banner daniela marszałka

Monte Cesen / Malga Mariech

Autor: admin o sobota 11. Sierpień 2018

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1510 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1258 metrów

Długość: 18 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,0 %

Maksymalne nachylenie: 11,4 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Sobota 11 sierpnia była dla nas dniem przeprowadzki. Jedynym w trakcie tego wyjazdu. Podobnie bowiem jak w przypadku czerwcowej wyprawy po francuskich Pirenejach górskie „skarby” sierpniowego Veneto udało mi się „ogarnąć” za pomocą dwóch baz noclegowo-wypadowych. Tego dnia mieliśmy się przenieść z Borso del Grappa do Vittorio Veneto. Miasta w północno-wschodniej części prowincji Treviso, mającego przeszło 28 tysięcy mieszkańców. Co ciekawe przez wieki istniała w tym miejscu miejscowość Ceneda. W 1866 roku została ona połączona z pobliskim Serravalle i na cześć Wiktora Emanuela, pierwszego króla zjednoczonej Italii, otrzymała nowe imię czyli Vittorio. Następnie w roku 1923 dodano do niego drugi człon Veneto. Mieliśmy do przejechania autem 58 kilometrów. Nasza trasa w swej drugiej części wiodła równolegle do masywu Monte Cesen. Właśnie w tej części Prealpi Venete znalazłem dla siebie i kolegów dwie wspinaczki ósmego etapu. Pierwszy punkt mojego programu przewidywał przystanek w Valdobbiadene. Owo przeszło 10-tysięczne miasteczko jest stolicą obejmującego 15 gmin winiarskiego rejonu Prosecco di Conegliano-Valdobbiadene. To wytrawne białe wino musujące produkowane jest z winorośli glera. Powstaje metodą Charmata, która w odróżnieniu od techniki szampańskiej zakłada, iż druga fermentacja zachodzi nie w butelce, lecz w zbiornikach ciśnieniowych i dopiero gotowe wino musujące jest butelkowane. Valdobbiadene dwukrotnie wystąpiło w roli gospodarza etapowej mety podczas Giro d’Italia. W 2009 roku sprinterski etap wygrał tu Alessandro Petacchi, zaś w sezonie 2015 na blisko 60-kilometrowej czasówce rozpoczętej w Treviso najmocniejszy okazał się Białorusin Wasilij Kirijenka. Na start naszej wspinaczki 8a dojechaliśmy drogami SP26, SR348 i SP36, w pobliżu Fener przejeżdżając na wschodni brzeg Piawy. Rzeki-legendy z czasów I Wojny Światowej, gdy stała się strategiczną linią włoskiej obrony przed atakującymi wojskami austriackimi.

Do Valdobbiadene pojechaliśmy we trzech. Można rzec stałym składem czyli: ja, Darek i Tomek. Pozostali uczestnicy tej weneckiej eskapady kręcili lub spacerowali w innej okolicy. Adam przejechał 79 kilometrów z podjazdami pod Col Visentin-Forcella Zoppei (1420 m. n.p.m.) oraz Passo La Crosetta (1118 m. n.p.m.). Na tą drugą wspinaczkę podłączył się do niego Arturro, który tego dnia przejechał 42 kilometry. Pedro & Romano poprzestali zaś na długim spacerze po ulicach Vittorio Veneto. Odnośnie naszego nowego miasta-gospodarza warto wspomnieć, iż na jego ulicach zakończyło się aż 9 etapów Giro. Pierwszy w roku 1937, kiedy to najszybszy był Włoch Glauco Servadei. Potem zwyciężali tu jego rodacy Adolfo Leoni (1947), Renato Giusti (1961), Pietro Scandelli (1966), Lino Farisato (1968) oraz Emanuele Bombini (1985). Najważniejsze jednak, iż w sezonie 1988 zakończył się w tym mieście cały wyścig Dookoła Włoch. Rozegrano wtedy dwa podetapy. Sprinterski 21a wygrał Szwajcar Urs Freuler, zaś czasówkowy 21b inny „wąsacz” nasz Lech Piasecki. „Piasek” na tym 43-kilometrowym etapie o 47 sekund pokonał Belga Erica Vanderardena oraz o 1:01 Szwajcara Tony Romingera. Zwycięzca owej edycji Giro Amerykanin Andy Hampsten stracił do Polaka 2:04. Niemniej mimo owych szosowych tradycji najsłynniejszym kolarzem pochodzącym z tej miejscowości jest przełajowiec Renato Longo, 5-krotny mistrz świata w cyclo-crossie między rokiem 1959 a 1967. Na dojazd do Vittorio-Veneto mieliśmy sporo czasu. Zbiórkę i odbiór dwóch zarezerwowanych przez mnie apartamentów przewidzieliśmy na godzinę m/w 18:00. To miało nam dać czas na zaliczenie obu wspinaczek na południowych zboczach Monte Cesen. Najwyższy wierzchołek tego masywu liczy sobie 1570 m. n.p.m. Po szosie można dojechać niemal na sam szczyt. Pod warunkiem, że obierze się kurs na gospodarstwo agroturystyczne Malga Mariech.

Po dotarciu do Valdobbiadene nie szukaliśmy parkingu w centrum miasteczka. Postanowiliśmy znaleźć jakieś ciche i zacienione miejsce na pierwszym kilometrze czekającego nas wkrótce podjazdu, gdzieś przy drodze SP143. Wypakowaliśmy się w willowej okolicy jakieś 800 metrów od Piazza Guglielmo Marconi, na którym zaczyna się ta przeszło 18-kilometrowa wspinaczka. W pogodzie bez zmian. Tym razem na starcie mój licznik zanotował temperaturę 33 stopni. Na placu zrobiłem kilka zdjęć, więc ruszyłem pod górę jakieś dwie minuty po kolegach. W tym momencie byli oni już niemal w połowie pierwszego kilometra. Pierwsze 500 metrów miało być łatwe czyli ze średnim nachyleniem 4%. Niemniej gdy tylko zostawiliśmy za sobą monument poświęcony miejscowym ofiarom I Wojny Światowej „Valdobbiadene ai Suoi Caduti” oraz ostatnie miejskie budynki droga skręciła na północny-zachód i podyktowała znacznie twardsze warunki. Kolejny kilometr prowadzący do wirażu przy Chiesa San Floriano miał już mieć średnio 8,9%. Zaskakująco szybko doszedłem swych obu kompanów, którzy najwidoczniej na tej górze nie mieli zamiaru się umordować. Pierwszy segment długości 1,69 kilometra przejechałem w 6:31 (avs. 15,6 km/h) i już na wysokości wspomnianego kościółka pod wezwaniem św. Floriana byłem na prowadzeniu. Tak Dario jak i Tommy nie spróbowali się podczepić pod „szybszą kolejkę”, więc czekała mnie dłuższa jazda na solo. Czułem się dobrze, więc postanowiłem kontynuować wspinaczkę w wyższym rytmie. Jedynie upał mógł budzić moje obawy. Słonko ostro przygrzewało. Do połowy dwunastego kilometra temperatura niemal nie schodziła poniżej 30 stopni, zaś maksymalnie sięgnęła 34. Zatem istniało niebezpieczeństwo, że gdy „pójdę za mocno” to przegrzeję swój system. Zasadnicza część tego wzniesienia to dość równy, lecz całkiem solidny odcinek z dwunastoma wirażami wiodący po Via San Francesco. Ma on długość 9,7 kilometra przy średniej 7,4% i kończy się w Pianezze (11,2 km) na wysokości 1076 metrów n.p.m. Do tej osady dotarłem w czasie około 51 minut.

Według stravy porównywalny segment „Cronoscalata Mediofondo di Primavera” o długości 10,63 kilometra przejechałem w 49:53 (avs. 12,8 km/h z VAM 977 m/h). Dario i Tommy dotarli do Pianezze jakiś kwadrans później. W tym miejscu trzeba wspomnieć o tym, iż aby kontynuować podjazd do Malga Mariech należało tu wybrać uliczkę przy, której stała wielka niebieska tablica z napisem „Monte Cesen”. Alternatywną opcją wspinaczkową był zaś skręt w prawo i wjazd na „Strada Endimione”, która doprowadzić nas mogła do Casere Budui (1218 m. n.p.m.). Niemniej tą górską metę zostawiłem nam na późniejsze popołudnie. Mieliśmy ją zresztą zdobyć od innej, trudniejszej strony. Z Pianezze do Malga Mariech brakowało nam jeszcze około 430 metrów w pionie i przeszło 7 kilometrów dystansu. To znaczy odcinek drogi o średnim nachyleniu 6%. Niemniej w górach prosta matematyka bywa zwodnicza. Górna część tego podjazdu nie jest regularnym segmentem o umiarkowanej stromiźnie. W dużym uproszczeniu można ją podzielić na łatwy niespełna 3-kilometrowy początek oraz trudny koniec o długości 4,5 kilometra. Niemniej taki opis też jest zbytnim uproszczeniem. Finałowa faza tego wzniesienia ma wszystko. Najpierw łagodny odcinek o długości 1800 metrów i średniej tylko 3,9%. Potem na czternastym kilometrze delikatny zjazd, na którym traci się 15 metrów wysokości. Po czym z owego szybkiego odcinka wpada się od razu na ściankę o stromiźnie sięgającej aż 14%. Ten stromy fragment jest jedynie wstępem do długiego i trudnego sektora, który po wirażu w prawo ciągnie się jeszcze przez ponad dwa i pół kilometra w kierunku wschodnim aż po łuk drogi okalający najeżone masztami wzgórze Monte Barbaria. Ogółem od początku piętnastego kilometra trzeba pokonać odcinek 3,15 kilometra przy średniej 9,3%. Dopiero po minięciu tego miejsca można było złapać oddech na łatwiejszych 400 metrach, po czym na ostatnim kilometrze nachylenie wahało się jeszcze na poziomie od 7 do 12%. Całą wspinaczkę ukończyłem w czasie 1h 20:23 (avs. 13,5 km/h).

Na stravie najdłuższy segment jaki u siebie znalazłem to ten zatytułowany „Valdo-Cesen” o długości 16,46 kilometra z przewyższeniem 1137 metrów. Nie obejmuje on jednak pierwszych 600 metrów podjazdu, zaś kończy się już na zakręcie przy Monte Barbaria. Uzyskałem na nim czas 1h 13:21 (avs. 13,5 km.h z VAM 930 m/h). Tomek wykręcił tu czas 1h 35:43 (netto 1h 32:30), zaś Dario 1h 35:53 (netto 1h 33:13). Tym samym na mecie w pobliżu schroniska Mariech czekałem na obu dobre 20 minut. W tym czasie pogoda szła ku gorszemu. Początkowo na górze było 23 stopni, ale niebawem temperatura spadła do 19. Poza tym nad wspomnianą Barbarią gromadziły się ciemne burzowe chmury. Na mecie nie brakowało innych turystów. Pojawiła się tam chociażby grupka włoskich amatorów kolarstwa górskiego, w wieku dość zaawansowanym. W końcu na horyzoncie dojrzałem sylwetki swych wyluzowanych kolegów. Po skończeniu swego podjazdu Dario rozbawił mnie stwierdzeniem, iż wspinaczka była łatwa. Zakładam, że gdyby się zmobilizował i pojechał moim tempem miałby inne odczucia. Dwukrotny mistrz olimpijski w boksie Jerzy Kulej zwykł mawiać „Nie ma pięściarzy odpornych na ciosy, są tylko źle trafieni”. Przekładając ten aforyzm na język kolarski rzekłbym „Nie ma łatwych gór, są tylko przejechane poniżej własnych możliwości”. Niewątpliwie to wzniesienie może zmęczyć każdego kolarza, tym bardziej zaś cykloamatora lub cykloturystę. Ma spore przewyższenie na miarę premii górskiej najwyższej kategorii. Poza tym niemały dystans, zaś w jego ramach aż 15 kilometrów o co najmniej solidnym nachyleniu. Do tego naprawdę trudną końcówkę. Na tym wyjeździe moja forma była daleka od optymalnej. Nie pojechałem tej góry jakoś rewelacyjnie. Jednak mogłem być z siebie umiarkowanie zadowolony. Pomimo początkowo tropikalnych warunków wytrzymałem tą wspinaczkę do samego końca, o czym świadczy przyzwoity wynik na segmencie „Mariech last 4 km”. Ów odcinek o długości 4,39 kilometra pokonałem w 21:22 (avs. 12,3 km/h z VAM 1008 m/h). Na nasze szczęście pomimo zrazu złych znaków na niebie udało nam się nie zmoknąć na zjeździe do Valdobbiadene.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/1765644181

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/1765644181

ZDJĘCIA

20180811_039

FILMY

VID_20180811_112737

VID_20180811_130414

VID_20180811_131101