banner daniela marszałka

Piani di Bobbio

Autor: admin o poniedziałek 10. Sierpień 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Cassiglio (SP6)

Wysokość: 1657 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1063 metry

Długość: 15,2 kilometra

Średnie nachylenie: 7 %

Maksymalne nachylenie: 16,7 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Z Lenny do podnóża drugiego z poniedziałkowych podjazdów mieliśmy bardzo blisko. Wystarczyło wskoczyć autem na drogę SP1 i przejechać kilka kilometrów w kierunku północnym. Po czym na wysokości Cugno di Sotto należało skręcić w lewo czyli wybrać szosę SP6 prowadzącą w głąb Val Stabina. Na dobrą sprawę oba dostępne mi profile podjazdu na Piani di Bobbio (zarówno książkowy jak i ten internetowy) wyznaczały jego początek już na wlocie do tej bocznej doliny. Niemniej trzy pierwsze kilometry tego wzniesienia można było śmiało pominąć z uwagi na fakt, iż ich średnie nachylenie oscylowało na poziomie 1-2%. Postanowiłem, że zaczniemy na wjeździe do Cassiglio, gdzie podjazd wciąż łagodny staje się przynajmniej zauważalny. Gdy dotarliśmy zaparkowaliśmy w pobliżu tutejszego cmentarza. Upał był niemiłosierny, więc niezbyt śpieszyło nam się do jazdy. Przed rozpoczęciem wspinaczki przeszliśmy się zatem nad pobliską Stabinę, by choć na chwilę schłodzić się wodą z tej górskiej rzeczki. Przesunęliśmy miejsce startu, zaś finał tego podjazdu mieliśmy sobie dopiero wytyczyć w zależności od okoliczności zastanych na górskim szlaku. Wątpliwe było, iż uda nam się dotrzeć na maksymalny w tej okolicy pułap 1694 metrów n.p.m. Już nawet sam profil tego wzniesienia pobrany z „archivio salite” informował, iż asfalt kończy się tu na poziomie 1442 metrów. Natomiast wydana dość dawno, bo we wrześniu 2000 roku, książka „PeViB. Lombardia-2. Provincia di Bergamo” omawiała ów podjazd tylko do wysokości 1338 metrów n.p.m. wytyczając finisz na Conca di Ceresola. Niemniej warto było zaliczyć tą górską premię, która nawet w swej najskromniejszej postaci oferowała przeszło 12 kilometrów wspinaczki i przewyższenie około 750 metrów. Wszystko to zaś okraszone bardzo wymagającym 4-kilometrowym finałem. Uzgodniliśmy zatem, iż wspinamy się co najmniej do wspomnianej „Ceresoli”, a tam zobaczymy jak się dalej sprawy mają. To znaczy jeśli wyżej też będzie asfalt to sprawdzimy jak wysoko nas zawiedzie.

Piani di Bobbio to w zasadzie ośrodek sportów zimowych, którego początki sięgają lat 50. ubiegłego wieku. Jest on reklamowany jako stacja narciarska leżąca najbliżej Mediolanu. Trzeba bowiem powiedzieć, że bazą dla niego jest miasteczko Barzio w dolinie Valsassina należące do prowincji Lecco. Zlokalizowane całkiem niedaleko miejscowości Ballabio, którą poznaliśmy w trakcie naszej sobotniej wspinaczki na Piani Resinelli. Pod koniec lat 80. ośrodek ten połączono ze stacją Valtorta leżącą po bergamskiej stronie gór i obecnie jako jeden teren narciarski oferują one miłośnikom zimowego szusowania 12 wyciągów oraz 20 tras o łącznej długości 35 kilometrów. Dość oryginalne jest natomiast pochodzenie nazwy owego płaskowyżu. Ponoć w późnym średniowieczu tutejsze łąki i pastwiska należały do dalekiego Opactwa San Colombano, mającego swą siedzibę w Bobbio. Mieście w regionie Emilia-Romania, które wraz z Darkiem Kamińskim odwiedziłem w 2014 roku przy okazji wspinaczki na Monte Penice w Apeninach. Do Val Stabina wyścig Giro d’Italia nigdy nie zawitał. Niemniej w roku 2013 zakończył się tu, a dokładnie we wiosce Valtorta, pierwszy etap Settimana Ciclistica Lombarda (ex-Bergamasca). Wygrał go Niemiec Patrick Sinkewitz, który następnego dnia triumfował też w Foppolo, a potem i klasyfikacji generalnej tej imprezy. Profi podczas ostatniej jak dotąd edycji „Bergamaski” finiszowali tu na wysokości ledwie 935 metrów n.p.m. Nas czekało znacznie trudniejsze wyzwanie, albowiem nasza meta znajdowała się co najmniej o czterysta metrów wyżej. Cały podjazd mogliśmy sobie podzielić na trzy pewne segmenty i jeden spodziewany, acz o niepewnej długości. Pierwszy miał 5 kilometrów o przeciętnym nachyleniu 3,1%. Drugi na dojeździe do Valtorty tylko 3 kilometry, ale o solidnej średniej 6,3%. Natomiast trzeci prowadzący do Conca di Ceresola północnym zboczem góry Corna Grande (2087 m. n.p.m.) długość 4,3 kilometra i stromiznę 9,4%. Wystartowaliśmy przed piętnastą przy temperaturze 34 stopni.

Pierwsze kilometry szybko nam zleciały. Droga wiodła wzdłuż rzeczki nie przywiązując się na dłużej do żadnego z jej brzegów. Na początku czwartego kilometra minęliśmy wjazd na szosę SP7 prowadzącą ku miejscowości Ornica. Pod koniec piątego nachylenie wzrosło do 5-7 % i niebawem przemknęliśmy przez wioskę Forno Nuovo. Za zjazdem na Ravę minęliśmy pierwsze serpentynki w liczbie czterech. Dalej jeszcze tylko przez kilometr wspinaliśmy się dość żwawo. Po przejechaniu 7,8 kilometra w czasie 28 minut dotarliśmy do Valtorty, gdzie przy rondzie z wieżyczką dotychczasowy szlak rozchodził się w trzech kierunkach. Musieliśmy wybrać opcję „lewicową”, gdzie powitała nas ścianka z nachyleniem ponad 13%. Na tej stromiźnie odjechałem Danielowi, więc ostatnie 4 kilometry przed Conca di Ceresola zmęczyliśmy już osobno. Według stravy ów odcinek pokonałem w 24:04 (avs. 10 km/h z VAM 952 m/h). Dojechawszy do tego celu rozejrzałem się po okolicy. Zastałem tam otwarte: Rifugio Trifoglio i Bar Arcobaleno oraz zamkniętą o tej porze roku Scuola Sci „Pizzo Tre Signori”. Najważniejsze jednak, iż na drugim krańcu szutrowego placu powitał mnie wąski pasek asfaltu. Stanąłem przy nim oczekując na przyjazd kolegi. Daniel „wycięty” upałem i stromizną dołączył do mnie po kilku minutach. Nie miał już ochoty na dalszą wspinaczkę. Strzeliliśmy sobie po fotce i rozjechaliśmy się w przeciwnych kierunkach. Udało mi się przejechać jeszcze 3 kilometry i pokonać w pionie niemal 320 dodatkowych metrów. Jednym słowem było stromo, a miejscami nawet bardzo czyli do 17%. Nawierzchnia drogi wszelaka. Asfalt najpierw dobry, potem chropowaty lub wręcz zniszczony. Poza tym krótsze i dłuższe wstawki betonowe, zaś na jednym z wiraży pofalowana wariacja w tym temacie. Pod koniec już szutrowa ścieżka, która z czasem okazała się nieprzejezdna. Zatrzymałem się niespełna kilometr przed szczytem. Zatem opłacało się ruszyć w nieznane. Do samochodu zjechałem przed wpół do szóstą. Tego wieczoru zrezygnowaliśmy z obiadokolacji pod „własnym” dachem. Kolejny raz pojechaliśmy do Bergamo, tym razem zjeść na mieście i pozwiedzać „starówkę” Citta Bassa. Przy okazji wpadłem do dwóch księgarni i kupiłem cztery kolejne książki o wiadomej tematyce.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/3894424038

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/3894424038

ZDJĘCIA

IMG_20200810_061

FILMY

VID_20200810_161804

VID_20200810_164146