banner daniela marszałka

L’Ardechoise – cz. II

Autor: admin o piątek 16. Czerwiec 2006

Drugi etap z założenia wcale nie miał być łatwiejszy od pierwszego. Saint-Privat od Col du Chavade dzieliło przy pełnej wersji tego odcinka „nieliche” 183 kilometry. Do tego wjechać mieliśmy w najwyższe partie gór tego regionu, na wysokość blisko półtora tysiąca metrów nad poziom morza. Andrzej ten dzień postanowił zupełnie odpuścić. Można sprecyzować, że drugi odcinek rajdu pokonał na moich plecach, albowiem jego chip spoczął w tylnej kieszonce mojej koszulki. Zmożony morderczym pierwszym dniem imprezy mógł za to zadbać o pomoc w transporcie naszych bagaży do drugiej bazy pośredniej. W pierwszej części tego etapu mieliśmy do pokonania pięć wzniesień, w tym dwa dość solidne czyli 11-kilometrowy Vals-Genestelle i 7-kilometrowy Le Croix de Millet. Tego dnia ponownie najsilniejszy był Piotr, a niewiele słabszy Darek w związku z czym obaj przecierali nam szlak drugiego odcinka. Alain, Czarek i Konrad po pierwszych kilkudziesięciu kilometrach zdecydowali się na skrócenie swojego udziału na tym etapie o 62-kilometrową rundę w środku trasy z przejazdem przez stromą przełęcz Pratazanier (1222 m. n.p.m.).

Najtrudniejszy tego dnia podjazd pod Meyrand zacząłem od bufetu w Valgorge w towarzystwie Zdziśka i Czarka, lecz ten drugi dość szybko od nas odpadł. Zdzisiek najwyraźniej miał „swój dzień” bowiem podyktował mi mocne tempo przez sporą część tego podjazdu. Niestety blisko wierzchołka naszej „wspinaczki”, gdzieś w okolicy wioski Loubaresse straciliśmy orientację w terenie. Pomieszały nam się strzałki i zamiast zjechać na zachód na wspomnianą już rundę, skręciliśmy dalej do góry w prawo i ku swemu zaskoczeniu znacznie szybciej niż oczekiwaliśmy znaleźliśmy się na przełęczy Meyranda. Ta w naszym omyłkowym wydaniu czyli zrobiona za jednym 22,5-kilometrowym zamachem okazała się być jedynym na trasie całego rajdu „tysięcznikiem” czyli podjazdem o przewyższeniu ponad 1000 metrów. Stąd do mety drugiego etapu mieliśmy już tylko około dwudziestu kilometrów. Na deser został nam 3-kilometrowy, acz dość stromy podjazd pod Col du Pendu (1435 m. n.p.m.), będący dachem całego rajdu. Tym sposobem tylko Piotr (nasz bezdyskusyjny lider) oraz Darek (triathlonista z „iron-man’em” na koncie) zrobili pełen dystans ratując honor naszej ekipy. Obaj dotarli do naszej kolejnej bazy noclegowej Gite le Bouteirou nieopodal Lanarce późnym popołudniem. Byli mocno wyczerpani, lecz zarazem pełni wrażeń z ich zdaniem najtrudniejszego tak fizycznie jak i technicznie odcinka całej trasy.