banner daniela marszałka

La Toussuire

Autor: admin o wtorek 13. Czerwiec 2017

DANE TECHNICZNE

Wysokość: 1705 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1140 metrów

Długość: 19,1 kilometra

Średnie nachylenie: 6 %

Maksymalne nachylenie: 9 %

PROFIL

SCENA

Początek w Saint-Jean-de-Maurienne (Sabaudia). To największa miejscowość w całej Vallee de la Maurienne, acz licząca sobie niespełna 7900 mieszkańców. Jej patronem jest św. Jan Chrzciciel. Miasteczko to leży 62 kilometry na południe od Albertville, na lewym brzegu rzeki L’Arc, tam gdzie wpada do niej potok L’Arvan. Urodzili się w nim dwaj znani alpejczycy. Jean-Pierre Vidal – mistrz olimpijski w slalomie z Salt Lake City (2002) oraz Jean-Baptiste Grange – dwukrotny mistrz świata w slalomie z lat 2011 i 2015. Kolarskie wyścigi często odwiedzają Saint-Jean-de-Maurienne, acz na ogół są to jedynie wizyty przelotne. Dopiero ostatnimi czasy pojawiły się odstępstwa od tej reguły. W latach 2010 i 2015 zakończyły się tu bowiem górskie etapy Tour de France. Oba okazały się szczęśliwe dla Francuzów. Przy pierwszej okazji Sandy Casar ograł na finiszu z 7-osobowej grupki m.in. Hiszpana Luisa Leona Sancheza oraz Włocha Damiano Cunego. Natomiast pięć lat później po solowym rajdzie triumfował tu Romain Bardet, finiszując z przewagą 33 sekund na swym rodakiem Pierre’m Rolland. W międzyczasie na przeszło 5-kilometrowej trasie wokół miasta zorganizowano prolog Criterium du Dauphine z roku 2011. Ten wstęp do 63. edycji prestiżowego „Delfinatu” wygrał Holender Lars Boom. La Toussuire to ośrodek sportów zimowych położony na terenie gminy Fontcouverte-La Toussuire, będący jedną z sześciu części narciarskiej domeny Les Sybelles. To jedna z najstarszych stacji narciarskich we Francji, bowiem pierwsze zawody rozegrano w niej rozegrano już w styczniu 1923 roku. Obecnie są tu 33 trasy zjazdowe o łącznej długości 55 kilometrów oraz 25 kilometrów tras biegowych.

Drogi z Saint-Jean-de-Maurienne do La Toussuire zasadniczo są dwie. Niemniej cała prawda jest bardziej skomplikowana. Sam podjazd zaczyna się na styku drogi miejskiej D906 i górskiej D110. Pierwsze czterysta metrów prowadzi po Avenue des Clapeys. Niemniej już na drugim rondzie należy odbić w prawo na drogę D926. Ta jednak prowadzi na Col du Croix de Fer. Dlatego chcąc dotrzeć do La Toussuire już wkrótce należy raz jeszcze zboczyć w prawo. Od naszego wyboru zależy jak szybko to uczynimy. Po raz pierwszy możemy to zrobić już po przejechaniu 850 metrów. Wówczas wybieramy drogę D78d biegnącą przez wioskę Jarrier. Drugi stosowny moment przychodzi na wysokości kamieniołomów czyli po trzech kilometrach od startu. Gdy tu skręcimy w prawo wjedziemy na szosę D78c prowadzącą przez miejscowość Saint-Pancrace. W końcu ostatnią okazją do wybrania La Toussuire jest jazda na wprost na wysokości Pierre-Pin Dessous czyli po przebyciu czterech kilometrów. Gdy tak zrobimy wjedziemy na drogę D78, która ku naszej stacji zmierza przez miejscowość Fontcouverte. Wspomniana szosa D926 w tym miejscu odbija lekko w lewo, trzymając się blisko spływającego do miasta górskiego potoku. Niemniej to koniec drogowych kombinacji. Otóż drogi nr D78d i D78c łączą się z sobą na wysokości 1165 metrów n.p.m., nieco poniżej stacji Les Bottieres. Z kolei droga D78 na wysokości 1280 metrów n.p.m. daje nam dwie alternatywy. Możemy trzymać się jej do końca czyli skręcić w prawo na Les Anselmes. Niemniej wówczas szybko połączymy się z drogą D78d czyli zachodnim podjazdem przez Jarrier bądź Saint-Pancrace. Można też do końca trzymać się najbardziej wschodniej ścieżki, ale wtedy trzeba odbić w lewo na szosę D78a, która doprowadzi nas do mety poprzez wioskę Villarembert i stację Le Corbier. Przy tylu opcjach „podróży” nie dziwi, że portal „cyclingcols” podaje zainteresowanym aż cztery różne wersje podjazdu do La Toussuire, o długości od 16,2 do 18,7 kilometra.

W ostatnich dwunastu sezonach La Toussuire stała się bardzo popularną metą w programach rozmaitych wyścigów etapowych. Przyjechały tu już bodaj wszystkie francuskie etapówki, których trasy zahaczają o Alpy. Począwszy od imprezy największej z wielkich (Tour de France), poprzez renomowaną tygodniówkę (Criterium du Dauphine), kultowy wyścig młodzieżowy (Tour de l’Avenir) czy też regionalny (Tour de Savoie). Na wzniesieniu tym ścigali się też dwukrotnie cyklo-amatorzy biorący udział w L’Etape du Tour 2012 i 2015. O wszystkich tych wizytach wspomina stylizowana na „kamień milowy” biało-żółta tablica ustawiona w rejonie tutejszego finiszu. Chcąc wymienić wszystkich zwycięzców w tej stacji wypada zacząć od bohaterów „Wielkiej Pętli”. W 2006 roku zakończył się tu etap 16-ty wygrany przez Duńczyka Michaela Rasmussena, który o blisko dwie minuty wyprzedził Hiszpanów Carlosa Sastre i Oscara Pereiro. Ponad 10 minut do zwycięzcy stracił lider Floyd Landis. Amerykanin spadł na jedenaste miejsce, ale dzień później „wrócił do gry” po niesamowitej szarży na etapie do Morzine. Ten rajd był już jednak napędzany przesadną dawką testosteronu, co zaskutkowało dyskwalifikacją triumfatora z Champs-Elysees. W 2012 roku na etapie 11-tym triumfował Francuz Pierre Rolland z przewagą 55 sekund nad Thibout Pinot i Chrisem Froome’m. Na finałowym wzniesieniu Włoch Vincenzo Nibali bezskutecznie próbował urwać liderów Team Sky. Froome był tego dnia mocniejszy od Bradley’a Wigginsa, ale szefostwo ekipy przywołało go do porządku. Z kolei na odcinku 19-tym z roku 2015 zwyciężył Nibali, który tym razem miał nieco więcej swobody po stratach poniesionych w Pirenejach. Sycylijczyk dojechał do mety z przewagą 44 sekund nad Kolumbijczykiem Nairo Quintaną i 1:14 nad Froome’m. Należy przy tym dodać, iż w każdym z tych trzech przypadków do La Toussuire jechano wschodnim szlakiem przez Fontcouverte i Le Corbier. Natomiast finałowy podjazd był zawsze poprzedzany północno-zachodnią wspinaczką na Col du Croix de Fer (via Glandon) oraz krótkim wjazdem od południa na Col du Mollard.

Podobnie jak wielki Tour także Criterium du Dauphine trzykrotnie przetestowało już La Toussuire. Po raz pierwszy w 2006 roku czyli niejako w ramach próby generalnej przed debiutem tego wzniesienia na trasie „La Grande Boucle”. Przy tej okazji najszybciej na górę wjechał Bask Iban Mayo. Dwa lata później ze zwycięstwa cieszył się tu Duńczyk Chris Anker Sorensen, zaś czwarty finiszował nasz Sylwester Szmyd. Natomiast w 2011 roku w swoim stylu czyli po mocnym ataku w końcówce wspinaczki triumfował tu Katalończyk Joaquin Rodriguez. Z kolei młodzieżowy „Tour Przyszłości”, choć w latach 2014-2016 bywał na tej górze corocznie to skutecznie unikał szlaku przez Fontcouverte. W sezonie 2014 do La Toussuire dojechano zachodnią drogą przez Jarrier, zaś etap wygrał Belg Louis Vervaeke. Rok później finiszowano w Les Bottieres na wysokości ledwie 1250 metrów n.p.m. i podjeżdżano szlakiem przez Saint-Pancrace. Na tym 9,5-kilometrowym podjeździe zwyciężył Rosjanin Matwiej Mamykin. Natomiast w 2016 roku nasza stacja po raz pierwszy wystąpiła w roli przelotowej premii górskiej usytuowanej m/w w połowie górskiego etapu. Podjechano wtedy do niej przez Jarrier, zaś zjechano przez Fontcouverte. Metę ostatniego etapu ubiegłorocznego Tour de l’Avenir wyznaczono zaś na przełęczy Żelaznego Krzyża, gdzie triumfował Amerykanin Neilson Powless. Jednak najczęściej wpadała w te strony regionalna etapówka Tour de Savoie-Mont Blanc. Etapowe finisze tego wyścigu organizowano tu już czterokrotnie, w latach 2008-2010 i 2013. Przy trzech pierwszych okazjach była to zarazem meta całej sabaudzkiej imprezy. Za każdym razem jako pierwsi linię mety w La Toussuire przekraczali Francuzi jeżdżący obecnie w peletonie zawodowym. Byli to kolejno: Guillaume Bonnafond, wspomniany już Pinot, Nicolas Edet i Clement Chevrier.

AKCJA

We wtorek po raz pierwszy do podnóża wybranych wzniesień musieliśmy jechać przeszło godzinę. Podobnie jak na dojeździe do Saint-Etienne-de-Cuines skorzystaliśmy z szybkich dróg N90 i A43. Niemniej tym razem nasz przedpołudniowy transfer liczył sobie już 87 kilometrów. Po dojechaniu do Saint-Jean-de-Maurienne zdecydowaliśmy się zaparkować powyżej centrum, już na trasie podjazdu do La Toussuire. Dogodne miejsce na postój znaleźliśmy przy drodze D926 na Avenue Samuel Pasquier, w połowie pierwszego kilometra czekającej nas wspinaczki. Do wspomnianej stacji narciarskiej mieliśmy podjechać we czterech. Potem zaś w tym samym składzie chcieliśmy przeskoczyć na prawy brzeg L’Arc by zaliczyć podjazd pod Col du Chaussy, prowadzący przez słynne od niedawna Lacets de Montvernier. Jedynie Piotr po dwóch długich i upalnych wspinaczkach na Madeleine i Croix de Fer uznał, iż potrzebuje nieco spokojniejszego programu zajęć. Dlatego zdecydował się poprzestać na jednym, bardziej widowiskowym wzniesieniu, acz poprzedzonym płaskim dojazdem do Pontamafrey. Afrykańskie upały nadal nie opuszczały Sabaudii. Tym razem na starcie mieliśmy 33 stopni Celsjusza. Ta pogoda miała chyba wpływ na poziom naszej koncentracji. Wyprawa do miasta św. Jana okazała się w pewnym sensie komedią pomyłek, z której jednak nikomu nie było do śmiechu. Najpierw po przyjeździe na miejsce okazało się, że Dario nie zabrał w sobą ciuchów kolarskich. W desperacji czym prędzej ruszył do miasta mając nadzieję, że w dzień powszedni znajdzie jakiś sklep sportowy i kupi w nim choć spodenki i koszulkę. Ja, Roman i Tomek w tym momencie byliśmy już niemal gotowi do jazdy, ale postanowiliśmy zaczekać aż nasz kolega zrobi zakupy. Czekamy 15, 20, 25 minut, a po Darku ani śladu. Dzwonimy, ale brak odzewu. W końcu zdecydowaliśmy się nie czekać dłużej uznając, iż najwyższy czas ruszać na La Toussuire.

Na początku zjechaliśmy jeszcze w kierunku centrum miasteczka. Zarówno po to by zacząć podjazd najniższego miejsca, jak również mając nadzieję, że po drodze spotkamy naszego kolegę. Sami jednak nie byliśmy na tyle przytomni by przewidzieć, iż Dario nie zabrał z sobą tak telefonu jak i kluczyków od samochodu. Nie sprawdziliśmy czy zostały one we Fiacie Scudo. Koniec końców o godzinie 12:24 ruszyliśmy pod górę we trzech i współwinni całego zamieszania usadziliśmy Darka w Saint-Jean-de-Maurienne na co najmniej dwie godziny. Pierwsze kilkaset metrów jechaliśmy po drodze D110, która zasadniczo prowadzi na Col du Mollard. Dlatego też już na drugim rondzie z dużą rzeźbą noża miejscowej firmy Opinel musieliśmy skręcić w prawo. Wkrótce minęliśmy nasze „wozy techniczne” i jechaliśmy dalej w kierunku południowo-zachodnim. Ze wszystkich dostępnych opcji tego wzniesienia zaproponowałem moim kompanom wspinaczkę po szlaku testowanym na Tour de France. Tym samym przez pierwsze cztery kilometry musieliśmy się trzymać drogi D926. Upał znów był niemiłosierny. Na początku czwartego kilometra temperatura sięgnęła już 37 stopni! W tych warunkach nikt nie miał ochoty na jazdę na pełnych obrotach. Wespół z Romkiem zdecydowałem się na wspinaczkę w tempie wygodnym dla Tomka. W sumie jak dotąd nie było ku temu okazji. W pierwszych dniach naszej wyprawy „Bury” jeździł spokojnie z uwagi na bolące kolano. Potem zaś gdy byliśmy już w komplecie, ja zazwyczaj „pojedynkowałem się” z Romkiem, zaś Tommy na podjazdach towarzyszył Piotrowi, względnie Darkowi. Jadąc zgodnie i w porozumieniu minęliśmy kamieniołomy przy bocznej drodze na Saint-Pancrace i kilometr dalej, na wysokości 820 metrów n.p.m. zjechaliśmy z szosy nr 926. Te cztery początkowe kilometry były mi znane, bowiem w lipcu 2009 roku od tej właśnie strony wjechałem wraz z Darkiem na Col du Croix de Fer.

Dopiero od piątego kilometra czekała mnie wyprawa w nieznane. Wkrótce przejechaliśmy przez Pierre-Pin Dessous (4,2 km). Kolejną miejscowością na naszym szlaku była przyozdobiona na powitanie TdF wioska La Bise (5,3 km). Za nią co kilkaset metrów zmienialiśmy kierunek jazdy, po czym mając już w nogach 7,6 kilometra dotarliśmy do La Suel. Po przejechaniu 8,8 kilometra od startu byliśmy już w Fontcouverte. Tu znajduje się merostwo gminy Fontcouverte-La Toussuire i zapewne dlatego „Wielka Pętla” zawsze trzyma się wschodniego szlaku do stacji. Stromizna na drodze D78 jest nieco niższa niż na trudnym odcinku prowadzącym po D926. W połowie jedenastego kilometra trzeba było odbić w lewo na szosę D78a. Na dwunastym kilometrze trafiły się nam dwa odcinki zjazdowe. Ten drugi tuż za wioską Villarembert (11,9 km). Niemniej już wkrótce stromizna z owego dołka wskoczyła na poziom 7-9%. Romek jechał z pewną rezerwą, więc raz czy dwa znalazł w sobie siły na „skok” w stylu prawdziwego profesjonała. Były to jednak zagrania pod publiczkę i po chwili znów jechaliśmy razem. Po przebyciu 14 kilometrów wjechaliśmy na teren stacji Le Corbier obchodzącej w tym roku swe 50-lecie i rozciągniętej na przestrzeni kolejnych dwóch kilometrów. Po krótkim zjeździe na początku siedemnastego kilometra, za potokiem Ruisseau de Garney skręciliśmy na północ. W końcu po przejechaniu 17,9 kilometra nasz szlak połączył się z porzuconą wcześniej drogą D78. Wjechaliśmy na prowadzącą do finiszu ulicę Rue de Marche. Nachylenie tylko na samym początku wynosiło 7-8%, wkrótce znacząco spadło. Dlatego też pozwoliliśmy sobie na sprint w kierunku mety. Na owym wypłaszczeniu rozpędziłem się nawet do 33 km/h. Minęliśmy wymalowaną na szosie finiszową „kreskę” i zatrzymaliśmy się dopiero 500 metrów dalej. To znaczy za rondem przy Rue de Chasseurs Alpins. Przejechaliśmy 19,1 kilometra w czasie 1h 21:53. Na stravie znalazłem zaś segment o długości 17,8 kilometra, który pokonaliśmy w 1h 18:28 (avs. 13,6 km/h z VAM 839 m/h). Dwie i pół godziny później Dario – przymusowo w stroju „cywilnym” – wykręcił na tym odcinku czas 1h 23:52 (avs. 12,7 km/h).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

www.strava.com/activities/1035060419

http://veloviewer.com/activities/1035060419

ZDJĘCIA

20170613_002

FILMY

20170613_162129