jak moją piątkową wspinaczkę przez Val di Rhemes czy czterokrotnie przetestowany na Giro wjazd na Colle de Saint-Panthaleon.

W niedzielę przejechałem całą Valpelline. A przynajmniej tą jej część, którą przemierza regionalna droga SR28. Ponownie wyznaczyłem sobie start przy moście nad potokiem Artanavaz. Tym samym pomijając trzy zupełnie płaskie kilometry od Variney do Moulin. Pomimo tej redukcji i tak zostało mi do przejechania niemal 25 kilometrów przez cztery gminy tzn. Roisan, Valpelline, Oyace i Bionaz. Dolina Valpelline została ukształtowana przez 40-kilometrowy Buthier, lewobrzeżny dopływ Dory Baltea, wpadający do tej rzeki w stołecznej Aoście. Potok ten powstaje na wysokości ponad 3000 metrów n.p.m. z wód Ghiacciaio des Grandes Murailles. Lodowca, który schodzi z południowych zboczy góry Dent d’Herens (4134 m. n.p.m.). W marcu 1964 roku pierwsze zimowe wejście na ten szczyt przypłacił życiem polski alpinista Krzysztof Berbeka. Ojciec Macieja, który w 2013 roku zginął podczas zejścia z Broad Peak w Karakorum. Potok Buthier nie spływa swobodnie ku swemu ujściu. W jego górnym biegu stoi bowiem wysoka na 155 metrów i szeroka na 678 metrów Diga di Place Moulin. Zapora wybudowana w latach 1955-65. Tutejszy zbiornik napełniono w roku 1967. Tak powstałe sztuczne Lago di Place Moulin słynie z wody o turkusowej barwie. Należy do największych w regionie Valle d’Aosta. Ma powierzchnię 1,76 km2, długość 4 kilometrów i maksymalną głębokość 143 metrów. Wzdłuż jego północnego brzegu biegnie gruntowa droga ku Rifugio Prarayer (2005 m. n.p.m.). Z tego co udało mi się ustalić żaden większy wyścig nigdy nie dotarł w pobliże owej tamy. Giro delle Valle d’Aosta rzadko zagląda w te okolice. W XXI wieku wyścig ten miał tylko dwa etapowe finisze w rejonie Valpelline. W sezonie 2005 dotarł do Doues, miejscowości leżącej na drodze do Champillon. Nieco dalej zabrnęli tu kolarze na trzecim etapie z roku 2002. Przejechali wówczas pierwsze 9 kilometrów tej doliny, po czym skręcili w SR30 ku mecie we wiosce Ollomont. Triumfował tam Ukrainiec Rusłan Griszczenko, który o sekundę wyprzedził Włocha Domenico Pozzovivo. Trzeci ze stratą 24 sekund finiszował zaś Marco Marzano, który wygrał tak 39. jak i 40. edycję tego wyścigu.

Tego dnia miałem więcej czasu na rower, więc o poranku pozwoliłem sobie na półgodzinny poślizg względem wcześniejszych planów. Wystartowałem o godzinie 8:57. Niemniej nie miało to żadnego wpływu na komfort jazdy. Temperatura na całej trasie mego podjazdu była umiarkowana czyli w przedziale od 15 do 20 stopni. Jak dla mnie w sam raz. Pod względem długości i nachylenia podjazd ten prezentował się podobnie do środowego Valsavaranche. Licznik znów włączyłem na rozjeździe w Rhins. Tym razem pojechałem w prawo trzymając się drogi SR28. Pierwszy kilometr był niemal płaski. Na drugim i trzecim średnie nachylenie wynosiło 4,2%, więc był to już łagodny podjazd. W połowie czwartego kilometra minąłem osadę Fabbrizia (Fabrique), zaś na początku piątego wjechałem do głównej wsi na terenie gminy Valpelline. Po przejechaniu 4,5 kilometra minąłem budynek lokalnego merostwa, zaś na wysokości osady La Clayva (4,9 km) musiałem pokonałem ściankę ze stromizną dochodzącą do poziomu 10,3%. Niebawem czyli po przebyciu 5,2 kilometra od Rhins zostawiłem za sobą, odchodzącą w lewo szosę SR30 do Ollomont. W połowie szóstego kilometra teren znów się wypłaszczył. Przez kolejne półtora kilometra droga praktycznie się nie wznosiła. Podjazd odżył, acz zrazu nieśmiało, gdy wyjechałem z Thoules (6,9 km). Na ósmym kilometrze nachylenie było łagodne (3,6%), zaś na dziewiątym już umiarkowane (5,5%). Po przejechaniu 8,6 kilometra definitywnie wróciłem na prawy brzeg potoku Buthier i tym samym wjechałem do gminy Oyace. Na początku dziesiątego kilometra zacząłem najtrudniejszy fragment wzniesienia czyli odcinek o długości 5,5 kilometra przy średniej 7,5%. W trzech miejscach stromizna przekroczyła 10%, maksymalnie sięgając poziomu 10,7%. Od połowy dziesiątego do połowy trzynastego kilometra wspinaczka wiodła krętym szlakiem przez szereg miejscowości, w tym Voisinal (10,2 km) i Oyace (11,9 km). Potem minąłem jeszcze Close (13 km) i Balmes (14 km), zanim nachylenie znów odpuściło tuż przed Dzovennoz (14,8 km). Na stravie znalazłem niespełna 5-kilometrowy segment z tej części podjazdu „Frazione Ru Climb”, który przejechałem w 21:46 (avs. 13,5 km/h z VAM 1044 m/h).

Przejazd przez Dzovennoz był początkiem płaskiego sektora o długości 2,1 kilometra. Kończył się on przejazdem przez słabo oświetlony 400-metrowy tunel La Clusaz, tuż przed osadą Perquis. Po przebyciu 16,6 kilometra dotarłem do rozdroża, na którym prawa opcja oznacza rychły wjazd do Bionaz. Aby zmierzyć się z przedostatnim schodkiem na długiej drodze do sztucznego jeziora musiałem tu skręcić w lewo. Podjazd trzymał przez następne półtora kilometra na średnim poziomie 7,7%. Na tym odcinku minąłem boczną dróżkę do Alpe Rebelle. Potem na początku dziewiętnastego kilometra rozpocząłem delikatny zjazd o długości 1200 metrów. Natomiast po nim przejechałem podobnej długości odcinek podjazdu o łagodnym nachyleniu. Na nim po przejechaniu 20,4 kilometra minąłem miejsce, w którym niegdyś istniała wioska Chamin. Pogrzebana przez błotną lawinę z 8 czerwca 1952 roku. Ostatnia faza wspinaczki zaczęła się, gdy miałem już w nogach 20,7 kilometra. Finałowy sektor miał długość 3,2 kilometra przy średniej znów 7,7%. Na dwa kilometry przed finałem ujrzałem cel swej wspinaczki czyli potężną zaporę na Lago di Place Moulin. W połowie 23. kilometra pokonałem dwa ostatnie wiraże na tym szlaku. Na ostatnim kilometrze minąłem zaś zjazd ku restauracji Locanda Place Moulin (23,4 km). W samej końcówce nie zjechałem ku tamie, lecz odbiłem w lewo na nieco wyżej położony Parkplatz. Miałem stąd świetny widok na zachodni kraniec jeziora. Całą wspinaczkę zakończyłem po przejechaniu 23,95 kilometra w czasie 1h 26:21 (avs. 16,6 km/h). Według stravy najdłuższy segment „Valpelline – Place Moulin” o długości 20,06 kilometra i przewyższeniu 1023 metrów pokonałem w 1h 14:35 (avs. 16,1 km/h z VAM 823 m/h). Na górze było sporo turystów. Większość amatorów pieszych wędrówek rusza stąd na spacer do Rifugio Prarayer. Ci ambitniejsi biorą jednak kurs na Rifugio Nacamuli al Col Collon (2818 m. n.p.m.) lub Rifugio Capanna Aosta (2788 m. n.p.m.). Na zjeździe z wieloma przystankami spędziłem ponad półtorej godziny. Gdy o godzinie 12:20 dotarłem do samochodu było już gorąco. Temperatura sięgała 33 stopni. Stało się jasne, że na drugim z niedzielnych wzniesień upał będzie moim dodatkowym przeciwnikiem.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2649690968

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2649690968

ZDJĘCIA

20190825_001

FILMY

VID_20190825_103322

VID_20190825_105352

VID_20190825_111406

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Diga di Place Moulin została wyłączona

Champillon

Autor: admin o sobota 24. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Moulin / Rhins (SR28 & strada Doues)

Wysokość: 2080 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1297 metrów

Długość: 19,9 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 11,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Sobota była dniem „wysokich lotów”. Przed południem zmierzyłem się z podjazdem na Champillon. Jedynym podczas tego wyjazdu, który zaprowadził mnie na wysokość ponad 2000 metrów n.p.m. Natomiast popołudniu pojechaliśmy do Courmayeur, by jak głosi reklama dotknąć nieba. To znaczy wjechać kolejką linową Skyway na Punta Helbroner (3466 m. n.p.m.), skąd przy dobrej pogodzie z całkiem bliska można ujrzeć Mont Blanc alias Monte Bianco. Jak wiadomo najwyższy szczyt Alp i całej Europy Zachodniej. Od środy do piątku zaliczyłem trzy wspinaczki w granicach i okolicach Parku Narodowego Gran Paradiso. Na weekend wybrałem sobie dwa poważne podjazdy znajdujące się na północ od stołecznej Aosty. To znaczy Champillon (2080 m. n.p.m.) oraz Diga di Place Moulin (1982 m. n.p.m.). Książka z serii „Passi e Valli in Bicicletta” linię startu tych wspinaczek widzi w miejscowości Variney na wysokości 782 metrów n.p.m. Zdaniem innych źródeł oba te podjazdy można zacząć niemal 200 metrów niżej. To znaczy w samej Aoście, z okolic regionalnego szpitala im. Umberto Pariniego. Ten początek z przejazdem przez wioskę Signayes jest zbieżny z pierwszymi kilometrami drogi na Colle di Gran San Bernardo. Darowałem sobie ten poznany w 2013 roku odcinek.  Jak również trzy zupełnie płaskie kilometry bezpośrednio za Variney. Postanowiłem wystartować z miejsca, gdzie droga ponownie zaczyna się wznosić. To jest z mostu nad potokiem Artanavaz, przy skręcie do osady Moulin. Pomimo takiego wyboru, podyktowanego oszczędnością czasu, w ten weekend i tak miałem do pokonania dwa przeszło 20-kilometrowe wzniesienia. W sobotę tylko pierwsze kilkaset metrów przejechałem szosą SR28. W niedzielę ta regionalna droga była moją przewodniczką od początku do samego końca wspinaczki. Pierwsze trzy-cztery kilometry sobotniego wzniesienia wiodły przez gminę Roisan, zaś wszystkie kolejne już po ziemiach należących do „komuny” Doues.

Champillon podobnie jak i Lago (Diga) di Place Moulin pozostaje w cieniu swej wielkiej sąsiadki pod wezwaniem św. Bernarda. Przeprawy należącej do grona najsłynniejszych alpejskich przełęczy i znanej najbardziej prestiżowym wyścigom kolarskim. Peleton Tour de France przejeżdżał ją pięć razy w latach 1949-2009. Natomiast uczestnicy Giro d’Italia mierzyli się z nią sześciokrotnie między rokiem 1959 i 2006, acz niekiedy była to wspinaczka w wersji „light” czyli z finałem w tunelu. Te dwa wielkie wyścigi nigdy nie zajrzały jednak do leżącej bardziej na wschód doliny Valpelline. Przez miejscowych zwanej „Conca Fredda” z racji szczególnie niskich temperatur w sezonie zimowym. W poszukiwaniu kolarskiej historii moich weekendowych podjazdów musiałem poszukać głębiej. To jest przyjrzeć się trasom dwudziestu ostatnich edycji wyścigu Giro delle Valle d’Aosta. Na hasło Champillon nie natrafiłem, ale odkryłem iż czwarty etap tego wyścigu z roku 2005 zakończył się w Doues czyli największej miejscowości na moim sobotnim szlaku. Młodzi kolarze jechali wtedy ze szwajcarskiego Sionu czyli przed finałowym podjazdem musieli pokonać północną stronę Wielkiego Bernarda. Co ciekawe najlepszy na tym górskim odcinku był 20-letni wówczas Branislau Samoilau. Wysoki Białorusin, który przez cztery sezony swej zawodowej kariery (2014-17) ścigał się w barwach CCC-Sprandi. Podczas GdVA 2005 wygrał on dwa górskie etapy z rzędu. Na wspomnianym czwartym triumfował na solo z przewagą 59 sekund nad grupką, którą przyprowadził Belg Gianni Meersman. Piąty finiszował tu Włoch Morris Possoni, zwycięzca owej edycji. Na upatrzone miejsce startu dotarłem samochodem wykorzystując długi tunel na drodze krajowej SS27. Tuż po wylocie z niego odbiłem w prawo na lokalną SR28. O czekającym mnie wzniesieniu wiedziałem tyle ile wyczytałem z włoskiej lektury. Przyznano mu w niej ocenę „4 z plusem”. Taką samą jak znanym z Giro wspinaczkom do stacji Breuil-Cervinia oraz Pila. Według autora książki mało znany Champillon należy do najpiękniejszych szosowych podjazdów w Dolinie Aosty. Dodałbym, iż jest on tu trzeci pod względem wysokości. Wyższy pułap osiągają bowiem jedynie asfaltowe drogi prowadzące na Wielkiego i Małego Bernarda.

Wyznaczając sobie start na wspomnianym moście miałem do przejechania 20,5 kilometra z przewyższeniem netto 1305 metrów. Niemniej faktycznie musiałem pokonać w pionie 1348 metrów, albowiem trzeba było jeszcze „odzyskać” 43 metry stracone na całkowicie zjazdowym kilometrze siódmym. Wystartowałem o godzinie 8:23 czyli z grubsza o tej samej porze co w środę i piątek. Dzień był słoneczny. Niemniej o poranku upał mi nie groził. Na starcie miałem 17 stopni. W trakcie podjazdu temperatura wahała się na poziomie od 14 do 19 stopni, zaś na mecie licznik pokazał 16. Pierwsze pół kilometra na drodze SR28 było zwykłym „falsopiano”. Podjazd zaczął się na dobre, gdy na rozjeździe przed osadą Rhins odbiłem w lewo, biorąc kurs na wspomniane już Doues. Dopiero w tym miejscu włączyłem „odliczanie”. Pierwsze cztery kilometry z umiarkowanym nachyleniem 6,1% zaprowadziły mnie krętym szlakiem z ośmioma wirażami do Le Chanet. Dopiero kolejne półtora kilometra zmusiło do większego wysiłku. Ten sektor miał już średnią stromiznę na poziomie 8,8%, zaś pierwsze 700 metrów za wioską nawet 9,9%. Ta faza wspinaczki skończyła się w Champsavinal po przejechaniu 5,5 kilometra. Ów segment wzniesienia przejechałem w 22:40 (avs. 14,7 km/h z VAM 1006 m/h). Potem był kilometrowy zjazd i kolejny półtorakilometrowy odcinek, acz tym razem o łagodnym nachyleniu 3,6%. Po niespełna ośmiu kilometrach od rozdroża byłem już w Doues (7,9 km). Dodam, że dystans między Le Chanet a Doues można pokonać szybciej, gdy w tej pierwszej miejscowości skręci się w prawo. Wówczas zamiast czterech kilometrów o zmiennym ukształtowaniu terenu mamy do pokonania trzy na stałym podjeździe o średnim nachyleniu 4,8%. Ja jednak postanowiłem się trzymać wskazówek swego „podręcznika”. W Doues skręciłem w lewo. Jedna z przydrożnych brązowych tablic wskazywała, iż miałem jeszcze do przejechania 11,8 kilometra. Wedle książki Doues od Champillon dzieli równo 12 kilometrów, przy czym 10 z 24 półkilometrowych sektorów ma średnie nachylenie co najmniej 8%. Do tego trzy najtrudniejsze solidarnie straszą stromizną rzędu 10,6%.

Mimo tego wspinaczka ta należała do przyjemnych. Jakość drogi bez zarzutu. Ruch samochodowy minimalny. Mijane wioski i osady śliczne jak z obrazka. Przed każdą elegancka tabliczka z nazwą własną, aktualną wysokością bezwzględną i gminnym herbem. Pogoda dopisała, więc na widoki też nie mogłem narzekać. Owszem tu i ówdzie trzeba było mocniej depnąć z pedały. Niemniej z drugiej strony było też kilka sektorów z umiarkowanym nachyleniem około 5-6% czyli dających nieco wytchnienia. Droga wiodła naprzemiennie w dwóch kierunkach: zachodnim i północnym. Jak na podjazd z prawdziwego zdarzenia przystało szosa wiła się po serpentynach. Pomiędzy Doues a Champillon zaliczyłem w sumie 13 wiraży. Do połowy jedenastego kilometra minąłem dwie kolejne wioski: Aillan (9,1 km) oraz La Cerise (10,5 km). Im wyżej tym napotykane osady były coraz mniejsze. Na zdjęciu uwieczniłem jeszcze Chatellair (11,2 km). Z czasem były to już jedynie samotne gospodarstwa. Jak choćby Alpe Vorbe (17 km), przy którym na późniejszym zjeździe wypatrzyłem biegające świstaki. Starałem się je nagrać telefonem. Efekt widoczny jest na jednym z filmików. Wspomniałem już o trzech sektorach z dwucyfrową wartością nachylenia. Wszystkie te strome ścianki znajdowały się na finałowych siedmiu kilometrach. Trzecia kończyła się na 2 kilometry przed metą. Niemniej nawet na ostatnim kilometrze były jeszcze ostry kawałek ze stromizną 11,4%, na około 650 metrów przed końcem szosy. Wjechawszy na górę minąłem parking i przejechałem ze dwieście metrów po całkiem dobrym szutrze. Gdybym pojechał jeszcze dalej to niebawem dotarłbym do gospodarstwa Champillon oraz kapliczki Notre Dome de la Neige (Matki Boskiej Śnieżnej). Segment powyżej Doues o długości 11,7 km przejechałem w 54:40 (avs. 12,8 km/h z VAM 993 m/h). Cały podjazd od rozdroża w Rhins zabrał mi zaś 1h 24:16 (avs. 13,8 km/h). Po lewej stronie szutrowej drogi widziałem początek pieszego szlaku ku Rifugio Adolphe Letey (2465 m. n.p.m.) i przełęczy Champillon (2705 m. n.p.m.). Niestety chmury pozbawiły mnie widoku Le Grand Combin (4314 m. n.p.m.). Góry wznoszącej się już po szwajcarskiej stronie granicy. Uważanej za najwyższą i najpiękniejszą pośród tych widocznych z ulic Aosty.

Bardzo wczesnym popołudniem udaliśmy się do Courmayeur zobaczyć jakież to cudo wielkim nakładem sił (trzy lata robót) i środków (110 milionów Euro) wybudowali Włosi po swej stronie Białej Góry. Przyznam, że o istnieniu Skyway dowiedziałem się dopiero przy okazji czternastego etapu Giro d’Italia 2019. Włoski Tour po równo 60 latach wrócił do miasteczka na zachodnim krańcu Doliny Aosty. Podobnie jak w sezonie 1959 roku etap do Courmayeur wyłonił zwycięzcę La Corsa Rosa. Wówczas był to odcinek 21 (przedostatni) o długości aż 296 kilometrów. Wygrał go Charly Gaul z przewagą 36 sekund nad Włochem Imerio Massignanem. Przede wszystkim jednak aż 9:48 do triumfatora stracił lider Jacques Anquetil. Dzięki temu luksemburski „góral” wygrał cały wyścig z zapasem ponad 6 minut nad francuskim „czasowcem”. W tym roku do Courmayeur przyjechano jakby o tydzień wcześniej. Ekwadorczyk Richard Carapaz wygrał z przewagą 1:32 nad Simonem Yatesem. Co jednak najważniejsze (wliczając bonifikatę) nadrobił przeszło dwie minuty nad Primozem Roglicem oraz Vincenzo Nibalim. Zdobył różową koszulkę lidera, której nie oddał do mety w Weronie. Na dobrą sprawę dolna stacja „podniebnej” kolei linowej znajduje się w Entreves. Jakieś 3 kilometry za Courmayeur. Wybudowano ją w pobliżu wschodniego wjazdu do tunelu pod Mont Blanc. Nową trasę otwarto 30 maja 2015 roku. Pełny i dwustronny przejazd kolejką Skyway do tanich nie należy (bilet kosztuje 52 Euro). Niemniej post factum zgodnie uznaliśmy, iż wart jest swej ceny. Wjazd z poziomu 1300 na 3466 metrów n.p.m. przebiega dwuetapowo czyli z przesiadką na stacji Pavillon du Mont Frety (2173 m. n.p.m.). Wagon jest przestronny i z wolna obrotowy o pełne 360 stopni. Można zatem stać przy swoim odcinku szyby, a i tak zobaczy się wszystko dookoła.

Na górnej stacji do dyspozycji gości jest taras widokowy na dachu budowli. Z widokiem na Rifugio Torino i szczyt Dente del Gigante po prawej stronie, lodowiec w dole, spiczaste wierzchołki Aguille du Midi na wprost oraz samą Monte Bianco z lekka po lewej ręce, acz przy bezchmurnej aurze. Od francuskiej strony czyli z Chamonix dojeżdża w to miejsce kolejka gondolowa starszej daty. W środku znajdziemy zaś księgarnię z książkami głównie o tematyce górskiej oraz salę z górskimi kryształami. Jeszcze więcej atrakcji czeka na turystów na wspomnianej stacji pośredniej. Można tu zwiedzić ogród botaniczny czyli Giardino Alpino Saussurea, w którym zgromadzono w sumie 900 gatunków górskich roślin z różnych stron świata. Z Pavillon jest ładny widok na dolinę Val Veny. W samym budynku można skorzystać z winiarni lub zrobić zakupy w sklepie z pamiątkami. Jest nawet sala kinowa na 150 miejsc. W hali l’Hangar 2173 można poznać historie tej trasy i zobaczyć też jak wyglądała poprzedniczka Skyway. To znaczy kolej gondolowa, która od roku 1954 woziła ludzi niewielkimi wagonikami przeznaczonymi dla max. 8 osób. Na zewnątrz dostępny jest też plac zabaw dla dzieci oraz trawnik z leżakami dla amatorów opalania się w górskim słońcu. Natomiast w pobliskim Rifugio Romilda e Toni Gobbi można funkcjonują bar i restauracja. Czas szybko nam zleciał. To były niezapomniane trzy godziny wrażeń na wysokim poziomie. Potem podjechaliśmy jeszcze do Courmayeur, na krótki spacer po tym renomowanym kurorcie. Miasteczko jakoś specjalnie mnie nie zachwyciło. Poniekąd przypominało mi widziane w 2014 roku Bormio. Tym niemniej nie wróciłem z niego z pustymi rękoma. Dzięki wizycie w miejscowej księgarni wzbogaciłem swą domową biblioteczkę o tematyce kolarskiej.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2647645323

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2647645323

ZDJĘCIA

2090824_001

FILMY

VID_20190824_095456

VID_20190824_101131

Napisany w Bez kategorii | Możliwość komentowania Champillon została wyłączona