banner daniela marszałka

Koglereck

Autor: admin o poniedziałek 29. sierpnia 2022

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Lavamund (B80, B69)

Wysokość: 1356 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 997 metrów

Długość: 10,6 kilometra

Średnie nachylenie: 9,4 %

Maksymalne nachylenie: 15 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Godzinę po zjeździe z Weinebene byliśmy już gotowi by ruszać na Koglereck. W tym czasie należało się spakować do auta, przejechać przeszło 30-kilometrowy dystans dzielący Sankt-Gertraud od Lavamund, po czym wypakować się u podnóża drugiej góry. Pierwszą część tego transferu pokonaliśmy drogą B70. Przed Wolfsbergiem warto było wpaść na autostradę A2, którą to należało opuścić na zjeździe Sankt-Andra. Potem już tylko jazda lokalnymi drogami czyli L185 i w samej końcówce L80. Wybraliśmy się na południowo-wschodni kraniec Karyntii pod samą granicę ze Słowenią. Ku miejscu gdzie Lavant uchodzi do znacznie dłuższej Drawy (niem. Drau). Ta druga będąca, przynajmniej w języku polskim, imienniczką naszej rzeki z Pomorza Zachodniego to ciekawy przypadek. Swe źródła ma nieopodal Innichen (wł. San Candido) czyli w Południowym Tyrolu. Następnie płynie przez południową Austrię, północno-wschodnią Słowenię i Chorwację, na sporym odcinku wyznaczając jej granicę z Węgrami. Uchodzi zaś do Dunaju po minięciu miasta Osijek. Tym samym jest jedną z zaledwie dwóch rzek, które „startując” z Italii de facto prowadzą swe wody do Morza Czarnego. Na terenie Austrii Drau płynie m.in. przez Lienz oraz Villach, więc mieliśmy pewność, iż tę rzekę jeszcze nie raz spotkamy na swej drodze. Tymczasem na dojeździe w rejon Lavamund największą atrakcją dla oka było okazałe Opactwo benedyktyńskie w Sankt Paul in Lavanttal. Budowla powstała już w 1091 roku na bazie starszego o sto lat zamku i kościoła. Jego fundatorem był niejaki Engelbert I, margrabia Istrii i hrabia Spanheim. Władca, który w słynnym sporze o inwestyturę był stronnikiem papieża Grzegorza VII.

Lavamund to gmina targowa, której historia sięga co najmniej roku 1334. Obecnie ma przeszło 2800 mieszkańców. Jej okolice to najniżej położony skrawek całej Karyntii. Lavant wpływa do Drawy na wysokości 340 metrów n.p.m. Miejscowość jest narażona na powodzie, więc od kilku lat trwa tam budowa muru ochronnego o długości 1,5 kilometra, a także dwóch nowych mostów nad Lavantem. Aby dotrzeć do podnóża Koglereck musieliśmy zatrzymać się w Pfarrdorf. Niemal na wprost przed linią startu jest tam parking pod Gasthof Huttenwirt. Niemniej wydawał się dostępny jedynie dla gości tego obiektu. Dlatego zawróciliśmy i ostatecznie stanęliśmy na małym, niestrzeżonym placu oddalonym jakieś 300 metrów od wjazdu na górską drogę L69. Szosa ta łączy Lavamund z miasteczkiem Eibiswald w Styrii. Koglereck znana jest też jako Soboth pass. To określenie wzięte od nazwy pierwszej wioski jaką mija się po styryjskiej stronie owej przełęczy. Niekiedy można się też spotkać z terminem „Magdalensberg” wziętym z kolei od osady leżącej na karynckim szlaku pod Koglereck. O ile na Weinebene podjazdy wschodni i zachodni są bardzo podobne do siebie, to tutaj oba te zbocza są skrajnie różne. Nasz podjazd na Soboth pass to w dużym skrócie góra relatywnie krótka, ale bardzo stroma. Wspinaczka z gatunku 10 na 10. Natomiast podjazd wschodni zaczynający się we wiosce Eibl ma aż 26 kilometrów i przeciętne nachylenie tylko 3,7%. Całość jest nierówna. W praktyce to jakby pięć kawałków solidnej, acz nieprzesadnie „sztywnej” wspinaczki połączonych ze sobą szeregiem wypłaszczeń. Według „Climbfinder” i „Qualdich” jest też trzecia czyli północna ścieżka na Koglereck. Zaczynająca się w karynckiej wiosce Ettendorf o długości 8,7 kilometra i średniej aż 10,5%. W teorii jeszcze trudniejsza od naszej, ale czy w pełni szosowa?

Wspomniałem już, iż otarliśmy się tu o kraj będący ojczyzną Roglica i Pogacara. Na naszym dojeździe po obu brzegach Drawy była jeszcze Austria. Niemniej dosłownie 200 metrów za miejscem, skąd zaczyna się zachodni podjazd pod Koglereck owa Drau vel Drava staje się już rzeką graniczną. Natomiast 4,2 kilometra dalej płynie już tylko przez Słowenię w kierunku Dravogradu i dalej na Maribor. Tyle wiadomości dla kajakarzy. Czas na ciąg dalszy opowieści dla kolarzy. Koglereck miał być pierwszą z kilkunastu ujętych w programie tej wyprawy wspinaczek o wartości przeszło 1000 punktów (według „cyclingcols”). Ostatecznie zrobiliśmy tu dziesięć tak trudnych wzniesień. Niemniej to i tak bardzo dużo zważywszy na fakt, iż we wschodnich Pirenejach „nie znalazłem” żadnej takiej góry. W czerwcu moimi jedynymi wspinaczkami z tak wysokiej półki były podjazdy na Mont Ventoux od Bedoin i Malaucene. Zachodni Koglereck to niby tylko 10,5 kilometra, ale z tego aż 6,3 kilometra to „ciężkie odcinki” o stromiźnie co najmniej 10%. Jakby nie patrzeć aż 60% dystansu tej góry trzyma zatem na dwucyfrowym poziomie. Na dobrą sprawę są tu tylko dwa stosunkowe łatwe kilkusetmetrowe sektory. Pierwszy w drugiej połowie trzeciego kilometra i drugi na samym końcu wzniesienia. Szykując się do jazdy mieliśmy chwilę zawahania. Pogoda była z lekka podejrzana. Na obrzeżach Lavamund piekliśmy się w słońcu przy temperaturze 36 stopni. Niemniej ponad szczytem góry, ku której mieliśmy niebawem ruszyć, widzieliśmy tylko ciemne burzowe chmury. Zapowiadało się na wyprawę prosto w paszczę lwa. Niemniej podjęliśmy to ciężkie wyzwanie okraszone pogodowym ryzykiem. Raz jeszcze okazało się, że „do odważnych świat należy”. Co prawda temperatura już w połowie wspinaczki spadła do umiarkowanych 21-23 stopni, lecz żaden deszcz nie uprzykrzył nam tej przygody.

Co prawda ruszyliśmy pod górę razem, ale musiałem się nastawić na jazdę w swoim rytmie. Moim pierwszym małym celem było pokonanie bez zadyszki wstępnej kwarty tego wzniesienia. Szczególnie drugi kilometr ze stałą stromizną około 12-13% stanowił dla mnie wyzwanie. Niemniej przebrnąłem jakoś dwa pierwsze kilometry prowadzące do pierwszego wirażu na tej górze. Kilkaset metrów dalej po niespełna 15 minutach jazdy mogłem w końcu nieco odsapnąć. Potem było stopniowe przejście do coraz gorszych stromizn. Czwarty kilometr umiarkowanie trudny, piąty nieco trudniejszy, zaś szósty i siódmy już na stałym dwucyfrowym poziomie. Najtrudniejszy był odcinek tuż za Magdalensbergiem oraz kościółkiem św. Heleny i Marii Magdaleny. Przez kilkaset metrów trzyma tam stromizna rzędu 14%. Szczęśliwie nieco luźniej zrobiło się na kilometrze ósmym. Niemniej coś za coś. Potem przez półtora kilometra było ciągle 11-12%. Najtrudniejsza była około 300-metrowa ścianka zaczynająca się 1,1 kilometra przed przełęczą. Po niej już bardziej umiarkowany odcinek zaprowadził mnie do zakrętu przy barze dla motocyklistów czyli Bike-Treff Kartnerblick. Tam dostrzegłem stojącego na parkingu Adriana. Niemniej nie miałem pewności, że to już koniec wspinaczki więc pognałem dalej. Przejechałem jeszcze niespełna 500 metrów i zatrzymałem się dopiero na wysokości bocznej drogi do Lamprechtsberg. To właśnie nią wiedzie na Soboth pass wspomniana północna wspinaczka. Na przełęcz wjechałem w czasie 58:31 (avs. 10,7 km/h). Adek omyłkowo tu nie dojechał. Widać za zakrętem było już dla niego za łatwo. Mogłem się z nim porównać jedynie na odcinku 10,01 kilometra, który pokonałem w 57:21 (avs. 10,5 km/h) z VAM 1033 m/h. Adriano wykręcił na nim rewelacyjny wynik 50:26 (avs. 11,9 km/h). Zrobił sobie całkiem udany „test mocy”. Zakładając, że do owego zakrętu było 988 metrów przewyższenia wycisnął tu VAM na poziomie aż 1175 m/h. Chapeau bas!

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/7720172055

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/7720172055

KOGLERECK by ADRIANO

https://www.strava.com/activities/7719564327

ZDJĘCIA

Koglereck_01

FILM