banner daniela marszałka

Monte Cornizzolo

Autor: admin o poniedziałek 12. Lipiec 2021

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Pusiano (SP639)

Wysokość: 1108 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 847 metrów

Długość: 10,5 kilometra

Średnie nachylenie: 8,1 %

Maksymalne nachylenie: 18,5 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Główną atrakcją pierwszego poniedziałku naszych wakacji miała być wizyta w Bellagio. Miasteczku położonym na krańcu zwężającego się pasa ziemi, który wcina się pomiędzy dwie południowe odnogi Lago di Como. Jest ono najważniejszym kurortem pośród wielu turystycznych perełek leżących nad brzegami tego jeziora. Jako, że w owym tygodniu nocowaliśmy w Dorio najszybszym sposobem na dostanie się do Bellagio byłoby skorzystanie z przeprawy promowej. W tym celu musielibyśmy tylko podjechać skromne 12 kilometrów na przystań w skądinąd urokliwej Varennie. My jednak zdecydowaliśmy się na całodniową wycieczkę z wykorzystaniem naszego samochodu. Na drodze do Bellagio zaplanowałem nam dwa przystanki o tematyce kolarskiej. Pierwszy w Pusiano bym mógł zapoznać się z najtrudniejszym podjazdem na terenie Triangolo Lariano. Drugi w Megreglio by pokazać Iwonie kościółek i muzeum w Ghisallo. Rok wcześniej byłem w tych stronach z trzema kompanami swej sierpniowej podróży. Wtedy jednak zmierzyliśmy się z najbardziej znanymi wzniesieniami owego rejonu. Na pierwszy rzut poszło Monte San Primo z przejazdem przez Madonna del Ghisallo, zaś na drugi Colma d Sormano. Plus na deser w postaci słynnego Muro di Sormano, który dla mnie z kontuzjowanym kolanem okazał się ciężkostrawny. Tym razem za cel wziąłem sobie wspinaczkę pod Monte Cornizzolo. Podjazd, który w książkowym przewodniku („Passi e Valli in Bicicletta – Lombardia 1) otrzymał ocenę „5-„. Wjazd na tą górę zaczyna się w Pusiano nad jeziorem o tej samej nazwie. Miasteczku należącym do związku gminnego Triangolo Lariano i liczącym niespełna 1400 mieszkańców. Dojechaliśmy do niego szlakiem przez Lecco i korzystając głównie z drogi krajowej SS36. Zatrzymaliśmy się na parkingu znajdującym się na zachodnim krańcu tej miejscowości. Krótko po dziesiątej wskoczyłem na rower i chcąc dotrzeć do podnóża wspomnianego wzniesienia musiałem się cofnąć 600 metrów na wschód jadąc przybrzeżną via Giuseppe Mazzini.

Wiedziałem, że Monte Cornizzolo będzie „twardszym orzechem do zgryzienia” niż niedzielne Bodone, które wszak nie można było uznać za łatwy podjazd. Książka straszyła maksymalną stromizną powyżej 18% i ogólnie kilkoma bardzo trudnymi kilometrami w środkowej fazie tego wzniesienia. Gdyby miał samodzielnie wybierać zostawiłbym sobie tą wspinaczkę na sam koniec piewrszego tygodnia naszej podróży. Lepiej było zażyć wcześniej paru przyjemniejszych górek o bardziej regularnym nachyleniu. Niemniej podczas tej wyprawy rower nie był bynajmniej aktorem pierwszoplanowym. Najważniejsze były nasze wspólne spacery i zwiedzanie. Tymczasem pogodowe prognozy sugerowały, iż ten właśnie dzień będzie wyborną porą na wizytę w Bellagio. Liczyłem na to, że stosunkowo łagodne pierwsze 3 kilometry na drodze SP42 będą dobrą okazją do rozgrzewki przed tym co na tej górze będzie prawdziwym wyzwaniem. Ten początkowy odcinek wiódł w kierunku północno-zachodnim po dość szerokiej i uczęszczanej drodze, którą można dojechać do Canzo, miasteczka będącą nieformalną stolicą rejonu Triangolo Lariano. Średnia stromizna tego segmentu miała sięgać tylko 4%, lecz mi zdawała się być wyższa. Dlatego po podjechaniu około dwóch kilometrów zatrzymałem się na drugim wirażu by na telefonie upewnić się, iż na pewno korzystam z właściwej drogi. Gdy rozwiałem swoje wątpliwości ruszyłem dalej i po delikatnym zjeździe pod koniec trzeciego kilometra dotarłem do ronda w miejscowości Carella, leżącej na południowym krańcu Lago del Segrino. Tu musiałem odbić w lewo i przejechać jeszcze 350 metrów w przyjaznym terenie. Następnie gwałtowny skręt w prawo oznaczał wjazd na via Cornizzolo i początek prawdziwego testu swych aktualnych możliwości. Gdy robiłem prywatny wywiad na tej góry moją uwagę zwrócił przede wszystkim najbardziej stromy sektor powyżej Alpe Carella, w tym siódmy kilometr o średniej stromiźnie aż 13,6%. Zlekceważyłem zaś fakt, iż już nawet trzy kilometry prowadzące do tego gospodarstwa będą miały średnio 8,7%.

Pierwsze ścianki z nachyleniem o dwucyfrowych wartościach napotkałem jeszcze w granicach Carelli. Na piątym kilometrze, zakończonym przejazdem przez osadę Campora też ich nie brakowało. Jednak najbardziej zabolał mnie odcinek tuż przed Alpe Carella (5,7 km), gdzie jeśli wierzyć wskazaniom mojego licznika stromizna przekraczała już 14%. Oddech już miałem nierówny, a najgorsze miało dopiero nadejść. Poniekąd sam sobie byłem winien. Nie dość dobrze przygotowałem się wiosną na takie wyzwania. Wszak po pierwszy pojechałem w Alpy ważąc nieco ponad 80 kilogramów. Przez chwilę moje widoki na pokonanie Monte Cornizzolo wyglądały marnie. Skoro zagotowałem się już do półmetka góry, co będzie na kolejnym segmencie gdzie na odcinku 2,5 kilometra stromizna wahać się będzie na średnim poziomie 12-15%. Uratował mnie szlaban na wyjeździe z Alpe Carella. Uniemożliwia on dalszą jazdę samochodem, zaś cyklistów zmusza do zejścia z rowerów celem obejścia owej przeszkody. Górna część szosy prowadząca w pobliże Monte Cornizzolo jest bowiem drogą prywatną (techniczną) należącą do firmy telekomunikacyjnej i nazywa się „via per Monte Rai”. Ruch zmotoryzowany jest na niej dopuszczony tylko w środy oraz niedziele i to w ograniczonym zakresie. Przede wszystkim kursują tu wtedy busiki wywożące na górę fanów lotniarstwa i paralotniarstwa. Przeprawę przez szlaban nieco przeciągnąłem by złapać głębszy oddech przed najtrudniejszym fragmentem wspinaczki, po czym ostrożnie zabrałem się do forsowania tego sektora. Początkowo prowadził on krętym szlakiem przez las z ośmioma wirażami na przestrzeni dwóch kilometrów. Potem droga odbiła zdecydowanie na wschód. Pod koniec dziewiątego kilometra nachylenie wyraźnie zelżało i to na przeszło kilometrów, za to po prawej ręce otwierał się przede mną piękny widok wzgórza rejonu Brianza, jeziorka Annone i Pusiano oraz północne kresy Niziny Padańskiej.

Do ostatniego wysiłku zmusił mnie jeszcze 250-metrowy odcinek na samym początku jedenastego kilometra. Pokonawszy tą ścianką osiągnąłem najwyższy punkt szosy, który według niektórych źródeł znajduje się 1128 metrów n.p.m. Zarazem przejechałem w tym momencie najbliżej szczytu Monte Cornizzolo, który wznosi się na wysokość 1240 metrów n.p.m. Następnie zjechałem 300 metrów w kierunku Sella di Culmen. Minąłem tu najpierw Rifugio Marisa Consiglieri (1100 m. n.p.m.), zaś nieco później wybudowany po lewej stronie drogi kościółek Chiesetta degli Alpini. Zatrzymałem się zaś nieco dalej, bo przed szlabanem u kresu szosy. Po drugiej stronie tej przeszkody via per Monte Rai (1260 m. n.p.m.) była już wyłącznie szutrowym duktem, który wbrew swej nazwie kończy się w pobliżu Monte Presanto. Szczytu nieco niższego niż góra, której droga zawdzięcza swą nazwę. Cała wizyta na Monte Cornizzolo zgodnie z planem zabrał mi mniej niż dwie godziny, z czego blisko 40 minut potrzebowałem na pokonanie niespełna 7-kilometrowego odcinka za miejscowością Carella. Kilka minut po dwunastej mogliśmy już wspólnie kontynuować naszą wycieczkę do Bellagio. Oczywiście czekał nas jeszcze ważny przystanek w Magreglio. Gdzie mój „najwierniejszy kibic” i mimo woli fanka kolarstwa mogła zobaczyć cuda z Ghisallo. Potem zjechaliśmy już prosto do słynnego kurortu, gdzie zrazu dłuższą chwilę szukaliśmy wolnego miejsca parkingowego. Zanim udaliśmy się na pełne turystów uliczki miasteczka zaliczyliśmy bardzo przyjemny spacer po Ogrodzie Botanicznym stworzonym wokół rezydencji Villa Melzi d’Eril. Chętnym polecam wizytę w tym miejscu. Można się tam schronić przed letnim zgiełkiem i słońcem. Spędzając nieco czasu w cieniu drzew i chłodząc się bryzą znad jeziora, a przy tym pooglądać na świeżym powietrzu dzieła sztuki z dziedzin rzeźby i architektury.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/5616648363

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/5616648363

ZDJĘCIA

Monte Cornizzolo_01

FILM