banner daniela marszałka

Bout de Touron

Autor: admin o piątek 3. czerwca 2022

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Foix (D117, D21, D421)

Wysokość: 1422 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1025 metrów

Długość: 15,5 kilometra

Średnie nachylenie: 6,6 %

Maksymalne nachylenie: 13 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Po blisko piętnastu latach wróciłem do Ax-les-Thermes. Tak się składa, iż w lipcu 2007 roku gościłem tu równie długo co w tym roku i do tego w tym samym znamienitym towarzystwie. Wtedy wraz z Piotrem wpadłem tu na cztery dni, przede wszystkim z uwagi na start w 15. edycji L’Etape du Tour, która zaczynała się w niedalekim Foix. Tym niemniej w ciągu dwóch dni po owej imprezie udało mi się jeszcze zaliczyć w tej okolicy podjazdy na Port d’Envalira i Col du Chioula oraz Plateau de Beille i Col de Marmare. Mieszkaliśmy wtedy przy drodze D613 w domku L’Alpage prowadzonym przez Anglika Alana Toogood’a. Ta miejscówka ponad miasteczkiem nadal tu funkcjonuje. Tym razem jednak szukając bazy noclegowej na „booking.com” znalazłem dla nas lokal położony bliżej centrum uzdrowiska. Mianowicie apartament „Poles Apart” ulokowany na drugim piętrze kamienicy przy Avenue Dr. Francois Gomma. Przestronne i nowocześnie urządzone mieszkanie, acz w starym budownictwie. Wyremontowane ponoć przez naszych rodaków, co też właścicielom podsunęło pomysł na jego nazwę. Ze względu na dawne zdobycze moje cele poznawcze w bliskiej okolicy kurortu były nieco ograniczone. Piotr, który pierwszy dzień po tamtym wyścigu „lizał rany” odniesione na trasie miał tu więcej do zobaczenia. Na pewno trzeba mi było teraz wjechać na przełęcze: Pailheres i Pradel, jak również zaliczyć wjazd do stacji Ax-3-Domaines na Plateau de Bonascre. Niemniej do innych swych celów w dolinie Ariege musiałem już dojechać samochodem.

Przede wszystkim chciałem poznać podjazd z Foix na górę Bout du Touron w masywie Arize. Wzniesienie, którego większą część wykorzystano na piętnastym etapie Tour de France z roku 2019. Poza tym w drodze powrotnej do Ax-les-Thermes mogłem jeszcze zaliczyć wspinaczkę ku Barrage de Laparan biegnącą w głąb doliny Aston. Piotrek w piątek chciał odpocząć od podróży samochodem. Dlatego tego dnia przemierzaliśmy górskie szosy Ariege niezależnie od siebie. Przed godziną dziesiątą wsiadłem do teamowego Forda Focusa by udać się do prefektury tego departamentu na start swej pierwszej wspinaczki. Natomiast Pietro ruszył z domu rowerem na swą blisko 4-godzinną przejażdżkę po okolicy w poszukiwaniu nowych miejsc i wrażeń. Zatem już trzeci raz w swym życiu zawitałem do Foix, a przy tym raz jeszcze w tym samym tygodniu. Pierwszy raz zobaczyłem to miasto wczesnym porankiem 16 lipca 2007 roku, gdy na start kultowej cyclosportive podrzucił tak mnie, Piotra jak i sześciu swych rodaków wspomniany już Alan. Co ciekawe liczące niespełna 9,5 tysiąca mieszkańców Foix nie jest bynajmniej największą miejscowością departamentu Ariege. Najludniejsze jest w nim położone bardziej na północ miasto Pamiers. Foix swój „stołeczny” status zawdzięcza zapewne długiej i bogatej historii, która to sięga czasów cesarza Karola Wielkiego. Dodać można, że to druga najmniejsza siedziba prefektury w całej Francji. Mniejsza jest tylko miejscowość Privas, stolica departamentu Ardeche. Jednak najwyraźniej w pewnych kwestiach nie liczy się wielkość, lecz klasa i położenie. Zapewne dlatego Foix jest też ostatnio bardzo doceniane przez dyrekcję „Wielkiej Pętli”.

Wspomniałem już przy relacji z poniedziałkowego spaceru, iż we Foix kończyły się górskie odcinki Touru z lat 2008, 2012, 2017 i 2022. Tym niemniej głównym powodem mojej piątkowej wizyty były wydarzenia z sezonu 2019. W owym roku organizatorzy spod znaku ASO postanowili dodatkowo utrudnić zadanie kolarzom uczestniczącym w swej sztandarowej imprezie. Tym razem finisz etapu wyznaczyli na górskiej polanie Prat d’Albis (1205 m. n.p.m.), leżącej przeszło 800 metrów ponad miastem. Na trasie tego etapu uczestnicy 106. edycji TdF musieli pokonać wschodni podjazd na Col de Montsegur (kat. 2) jak i dwie wspinaczki pierwszej kategorii: z Vicdessos na Port de Lers oraz z Massat na Col de Peguere. Na sam koniec czekało zaś wszystkich wzniesienie o długości 11,8 kilometra i średnim nachyleniu 6,9%. Zwyciężył Simon Yates, który jako jedyny uczestnik wczesnej i licznej ucieczki dotarł do mety przed zawodnikami z czołówki klasyfikacji generalnej. Na drugim i trzecim miejscu ze stratą 33 sekund finiszowali Francuz Thibaut Pinot i Bask Mikel Landa. Z kolei 0:51 stracili Niemiec Emanuel Buchmann i późniejszy triumfator całego wyścigu Kolumbijczyk Egan Bernal. Gorzej spisali się kolarze zajmujący trzy pierwsze lokaty w tymczasowej „generalce”. Walijczyk Geraint Thomas i Holender Steven Kruijswijk zajęli tu siódme i ósme miejsce tracąc do Anglika 1:22. Natomiast najsłabiej z owych „prominentów” pojechał rewelacyjny lider Francuz Julian Alaphilippe, który na Prat d’Albis dotarł ledwie jedenasty z czasem o 1:49 gorszym od zwycięzcy. Tego dnia jeszcze spokojnie obronił „maillot jaune”, ale właśnie tu począł trwonić swe zyski z dwóch pierwszych tygodni rywalizacji.

Dojechawszy do Foix nie chciałem parkować w centrum. Wolałem znaleźć jakiś ustronny postój aby w spokoju przygotować się do jazdy. W tym celu stosując wielokrotnie wypróbowany już manewr ruszyłem do góry po trasie podjazdu. Spokojną „przystań” znalazłem 700 metrów od miejsca, z którego miałem zacząć swą wspinaczkę. W zatoczce na samym początku drogi D421. Gdy byłem już gotów spokojnie zjechałem do miasta ku rondu na styku Avenue de Lerida i Cours Gabriel Faure. Po chwili zawróciłem i ruszyłem pod górę szosą D21, zaraz po starcie mijając tutejszy posterunek Policji. Chwilę po zjechaniu z tej drogi minąłem Piotrowe auto, zaś pod koniec pierwszego kilometra lokalne centrum uniwersyteckie (Centre Universitaire d’Ariege). Wstęp do wspinaczki pod Bout du Touron ma umiarkowane nachylenie. Stromizna utrzymuje się tu na poziomie od 4 do 6%. Minąłem wioski Raygnac (1,6 km) oraz Reins (2,4 km). Szybko zbliżał się najtrudniejszy sektor tego wzniesienia. Następne dwa kilometry miały mieć już średnie stromizny rzędu 10 i 9,1%. Potem podjazd odpuścił na kilkaset metrów, po czym znów poprawił. Kolejne dwa kilometry ze stromizną o wartościach 10,6 i 8%. Ten trudny segment nieco mnie przytrzymał. Zacząłem go z animuszem, ale sił nie starczyło mi na zbyt . Strava na tym wzniesieniu odmierza z osobna każdy kilometr od minięcia wspomnianego „uniwerku”. Okazuje się, że stromy trzeci kilometr byłem w stanie pokonać w czasie 5:45 czyli z VAM na poziomie 1069 m/h. Niemniej podobny do niego kilometr piąty zabrał mi już 6:34 co dawało prędkość pionową tylko 953 m/h. W trakcie owej wspinaczki zmagałem się z temperaturą w okolicy 30 stopni. Nawet na mecie znajdującej się przeszło tysiąc metrów powyżej miasta było ich wciąż 28.

Po przejechaniu ośmiu kilometrów teren nieco odpuścił, ale wciąż trzymał na solidnym poziomie 6-7%. Dopiero w połowie dwunastego kilometra zrobiło się luźniej. Rzeczone Prat d’Albis to już było „falsopiano” czy jak mawiają nad Loarą i Rodanem „faux plat”. Mając w nogach prawie 12 kilometrów podjazdu minąłem miejscowy parking. Samochodów było tu jednak jak na lekarstwo. Nieco więcej motocykli. Ogólnie zaś więcej zwierząt niż ludzi. To raczej krowy, konie, muły i owce były świadkami moich zmagań z Bout du Touron. W przeciwieństwie do zawodowców nie miałem bowiem mety na wysokości 1200 metrów n.p.m. Największy z kolarskich wyścigów ogranicza jego rozbudowana logistyka. Kolarz solista-amator może dojechać, gdzie tylko dusza zapragnie, a nogi i warunki drogowe mu pozwolą. Wierzchołek owej góry sięga 1490 m. n.p.m. Według dostępnych w necie profili podjazdu rowerem można dojechać na wysokość 1450. Przy czym wiedziałem, że ostatnie sześćset metrów prowadzi już po szutrze. Skończyłem zatem płaski odcinek na polanie i pognałem wyżej. W teorii zostały mi jeszcze cztery kilometry wspinaczki. Pierwszy z nich najtrudniejszy ze średnią 7,7%. Następne już wyraźnie łatwiejsze, bo z nachyleniem od 4 do 6%. Ostatecznie dotarłem na wysokość około 1420 metrów n.p.m. Do skraju szosy, albowiem gruntówka nie wyglądała na przyjazną szosowcom. Cały podjazd pokonałem w 1h 10:33 ze średnią prędkością 13,3 km/h. Segment Prat d’Albis o długości 11,73 kilometra zabrał mi zaś 54:44 (avs. 12,9 km/h). „Tibo Pino” swego czasu potrzebował na to tylko 28:48. Według skali rodem z „cyclingcols” była to jak dotąd moja najtrudniejsza góra na tej wyprawie. Warta 757 punktów, zatem ciut więcej niż poniedziałkowa Col de Portel.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/7249530583

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/7249530583

ROUTE DES CORNICHES by Pierre

https://www.strava.com/activities/7247690316

ZDJĘCIA

Bout-de-Touron_01

FILM