banner daniela marszałka

Passo del Maniva

Autor: admin o czwartek 13. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Ponte Prada (SP669 -> Via Selva)

Wysokość: 1664 metry n.p.m.

Przewyższenie: 1046 metrów

Długość: 15,3 kilometra

Średnie nachylenie: 6,8 %

Maksymalne nachylenie: 15,5 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Z Anfo do podnóża wschodniej Manivy mieliśmy niedaleko, bo zaledwie 11 kilometrów. Byłoby zaś jeszcze bliżej gdybyśmy rozpoczęli naszą drugą wspinaczkę z okolic Santuario di Sant’Antonio (441 metrów n.p.m.) przy drodze SS237. Wówczas jednak miałaby ona niemal 22 kilometry. Zbyt dużo jak na dzień, który musieliśmy zakończyć długim przejazdem przez wysokie góry do naszej ostatniej bazy noclegowej w Capo di Ponte. Uznałem, że musimy zrezygnować z pierwszego segmentu owej góry i zacząć zabawę na Ponte Prada poniżej miejscowości Bagolino. W ten sposób darowaliśmy sobie 5 kilometrów podjazdu o średnim nachyleniu 4,9% oraz półtorakilometrowy zjazd do wspomnianego już mostu. Co oznaczało start z poziomu 611 metrów n.p.m. Mimo redukcji wciąż pozostało nam do pokonania ponad 1050 metrów w pionie na dystansie około 15 kilometrów. Passo del Maniva to przełęcz w paśmie Prealpi Bresciane, przez którą biegnie szlak łączący położoną na zachodzie Val Trompia z leżącą na wschodzie Val Caffaro. Zachodni podjazd na Manivę prowadzi po szosie SP345 i zaczyna się w Lavone (503 m. n.p.m.). Jest jeszcze dłuższy niż pełna wersja wschodniej wspinaczki. Ma długość aż 22,8 kilometra przy średniej 5,1%. Niemniej na pierwszych 14 kilometrach prowadzących przez Bovegno i Collio jego przeciętne nachylenie wynosi tylko 3,2%. Na dobre zaczyna się on dopiero za wioską San Colombano. Ostatnie 9 kilometrów ma średnio 8,1%, zaś maksymalna stromizna sięga 13%. Wschodni szlak to 21,7 kilometra o średniej 5,6%. Niemniej nam startującym z Ponte Prada zostało do pokonania 15,2 kilometra, w tym ostatnie 10,5 kilometra o średniej stromiźnie 8,7% i max. 14,6%. Przed pięciu laty miałem już okazję poznać zawitać tak do Bagolino jak i Collio. W pierwszych dniach sierpnia 2015 roku kręciłem bowiem w tych górskich okolicach. Niemniej celem pierwszej wspinaczki było Goletto di Cadino (1943 m. n.p.m.), zaś drugiej Giogo della Bala (2129 m.n.p.m.). Jadąc wówczas po drodze SP345 niemal otarłem się o Giogo del Maniva. Brakowało mi do niej tylko trzystu metrów, a mimo to na samą przełęcz nie zajechałem.

Teraz miałem dla niej czas i byłem gotów się z nią zmierzyć na poważnie. Maniva to nie tylko przełęcz, lecz również ośrodek narciarski. Mający w swej ofercie 9 wyciągów i 18 tras o łącznej długości 40 kilometrów. Nasza wschodnia droga zimą jest nieprzejezdna, albowiem chowa się pod śniegiem i służy za stok, na którym dokazują fani narciarstwa alpejskiego oraz snowboardu. O tej porze roku do stacji dojechać można wyłącznie drogą nr 345 od strony Val Trompia. Passo del Maniva podobnie jak Baremone czy San Zeno nie dostąpiła jak dotąd zaszczytu goszczenia uczestników Giro d’Italia. Tym niemniej w swoim czasie była stałym punktem w programie regionalnej etapówki Brixia Tour. W latach 2006-11 czyli przez sześć sezonów z rzędu kończyły się na niej królewskie odcinki tego wyścigu. Nie mam jednak pewności, od której strony podjeżdżano do stacji. Zakładam, że częściej wykorzystywano nieco łatwiejszą drogę zachodnią. Pierwszym zdobywcą Manivy był Kolumbijczyk Felix Rafael Cardenas, który o 1:12 zdystansował Włocha Santo Anzę. W sezonie 2007 wygrał tu Ukrainiec Rusłan Pidgorny, który o 3 sekundy wyprzedził Davide Rebellina. Zaledwie 36-letni Włoch zadowolił się zwycięstwem w „generalce”. W roku 2008 najszybszy na finiszu z 8-osobowej grupki był tu wspomniany już Anza, który zarazem wygrał ósmą edycję tej imprezy. Rok później z podwójnego sukcesu cieszył się zaś kolejny Włoch, a mianowicie Giampaolo Caruso. Jako drugi ze stratą 6 sekund wjechał wówczas na Manivę nasz Przemysław Niemiec. Ostatnie dwie wspinaczki z metą na tej przełęczy padły zaś łupem niezniszczalnego Domenico Pozzovivo. W sezonie 2010 filigranowy Włoch wyprzedził o 53 sekundy Irlandczyka Dana Martina i przy okazji wygrał cały ten wyścig. Natomiast w 2011 musiał zadowolić się tylko sukcesem etapowym. Triumfatorem ostatniej jak dotąd edycji Brixia Tour został bowiem jego rodak Fortunato Baliani, który na najtrudniejszym odcinku stracił do „Pozzo” tylko 7 sekund.

Maniva w naszym wydaniu miała długość 15,2 kilometra. Początek na drodze SP669 łagodny czyli 4 kilometry z przeciętnym nachyleniem zaledwie 3,15%. Potem skręt w lewo i przejazd po Ponte Destrone na prawy brzeg rzeczki Caffaro. Dalej już porządna, zaś miejscami stroma, wspinaczka węższą i krętą szosą z 15 wirażami uparcie zmierzającą na zachód. Według „massimoperlabici” średnia stromizna pierwszych 7 kilometrów owej dróżki to 8%, zaś ostatnie 3,5 kilometra ma średnio 8,7%. Przy czym zdecydowanie najtrudniejszy jest półtorakilometrowy odcinek na samym końcu tego podjazdu, gdzie trzeba się zmierzyć z nachyleniem rzędu 11,7%. Jednym słowem „im dalej w las tym więcej drzew”. Oczywiście znów zaczęliśmy drugi podjazd w porze najgorszego upału. Tym razem mój licznik odnotował na starcie 37 stopni. Temperatura spadła poniżej 30 w połowie siódmego kilometra, zaś u kresu wspinaczki wyniosła 28. Na szczęście w środkowej części wzniesienia było niemało zacienionych odcinków. Pierwsze 3 kilometry tego podjazdu można było pokonać na dwa sposoby. Za rondem przed stacją benzynową Constantin jest rozjazd. Droga w prawo (via San Giorgio) prowadzi pod górę ku centrum Bagolino, zaś łagodniejsza szosa w lewo stanowi jakby „obwodnicę” tej miejscowości. Ponieważ przed pięciu laty ruszając na Goletto di Cadino skorzystałem z pierwszej opcji to tym razem zdecydowałem się na drugi wariant. Niedługo po starcie z uwagi na problemy techniczne musiałem się zatrzymać na około minutę. Tym samym Daniel zyskał nieco przewagi przed stromą częścią podjazdu. Goniąc kolegę na początku czwartego kilometra minąłem fabryczkę wody mineralnej Maniva. Kilometr dalej po przebyciu 4300 metrów skręciłem na zachód kończąc rozgrzewkowy segment w dolinie Caffaro. Trzeba było zredukować przełożenie i wypracować sobie własny rytm do pokonania następnych 10 kilometrów. Niebawem dogoniłem swego kompana i nieco zwolniłem. Niemniej teren okazał się zbyt trudny na zgodną współpracę. Po pewnym czasie ruszyłem zatem szybciej przed siebie. Daniel podobnie jak na Baremone mógł pokonać górę w swoim optymalnym tempie.

W dolnej partii nowej drogi serpentyny były gęsto rozsiane. Między połową szóstego i ósmego kilometra szosa „zawracała” aż siedem razy. Na kolejne „tornanti” trzeba było już nieco dłużej czekać. Na szlaku nie było żadnych wiosek. Napotkać było można co najwyżej pojedyncze gospodarstwa czy domy wakacyjne. A poza tym: restaurację (Pratolungo), schronisko (Fabus) czy górski kościółek (Chiesetta Alpina). Powyżej 1400 metrów n.p.m. skończył się las, zaś na początku czternastego kilometra minąłem już parking należący do Maniva Ski. Niebawem wziąłem ostatni zakręt i ujrzałem przed sobą stromą ścianę wiodącą wprost do tej stacji. Postarałem się o niezły finisz. Finałowy sektor długości 1260 metrów pokonałem w 7:14 (avs. 10,5 km i VAM 1070 m/h). Cały podjazd przejechałem w 1h i 11 minut, zaś na jego zasadniczej części spędziłem blisko 58 minut. Segment „Maniva Classico” przyjechałem bowiem w 57:59 (avs. 11 km/h) co dało VAM 940 m/h. Tuż przed szczytem nasza droga wpadła na wielki plac służący za parking dla zmotoryzowanych turystów. Metę wspinaczki wyznaczała zaś brama z napisem „Comprensorio Sciistico – Maniva Ski”. Na końcu placu po jednej stronie stoi hotelowa restauracja, zaś po drugiej pizzeria. Wpadliśmy na bufet do Albergo Ristorante Dosso Alto. Spoglądając w prawo dojrzeć było można w dole szosę SP345, która przez Passo Dasdana i Giogo della Bala biegnie ku przełęczy Crocedomini. Natomiast po lewej stronie mieliśmy początek szutrowego łącznika Manivy z Passo del Baremone. Niemniej nas czekał już tylko zjazd powrotny do auta, przy którym zameldowałem się o wpół do szóstej. Potem jeszcze dość długi i terenowo urozmaicony przejazd do Capo di Ponte. Na początek podjazd na Goletto di Cadino. Mogłem sobie powspominać deszczową przygodę z sierpnia 2015 roku. Daniel zachwycał się zaś co chwila majestatem górskiego krajobrazu. Potem mieliśmy długi zjazd do Breno i na koniec już łatwiejszy odcinek krajówką SS42 w górę Valle Camonica. Na szczęście nie musieliśmy szukać ostatniej bazy noclegowej. Czujni gospodarze przechwycili nas na ulicach miasteczka i zawiedli do miejsca przeznaczenia.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3909097816

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3909097816

ZDJĘCIA

IMG_20200813_106

FILM

VID_20200813_161833