banner daniela marszałka

Valsavarenche / Le Pont

Autor: admin o środa 21. Sierpień 2019

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Villeneuve / Champagne (SR23)

Wysokość: 1967 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1276 metrów

Długość: 25,8 kilometra

Średnie nachylenie: 4,9 %

Maksymalne nachylenie: 10,8 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Mój oryginalny plan na Valle d’Aosta anno domini 2019 przewidywał swego rodzaju górski prolog już we wtorkowe popołudnie. Dosłownie dwie-trzy godziny po zameldowaniu się w Grand Pollein. Z Casa del Boschetto miałem wyjechać na rowerze by zaliczyć zaczynający się niespełna cztery kilometry od domu podjazd do wioski Blavy (1468 metrów n.p.m.). Wedle książkowych danych w ramach tej „rozgrzewki” miałbym do pokonania w pionie 884 metry na dystansie 12,5 kilometra. Całkiem poważne wzniesienie o średnim nachyleniu 7,1% i maximum aż 14%. Niestety kiepska pogoda zniweczyła moje śmiałe plany. Na całym szwajcarskim odcinku naszej trasy dojazdowej towarzyszył nam rzęsisty deszcz. Wobec niskiej temperatury i słabej widoczności zrezygnowaliśmy z wjazdu do Italii przez przełęcz Grand Saint-Bernard (2469 metrów n.p.m.). Ze względów bezpieczeństwa wybraliśmy szybszą, lecz słono-płatną trasę prowadzącą tunelem, który w latach 1958-64 wykuto na wysokości około 1900 metrów n.p.m. Po włoskiej stronie granicy aura była niewiele lepsza, więc ostatecznie naszą jedyną zewnętrzną aktywnością był wypad na sklepowe rozpoznanie okolic Aosty.

Nazajutrz niebo nad Doliną Aosty było niemal bezchmurne. Bez przeszkód mogłem przystąpić do realizacji dalszej części swego programu. Pierwszym wzniesieniem na mojej liście był około 26-kilometrowy podjazd z miejscowości Villeneuve do wioski Pont (1967 m. n.p.m.), leżącej na południowym krańcu drogi SR23. Jednym słowem miałem przemierzyć cały szosowy odcinek przez Valsavaranche, najwęższą i najdzikszą z pięciu dolin należących do Parco Nazionale Gran Paradiso. To najstarszy z 26 parków narodowych we Włoszech. Utworzony został 3 grudnia 1922 roku dekretem króla Wiktora Emanuela III. Celem tej inicjatywy było ratowanie populacji koziorożca alpejskiego. Dziś park ten obejmuje obszar 710,43 km2 znajdujący się na terenie 13 gmin, z czego siedmiu aostańskich i sześciu piemonckich z prowincji Torino. W jego skład wchodzi pięć górskich dolin. To znaczy Val di Cogne, Valsavaranche i Val di Rhemes po stronie północnej oraz Valle dell’Orco i Val Soana na południowych zboczach masywu Gran Paradiso. Najwyższy szczyt tej grupy górskiej wznosi się na wysokość 4061 metrów n.p.m. Co ciekawe choć jest dopiero 27. na liście najwyższych wierzchołków Valle d’Aosta, uchodzi za jedyny stuprocentowo włoski „czterotysięcznik”. To znaczy górę, która cała „od korzeni po koronę” znajduje się na terenie Italii. Dotychczas poznałem dwie z pięciu rajskich dolin. Pierwszą była Val di Cogne. W lipcu 2010 roku zaliczyłem bowiem 22-kilometrowy podjazd z Aymavilles do Valnontey. Wybrałem go gdyż znalazł się przed laty na trasie wyścigu Dookoła Włoch. W sezonie 1985 zakończył się na nim dwudziesty etap Giro d’Italia, wygrany przez Amerykanina Andrew Hampstena z ekipy 7-Eleven. Drugą piemoncka Valle dell’Orco. Przejechana we wrześniu 2015 roku na aż 40-kilometrowym odcinku z Locany po Colle del Nivolet. Z tym podjazdem uczestnicy Giro po raz pierwszy zmierzyli się dopiero w roku 2019. W nieco skróconej postaci, bo z metą przy sztucznym Lago Serru. Wygrał rosyjski Tatar Ilnur Zakarin, dziś kolarz CCC, wówczas jadący w barwach Katiuszy.

Podczas trzech pierwszych dni sierpniowej wyprawy chciałem odwiedzić dwie pozostałe doliny tworzące aostańską część Parco Nazionale Gran Paradiso, a także ich bliską „sąsiadkę” z zachodu czyli Valgrisenche. Wybrana na środowe przedpołudnie Valsavaranche była najdłuższą wspinaczką tego wyjazdu. Według książkowego profilu podjazd ten ma długość aż 26,4 kilometra i zaczyna się na wysokości 670 metrów n.p.m. przy zjeździe z drogi krajowej nr 26 w pobliżu Villeneuve. W XXI wieku dwukrotnie trafił on do programu „młodzieżowego wyścigu” Giro delle Valle d’Aosta. W roku 2001 pierwszy etap tej imprezy zakończył się we wiosce Degioz na wysokości 1540 metrów n.p.m. Ten górski odcinek wygrał Włoch Fabio Quercioli. Natomiast w 2019 roku metę drugiego etapu GdVA wyznaczono w Pont czyli u kresu szosy na poziomie 1960 metrów. Z przewagą 2:44 nad kolejnymi kolarzami triumfował 22-letni Holender Kevin Inkelaar, który w sezonie 2020 zadebiutuje wśród „profich” jako zawodnik zespołu Bahrain-Merida. Chcąc dotrzymać danego Iwonie słowa czyli wyrabiać się z powrotem do Casa del Boschetto przed południem musiałem sobie narzucić poranny reżim postępowania. Zakładał on pobudkę przed 7:00, wyjazd samochodem z bazy noclegowej około 7:45 i początek rowerowej wspinaczki przed 8:30. W środę na dojeździe miałem do przejechania autem tylko 17 kilometrów. Zatrzymałem się na zachodnim krańcu Villeneuve, znanym jako localita Champagne. Zawczasu upatrzyłem sobie w „google-maps” tamtejszy parking przy miejscowej szkole muzycznej. Postanowiłem zacząć jazdę od najbliższego ronda, które nosiło jeszcze ślady tegorocznego przejazdu peletonu „La Corsa Rosa”. Czternasty etap tegorocznego Giro w całości prowadził po szosach regionu Dolina Aosty, ze wschodu na zachód ku mecie przy stacji Skyway powyżej Courmayeur. Podjazd na trzecią z pięciu premii górskich tego odcinka czyli Truc d’Arbre przez pierwsze 2,5 kilometra prowadził właśnie po drodze SR23. Ja wystartowałem nieco wyżej niż zawodowcy, bo z poziomu m/w 690 metrów n.p.m.

Tuż po starcie przejechałem pod autostradą A5. Darowałem sobie zatem pierwsze pół kilometra tego wzniesienia. Na starcie o godzinie 8:25 zanotowałem temperaturę 17 stopni. Na trasie minimum 11, zaś na mecie 16. Przyznam, iż rzadko kiedy ruszałem w góry o tak wczesnej porze. Przed sobą miałem podjazd, który można scharakteryzować dwoma przymiotnikami: długi i nieregularny. Moja włoska lektura podzieliła to wzniesienie na 500-metrowe fragmenty. Cztery z nich mają średnią stromiznę o wartości 9,2%, zaś sześć innych trzyma na poziomie przynajmniej 8%. Z drugiej strony aż dziesięć tego rodzaju sektorów ma przeciętne nachylenie poniżej 3%. Przy tym zmiany nachylenia są na tyle częste, iż trudno tu o jakiekolwiek uogólnienie przy próbie opisu charakteru tej góry. Do łatwych nie należy początkowy odcinek wykorzystany przez ubiegłoroczną edycję Giro d’Italia. Ruszyłem pod górę ochoczo i na dość twardym przełożeniu. Niemniej szybko musiałem dokonać redukcji. Po przejechaniu 1,1 kilometra na pierwszym wirażu minąłem kaplicę św. Anny i św. Jakuba. Natomiast po dwóch kilometrach na zakręcie trzecim lokalne mini-ZOO czyli Parc Animalier d’Introd. To w tym miejscu zjechali z drogi SR23 uczestnicy 102. Giro. Niebawem po przebyciu 2,6 kilometra pokonałem wybudowany w 1916 roku mostek nad potokiem Dora di Rhemes. Na tyle wąski, iż obowiązuje na nim ruch wahadłowy. Po chwili byłem już w Introd. Tu minąłem kaplicę Santo Sudario i średniowieczny dom wiejski L’Ola. Tym niemniej najcenniejszym zabytkiem tej miejscowości jest położony nieco dalej od drogi Castello d’Introd czyli zamek, którego budowę rozpoczęto w XII wieku. Cztery wiraże i niemal kilometr dalej napotkałem afisz z wizerunkami dwóch papieży tzn. Jana Pawła II i Benedykta XVI. Obaj spędzali w tych stronach swe letnie wakacje chodząc po ścieżkach wokół wioski Les Combes. W Delliod po pokonaniu 3,9 km dotarłem do rozjazdu i zarazem początku drogi SR24 prowadzącej przez Val di Rhemes. Wiedziałem już zatem, gdzie pojadę w najbliższy piątek. Na razie jednak chcąc zawojować Valsavaranche musiałem się trzymać 23-tki czyli odbić w lewo.

Droga ta krętym szlakiem przez pięć wiraży doprowadziła mnie do Buillet (5,5 km). Pod koniec szóstego kilometra skręciła na południe, by już do samego końca prowadzić w tym kierunku, lewym bądź prawym brzegiem potoku Savara. To od niego wywodzi się nazwa owej doliny. Po przejechaniu 8,5 kilometra minąłem zjazd ku osadzie Chevrere, zaś pod koniec dziewiątego kilometra wjechałem w granice P.N. Gran Paradiso. Na początku kilometra dziesiątego napotkałem pierwszą galerię. W sumie tego rodzaju tuneli było sześć, o długości od kilkudziesięciu do kilkuset metrów. Ostatni z nich za osadą Bois de Clin (13,4 km). Na lekkim zjeździe pod koniec piętnastego kilometra śmignąłem przez Rovenaud (14,9 km). Na początku osiemnastego wjechałem do Degioz (17,1 km). Największej miejscowości w gminie Valsavaranche, która wedle ostatniego spisu liczy sobie ledwie 169 mieszkańców. Po 19. kilometrach minąłem pole kempingowe Grivola, zaś po przebyciu 20,1 kilometra wróciłem na lewy brzeg potoku wjeżdżając do osady Maisonnaise i zaraz potem do Eau Rousse. Przed strefą piknikową Foncey (21,1 km) zacząłem przedostatni z trudniejszych fragmentów tego podjazdu czyli 1700 metrów na średnią stromizną 8%. Teren odpuścił, gdy dotarłem do kempingu Gran Paradiso (22,4 km). Ostatnia ścianka zaczęła się po przejechaniu 23,7 kilometra od ronda. Na dojeździe do Le Pont musiałem jeszcze pokonać 1,5 kilometra ze średnią również 8%. Ostatnie 400 metrów były już lekkie i przyjemne. Podjazd skończył się na dużym parkingu przed Albergo Gran Paradiso. Stąd amatorzy pieszych wędrówek ruszają na górskie szlaki. Najważniejszy wiedzie przez Croce dell’Arolley ku Rifugio Savoia (2534 m. n.p.m.) i bliskiej temu schronisku Colle del Nivolet. W latach 70. przymierzano się do wylania asfaltu także po aostańskiej stronie tej przełęczy. Szosowe połączenie między Locaną a Villeneuve byłoby przeprawą drogową o unikalnej jak na Europę skali. To znaczy z dwoma podjazdami o długości 35-40 kilometrów i przewyższaniami rzędu 2000 metrów!

Cała wspinaczka zabrała mi niespełna półtorej godziny. Mój licznik zanotował dystans 25,58 kilometra. Tym niemniej na stravie znalazłem swój wynik na segmencie „Climb 26K” mającym długość aż 25,91 kilometra. Przejechałem go w czasie 1h 28:04 (avs. 17,7 km/h z VAM 832 m/h). Wynik chyba całkiem niezły, skoro daje mi na razie 7 miejsce w zestawieniu obejmującym 100 osób. Skromną prędkość pionową tłumaczą liczne wypłaszczenia jak i średnie nachylenie podjazdu na poziomie poniżej 5%. Na górze zabawiłem mniej niż 10 minut. Do samochodu pozostawionego w Villeneuve (loc. Champagne) zjechałem o 11:13. Zatem przed południem byłem w domu. Na tym jednak nie koniec środowych atrakcji. Po szybkim lunchu wybrałem się z Iwoną do Val di Cogne. Najpierw podjechaliśmy do Lillaz, by zobaczyć pobliskie wodospady na potoku Urtier. Potem udaliśmy się do Valnontey, osady leżącej w granicach Parku. Tam ograniczyliśmy się do krótkiej przechadzki w kierunku alpejskiego ogrodu Paradisia. Więcej czasu spędziliśmy spacerując po uliczkach Cogne. Miejscowości będącej siedzibą miejscowej gminy. Gdy zjechaliśmy do głównej doliny było na tyle wcześnie, iż postanowiliśmy odwiedzić Castello di Sarre. Niewielki zamek którego historia sięga wieku XIII. W roku 1869 stał się on letnią rezydencją królów włoskich z dynastii Sabaudzkiej. Poniekąd „domkiem myśliwskim” o czym świadczą liczne trofea gromadzone tu przez 30 lat za czasów Wiktora Emanuela II oraz Humberta I. To co na zdjęciach wyglądało na finezyjne malowidła ścienne okazało się być wymyślnymi kompozycjami z rogów ustrzelonych koziorożców i kozic. Nic dziwnego, że populacja tych zwierząt znacząco zmalała do początków wieku XX. Na szczęście królewski dekret z roku 1922 położył kres wszelkim polowaniom w rejonie Gran Paradiso.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/2638963458

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/2638963458

ZDJĘCIA

20190821_002

FILM

VID_20190821_095832