banner daniela marszałka

Frumezan

Autor: admin o poniedziałek 12. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1836 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1386 metrów

Długość: 18 kilometrów

Średnie nachylenie: 7,7 %

Maksymalne nachylenie: 11,3 %

PROFIL

SCENA

Początek w Saint-Etienne-de-Cuines (Sabaudia). To niewielka miejscowość licząca niespełna 1200 mieszkańców, położona w dolnej części Vallee de la Maurienne, na wschodnim skraju masywu górskiego Chaine de Belledonne. Miasteczko to skupia się wokół drogi regionalnej D927, zaś jego centrum znajduje się o kilometr na południe od autostrady A43 zwanej Autoroute de la Maurienne. Od sąsiedniej wioski Saint-Marie-de-Cuines odgradza jej potok Le Glandon, który nieco niżej wpływa do rzeki L’Arc płynącej przez całą długość doliny Maurienne. Względem najbliższych miast miejscowość ta znajduje się 54 kilometry na południe od Albertville i zarazem 12 kilometrów na północ od Saint-Jean-de-Maurienne. Podjazd pod Frumezan wykazuje dużo cech wspólnych ze zdobytym przez nas dzień wcześniej wzniesieniem Lachat. Dolna część tej wspinaczki czyli cały odcinek po wspomnianej już szosie D927 również biegnie po drodze dobrze znanej rzeszom kolarskich kibiców. Jest to po prostu pierwsza połowa północnego podjazdu na słynną Col du Glandon (1924 m. n.p.m.). Przełęcz ta 14-krotnie wystąpiła w Tour de France w roli górskiej premii. Po raz pierwszy w 1947 roku, gdy wygrał na niej nasz rodak Edward Klabiński, a po raz ostatni w sezonie 2015 gdy pierwszy wjechał tu Francuz Romain Bardet. Niemniej w obu tych przypadkach podjeżdżano od południa czyli z doliny Romanche. Tym niemniej sześć premiowanych podjazdów na Glandon wiodło też naszym północnym szlakiem. Działo się to zawsze na etapach zmierzających do stacji narciarskiej L’Alpe d’Huez. Trzy razy pierwszy na tej premii był wówczas Belg Lucien Van Impe (1977, 1981 i 1983), a poza nim jeszcze Holender Steven Rooks (1988) oraz Francuzi: Thierry Claveyrolat (1990) i Laurent Roux (2001). Ten ostatni etap został zapamiętany przede wszystkim z racji kryzysu udawanego przez Lance’a Armstronga. Dodać przy tym trzeba, że północny Glandon niekiedy bywa przejeżdżany w ramach wspinaczki na nieco wyższą Col de la Croix-de-Fer (2064 m. n.p.m.) i wtedy w annałach „Wielkiej Pętli” pozostaje anonimowy.

Według strony „cyclingcols” podjazd pod Frumezan zaczyna się na wysokości 483 metrów n.p.m. czyli w centrum Saint-Etienne-de-Cuines. Tym niemniej można go zacząć również z jedynego ronda między wspomnianą autostradą i rzeką czyli z poziomu około 450 metrów. Wówczas na rozgrzewkę dodamy sobie łagodny kilometr o nachyleniu niespełna 3%. Kolejny kilometr prowadzi po długiej prostej do południowych krańców owego miasteczka. Dopiero pod koniec trzeciego kilometra wjeżdżamy w bardziej zalesiony teren. Na czwartym i piątym mijamy zjazdy do osad: Le Mollard, La Rochette i Les Pied des Voutes. Na kilometrze szóstym spotyka się dwa pierwsze wiraże, zaś po przejechaniu 6,9 kilometra na prawo od naszego szlaku odchodzi boczna D927e do wioski Saint-Alban-des-Villards. Kolejny skok w bok zawieźć nas może do Plan Champ (8,7 km). Natomiast tuż przed zjazdem z drogi D927 mijamy jeszcze Le Martinan (9,9 km). Drogę na Glandon trzeba opuścić na wysokości 1115 metrów n.p.m., tuż przed wjazdem do wioski Saint-Colomban-des-Villards. W tym momencie mamy już w nogach 10,4 kilometra o średnim nachyleniu 6,4% i maksymalnej stromiźnie 9,9%. Teraz należy odbić w prawo czyli w kierunku zachodnim. Na górską ścieżkę, która na co dzień służy przede wszystkim leśnikom i pasterzom. Do końca wspinaczki pozostaje niespełna osiem kilometrów, lecz zarazem przeszło połowa przewyższenia. Podobnie jak na Lachat górna część podjazdu do Frumezan jest znacznie bardziej stroma niż segment dolny, a przy tym wiedzie po drodze wąskiej i krętej. Prowadzi głównie przez las i trzeba na niej pokonać 14 serpentyn. Ten fragment wzniesienia ma długość 7,7 kilometra przy średniej 9,4% i max. 11,3 %. Z pozoru wydaje się więc ciut łatwiejsza niż dojazd do Lachat. Tym niemniej dodatkowe wyzwanie stwarza na niej bardzo kiepski stan nawierzchni drogowej. Sam podjazd kończy się zaś na mini-parkingu u kresu szosy. Jedyny postawiony w tym miejscu budynek pełni zapewne rolę składzika na narzędzia gospodarcze.

AKCJA

Nowy tydzień, nowe wyzwania w nowej dolinie. Od poniedziałku zaczęliśmy zwiedzanie kolarskich podjazdów na obszarze Vallee de la Maurienne. Na pierwszy dzień w tym terenie wybrałem wzniesienia najbliższe naszej bazy noclegowej. Niemniej i tak czekał nas transfer dłuższy każdego z wcześniejszych. Dojazd z Les Emptes do Saint-Etienne-de-Cuines liczy sobie bowiem 80 kilometrów. Na szczęście prowadził on szybkimi drogami N90, A430 i A43, więc zajął nam mniej niż godzinę. Po dotarciu na miejsce zatrzymaliśmy się w cieniu drzew na prawym brzegu potoku Le Glandon. Znów musieliśmy się chować przed słońcem. Mój licznik na starcie zanotował 33 stopni. Potem zaś na pierwszych sześciu kilometrach podjazdu temperatura wzrosła nawet do 37! Około 12:10 wsiedliśmy na rowery aby szosą D94 dojechać do miasteczka św. Stefana. Tym niemniej w centrum Saint-Etienne odbiliśmy w prawo czyli w kierunku rzeki L’Arc, po to by zacząć nasze wspinaczki z możliwie najniższego punktu. Podobnie jak na niedzielnym etapie plany w naszej grupie były rozpisane na dwa kierunki. Piotr z Tomkiem chcieli zdobyć Col de la Croix-der-Fer, rzecz jasna szlakiem przez Col du Glandon. To było nie lada zadanie. Według „cyclingcols” mieli do pokonania 22,7 kilometra o średniej 7% z przewyższeniem brutto 1605 metrów. Faktycznie nawet nieco więcej, bowiem naszą jazdę zaczęliśmy niżej. Natomiast ja z Darkiem i Romkiem miałem zjechać z drogi D927 po około 10 kilometrach. Chcieliśmy sprawdzić swe siły na Le Fremezan czyli kolejnej bocznej ścieżce prowadzącej w nieznane większości cyklistów górskie pustkowie. Wszyscy trzej dotarliśmy już bowiem na przełęcz Żelaznego Krzyża (od tejże strony północnej-zachodniej) już cztery lata wcześniej. Dokonaliśmy tego na trzecim odcinku naszej Route des Grandes Alpes czyli na etapie z La Lechere do Saint-Michel-de-Maurienne.

Wysoka temperatura jak i mocne niedzielne występy najwyraźniej podziałały na Darka bardzo motywująco. Ruszył mocno od samego startu, który to wyznaczyliśmy sobie przy rondzie około kilometr przed Saint-Etienne-de-Cuines. Jak sądzę to mocne uderzenie „tuż po gongu” było wymierzone przede wszystkim w Romka. Moi koledzy mają bowiem swoje sportowe porachunki od czasu wyprawy do Południowego Tyrolu z roku 2015, kiedy to toczyli zacięte boje m.in. na Passo delle Palade czy Passo delle Erbe. Ponieważ przed startem pozwoliłem sobie na okolicznościowe zdjęcia musiałem od samego początku gonić Darka by odrobić 30 sekund zanim zacznie się poważniejsza faza wspinaczki. Doszedłem go dopiero na drugim kilometrze. Romanowi ta sztuka się nie udała i niebawem zwolnił na tyle, że pod koniec trzeciego kilometra na chwilę dojechał do niego Tomek. Potem z kolei Tommy został by wspomóc Pedra, zaś Romano jechał swoim tempem. Niemniej po siedmiu kilometrach znudziła mu się jazda na solo i niczym legendarny Rene Vietto w TdF 1934 zawrócił aby na trasie odnaleźć swych kolegów. W tym momencie Romek zmienił też chyba swe poniedziałkowe plany, bowiem ostatecznie zdecydował się raz jeszcze zobaczyć Col de la Croix de Fer. Tymczasem na przedzie ja musiałem najpierw wyrównać oddech po pogoni za Darkiem, a potem zastanowić czy stać mnie na jazdę z kolegą w upale, który zazwyczaj bywa jego sprzymierzeńcem. Szczęśliwie była do pierwsza góra dnia, więc miałem spory zasób energii. Kręciło mi się dobrze i dość niespodziewanie pod koniec szóstego kilometra to ja „urwałem” Darka. Na płaskowyż przed Saint-Colomban-de-Villards (9,8 km) wjechałem z przewagą około dwóch i pół minuty. Według stravy odcinek 8,6 kilometra od centrum Saint-Etienne do tego miejsca pokonałem w 36:19 (avs. 14,3 km/h z VAM 1017 m/h). Na tym segmencie daje to obecnie 1235 miejsce pośród 14037 osób!, co poświadcza jak bardzo popularny pośród kolarskiej braci jest podjazd. Liderem z czasem 23:43 jest tu Laurens Ten Dam, zaś wynik Holendra pochodzi z jedenastego etapu TdF 2012 kiedy to ową premię górską wyznaczono na Croix-der-Fer.

W tym miejscu zaczęły się jednak moje problemy z orientacją w terenie. Mając przejechane 10 kilometrów i widząc przed sobą tablice z napisami „Saint-Colomban-de-Villards” oraz „stacja zimowa na wysokości 1100 metrów n.p.m.” zacząłem się rozglądać za boczną dróżką w prawo, po której moglibyśmy dokończyć nasz podjazd ku Le Fremezan. Najpierw odbiłem w prawo na wysokości miejscowego baru, lecz ten trop okazał się mylny. Była to jedynie uliczka prowadząca do wioski Le Martinan. Szybko wróciłem do drogi głównej i postanowiłem zaczekać w tym miejscu na kolegów. Wkrótce nadjechał Darek, a że po Romku nie było śladu zaczęliśmy szukać dalszej drogi we dwóch. Pojechaliśmy przed siebie czyli w stronę Col du Glandon, pokonując w ten sposób około półtora kilometra. Tu zatrzymaliśmy się na kilka minut i gdy podjęliśmy decyzję by zawrócić spotkaliśmy jadących z naprzeciwka Piotra, Romka i Tomka. Oni twardo zmierzali na Col de la Croix de Fer, zaś my dwaj postanowiliśmy wypróbować boczną drogę ku wiosce Les Roches. Początkowo ten podjazd wyglądał obiecująco. Droga wiodła do góry i to nawet dość ostro czyli z maxem na poziomie 10%. Niestety jednak biegła równolegle do szosy D927, podczas gdy wspinaczka ku Le Fremezan miała zakosami uciekać od niej w kierunku zachodnim. Z przecinki między drzewami ujrzeliśmy nawet swych trzech kolegów zgodnie zmierzających w kierunku Glandon. W końcu po przejechaniu 1200 metrów, tuż przed osadą Valmaure, droga zaczęła prowadzić w dół, więc prysły nasze złudzenia iż jesteśmy na właściwym szlaku. Od napotkanej przy drodze kobiety usłyszeliśmy, że „naszej zguby” powinniśmy szukać w centrum Saint-Colomban w okolicy kościoła. Cóż było robić? Zawróciliśmy we wskazanym kierunku. Uliczka przed kościołem okazała się krótka i ślepa. Druga, tuż za nim, zdawała się docierać tylko na przykościelny parking. Poza tym na tablicy informacyjnej nie było ani słowa o Le Fremezan.

Na bezowocnych poszukiwaniach straciliśmy już pół godziny, a kończyły się nam opcje wyboru. Trzeba było sprawdzić także ten ślad. Podjechaliśmy do parkingu, a za nim pojawiła się węższa dróżka, nieco przyprószona żwirem i prowadząca prosto do lasu. Po około trzystu metrach znów nabrałem wątpliwości, bowiem jakość nawierzchni szybko się psuła. Dodatkowo w poprzek drogi ustawiono prowizoryczny płot, który okazał się być przeszkodą dla wypasanych tu owiec. Dario nie zastanawiał się długo i rozmontował tą barierę. Po chwili ruszyliśmy w dalszą drogę, choć ta przez kolejny kilometr była bardziej gruntowo-szutrowa niż asfaltowa. Bałem się, że wyżej będzie jeszcze gorzej. Niemniej kto widział Presa de la Llauset czy Kronplatz (kilka lat po Giro d’Italia) ten może wiele ścierpieć. Z czasem na tym wąziutkim szlaku pojawiło się więcej asfaltu, acz bardzo marnej jakości. Sporo było w nim dziur, pęknięć czy wybrzuszeń. Poza tym był bardzo chropowaty i przybrudzony naleciałościami z lasu. Niemniej utwardzona droga dawała nadzieję na to, iż dojedziemy do kolejnego wyznaczonego sobie szczytu. Na tej nawierzchni ciężko było złapać swój rytm jazdy. Każdy z nas radził sobie jak mógł. Dario chyba szybko zniechęcił się do szybszej jazdy w tych ciężkich warunkach. Rozstaliśmy się kilkaset metrów za „owczą zaporą”. Czułem się dobrze, więc starałem się jechać na tyle mocno na ile było to możliwe. Ta droga ma sporo wiraży, co stanowi pewne urozmaicenie. Przez blisko sześć kilometrów schowana jest w gęstym lesie, co przy panującym upale było wybawieniem. Dopiero na 1300 metrów przed finałem wyjechałem na otwarty teren z widokiem na górskie szczyty masywu Belledonne. Tu jednak było już nieco chłodniej. Na mecie miałem „tylko” 27 stopni. Do mety dotarłem po przejechaniu 23,4 kilometra czyli błądząc po drodze D927 dodaliśmy sobie do przebiegu niemal 5,5 kilometra. Według stravy finałowe 7,6 kilometra przejechałem w 48:02 (avs. 9,5 km/h z VAM 894 m/h). To i tak drugi wynik pośród ledwie sześciu „straceńców” odnotowanych na tym segmencie. Darek wykręcił tu czas 1h 00:34. Tymczasem anonsowany Le Fremezan, ostatecznie okazał się o 4 metry niższym Frumezan’em.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1033552569

http://veloviewer.com/activities/1033552569

ZDJĘCIA

20170612_060

FILMY

20170612_143338