banner daniela marszałka

Archiwum: '2020b_Alpes-Maritimes & Alpes-de-Haute-Provence' Kategorie

Sainte-Anne la Condamine

Autor: admin o 18. września 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: La Condamine-Chatelard (D29)

Wysokość: 1825 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 540 metrów

Długość: 6,7 kilometra

Średnie nachylenie: 8,1 %

Maksymalne nachylenie: 12,9 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Po nieśpiesznym zjeździe z Super Sauze wpadliśmy do bazy ledwie na godzinkę. Szybki i lekki obiad poprzedził wycieczkę ku górnej Vallee de l’Ubaye. Ponieważ ku naszym ostatnim piątkowym górom trzeba było dojechać przynajmniej 15-20 kilometrów zdecydowaliśmy się skorzystać z samochodu. Nieco po trzeciej ruszyliśmy na wschód drogą D900. Tym razem każdy z nas miał inny cel. Adrian miał wjechać od południa na słynną Col de Vars (2108 m. n.p.m.). Przełęcz słynną z wielu edycji Tour de France i znajdującą się na turystycznej trasie Route des Grandes Alpes. Ja przed laty zdobyłem ją z obu stron. Od południa w 2009, zaś od północy w 2013 roku. Tym samym musiałem sobie poszukać innej atrakcji w tym rejonie. Mój wybór padł na krótki, acz stromy podjazd do stacji narciarskiej Sainte-Anne la Condamine. Dlatego wysiadłem z auta już po 15 kilometrach, gdy dojechaliśmy do wioski La Condamine-Chatelard (1285 m. n.p.m.). Ponieważ Adek zdecydował się na południowy Vars „okrojony” do kluczowej części tego podjazdu musiał pojechać nieco dalej i wyżej. Zatrzymał się w Saint-Paul de l’Ubaye na wysokości 1470 metrów n.p.m. Oba te podjazdy były swego rodzaju „rodzynkami” w programie naszej wrześniowej wyprawy. Pozostając w granicach departamentu Alpes-de-Haute-Provence porzuciliśmy na krótko Alpy Nadmorskie, wkraczając w Alpy Kotyjskie. Mój cel czyli Sainte-Anne la Condamine to stacja narciarska otwarta w roku 1956 i zlokalizowana na wysokościach od 1830 do 2400 metrów n.p.m. Obecnie posiada ona 7 wyciągów i 17 tras zjazdowych o łącznej długości 35 kilometrów. Z racji ekspozycji swych stoków na północny-wschód cieszy się najlepszymi warunkami śnieżnymi w tym rejonie. Niemniej ośrodek ten jest mniejszy od Super-Sauze, a tym bardziej od dużego Pra-Loup. Choć narciarzom zapewnia mniej atrakcji niż „sąsiadki” to dla amatorów kolarskich wspinaczek stanowi większe wyzwanie niż one. Według „cyclingcols” podjazd do Saint-Anne, choć niespełna 7-kilometrowy wart jest 446 punktów. Dla porównania Super-Sauze 399, zaś Pra Loup (i to w pełnej wersji) tylko 318.

Większa część podjazdu do Sainte-Anne la Condamine, a mianowicie pierwsze 4,7 kilometra do osady Les Pras pokrywa się z początkiem południowej wspinaczki do Tunelu de Parpaillon (2637. m.p.m.). To jest w kierunku przełęczy, która była moją ostatnią zdobyczą w trakcie ubiegłorocznej wyprawy po środkowej części Alp Francuskich. Niewątpliwie we wrześniu miałbym szanse dojechać do samego Tunelu, choć po tej stronie góry odcinek szutrowy jest dłuższy niż na północy, bo przeszło 11-kilometrowy. Pod koniec kalendarzowego lata zapewne nie byłoby śniegu, który mnie i Tomka Busztę zmusił do odrobiny trekkingu w czerwcu 2019 roku. Tym niemniej chcąc zdobyć Parpaillon trzeba było ruszyć na nią z samego rana, zaś Col d’Allos zostawić sobie na popołudnie. Nie zdecydowaliśmy się taki program zwiedzania. Wspinaczkę do Sainte-Anne zacząłem tuż przed wpół do czwartą przy temperaturze 28 stopni. Ładne, acz senne La Condamine-Chatelard opuściłem już po dwustu metrach. Przez pierwsze pół kilometra droga D29 wiodła wzdłuż lewego brzegu Le Parpaillon niemal przylegając do jego koryta. Następnie przeszła na prawą stronę owego potoku i choć nadal korzystała z wyżłobionej przezeń doliny to zachowywała już względem niego większy dystans. Do połowy drugiego kilometra szosa biegła na południe, by potem na dłużej obrać kierunek północno-zachodni. Na pierwszych dwóch kilometrach maksymalne nachylenie wyniosło 8,6%. Na tym odcinku przejechałem sześć wiraży. Na początku trzeciego kilometra minąłem kapliczkę św. Rocha, zaś po chwili dwa kolejne zakręty z widokiem na szczyt Serre de l’Aut (2008 m. n.p.m.). W tej okolicy stromizna sięgnęła już 10,9%. Dwie kolejne serpentynki w połowie czwartego kilometra pomogły się uporać z nachyleniem rzędu 9,6%. Jednak najtrudniejszy był początek piątego kilometra, gdzie na kilkusetmetrowej prostej wartości były cały czas dwucyfrowe, przez dłuższą chwilę sięgając niemal 13%. Odsapnąć mogłem dopiero na wirażu w lewo, gdy za plecami zostawiłem drogę na Col du Parpaillon.

Do stacji zostały mi stąd dwa kilometry, acz samej wspinaczki jakieś 1800 metrów. Do końca szóstego kilometra znów zdążałem na południe, zaś na ostatnich kilkuset metrach już tylko na północ. Na tym finałowym odcinku stromizna sięgnęła poziomu 9,9% w rejonie czternastego (ostatniego) zakrętu. Choć był to już trzeci podjazd dnia pokonałem go całkiem sprawnie. Segment o długości 6,46 kilometra i średniej 8,5% przejechałem w 32:01 (avs. 12,1 km/h z VAM 1051 m/h). Po dotarciu do najwyższego punktu drogi zjechałem na główny plac ośrodka czyli do krańca szosy. Dość szybko zawinąłem się z powrotem. Po dotarciu do La Condamine-le-Chatelard nie chciałem zbyt długo czekać na przyjazd Adriana. Dlatego zjechałem do Jausiers mijając początek północnej drogi na Cime de la Bonette. Zatrzymałem się na parkingu przed sklepem z regionalnymi produktami: Maison des Produits de Pays (Ubaye). Gdy ja składałem wizytę św. Annie mój kompan miał spotkanie z prawdziwą legendą kolarskich tras. Droga przez Col de Vars (czyli dzisiejsza D902) powstała już w 1890 roku. Peleton Tour de France po raz pierwszy przejechał przez nią w sezonie 1922. Pierwszym zdobywcą tej przełęczy został słynny Belg Philippe Thys. Do wybuchu II Wojny Światowej kolarze wjeżdżali na nią 13-krotnie. Natomiast w całej historii „Wielkiej Pętli” aż 35 razy. Z tego 23-krotnie od strony południowej. Dwukrotnie jako pierwsi na tej przełęczy Vars meldowali się: Nicolas Frantz (1924, 27), Bartolomeo Aymo (1925-26) i Jean Robic (1947-48). Premie górskie TdF wygrywali tu też: Gino Bartali (1938), Ferdi Kubler (1949), Louison Bobet (1950), Fausto Coppi (1951), Charly Gaul (1955) czy Joop Zoetemelk (1975). Jako ostatni uczynił to Tim Wellens, w sezonie 2019 na odcinku do Valloire. Poza tym Col de Vars pięć razy przetestowano na Giro d’Italia. Czterokrotnie wspinano się od południa, po raz pierwszy w 1949 roku na legendarnym etapie z Cuneo do Pinerolo zakończonym wielkim triumfem Coppiego. Nie wiem czy Adek czuł nad sobą duchy starych mistrzów. W każdym razie z segmentem o długości 8,4 kilometra i średniej 7,6% poradził sobie całkiem dzielnie. Czas kolegi to 38:06 (avs. 13,2 km/h z VAM 1009 m/h).

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4078959076

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4078959076

ZDJĘCIA

Sainte-Anne-de-Condamine_001

FILM

Napisany w 2020b_Alpes-Maritimes & Alpes-de-Haute-Provence | Możliwość komentowania Sainte-Anne la Condamine została wyłączona

Le Super-Sauze

Autor: admin o 18. września 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Barcelonnette / L’Ubaye (D209)

Wysokość: 1710 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 560 metrów

Długość: 9,1 kilometra

Średnie nachylenie: 6,2 %

Maksymalne nachylenie: 10,8 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Tuż przed jedenastą zaczęliśmy zjeżdżać z Col d’Allos. Zjazd ten nie należy do łatwych, ani też szczególnie bezpiecznych. Przekonał się o tym Giancarlo Ferretti na trasie Tour de France z 1975 roku. „Żelazny Sierżant” na początku swej wielkiej dyrektorskiej kariery dowodził tu ekipą Bianchi-Piaggio, której liderem był Felice Gimondi. Wóz techniczny tego zespołu wypadł z drogi i runął w przepaść. Na szczęście do tragedii nie doszło. Auto zsunęło się po stromym zboczu i zatrzymało 80 metrów niżej. Ja nie musiałem na tej drodze podejmować żadnego ryzyka. Mogłem spokojnie podziwiać okolice i robić zdjęcia. Do czasu. W połowie zjazdu zdałem sobie sprawę, iż nie mam już miejsca na karcie telefonu by zapisywać kolejne fotki. Musiałem się zatrzymać na dłuższą chwilę by zrobić miejsce dla zdjęć przyszłych kosztem tych dawniejszych. Nie musiałem się jednak śpieszyć. Adrian miał jeszcze w planach spotkanie z Pra Loup. Nawet gdyby zjazd z Allos zajął mi tyle samo czasu co podjazd i tak pierwszy dotarłbym do Barcelonnette. Ostatecznie do naszej bazy zjechałem kwadrans po dwunastej, zaś Adek o wpół do pierwszej. Na swej drodze rozprawił się z niespełna 6-kilometrowym podjazdem do Pra Loup. Potrzebował na to 21:56 (avs. 15,4 km/h z VAM 953 m/h). Wzniesienie to nawet z poziomu La Pied de Maure ma mniej niż 500 metrów przewyższenia. Tym niemniej jest warte zobaczenia z uwagi na kolarską historię. Nie raz już wspominałem o etapie Touru 1975, który wygrał Bernard Thevenet. Francuz objął prowadzenie w tym wyścigu, po tym jak wyprzedził tu Gimondiego o 23 sekundy i Holendra Joopa Zoetemelka o 1:12. Merckx finiszował piąty ze stratą blisko dwóch minut. W 2015 roku Niemiec Simon Geschke okazał się najmocniejszy z 25-osobowej ucieczki, w której był też nasz Rafał Majka. Niemiec na mecie w stacji wyprzedził o 32 sekundy Amerykanina Andrew Talanskiego i o 1:01 Kolumbijczyka Rigoberto Urana. Jedynie w 1980 roku do Pra Loup nie jechano przez Allos, lecz z doliny Ubaye. Wygrał wówczas Belg Joe Deschoenmaecker, który o 2 sekund wyprzedził Hiszpana Juan Fernandeza oraz o 1:30 grupkę asów, którą przyprowadził Francuz Christian Seznec.

Już po kilku minutach od spotkania ruszyliśmy razem na Super-Sauze. Około 9-kilometrowy podjazd do tej stacji zaczyna się po wschodniej stronie Barcelonnette. Dlatego na początek mieliśmy do pokonania płaski odcinek na D902 oraz bocznej dróżce Digue de la Gravette biegnącej wzdłuż rzeki Ubaye. Dopiero przejechawszy 2,8 kilometra wjechaliśmy na drogę D209 prowadzącą do ośrodka narciarskiego. Historia tej stacji sięga roku 1934, gdy miejscowy rolnik Honore Couttolenc przerobił swą farmę na teren przeznaczony dla narciarzy. Pierwszy ośrodek rozwijał się wokół wioski Sauze. To jest na wysokości około 1400 metrów n.p.m. W późniejszych latach chcąc wytrzymać konkurencję z pobliską Pra-Loup trzysta metrów wyżej wybudowano jeszcze Super-Sauze. Dziś cała ta domena narciarska posiada 23 wyciągi oraz 39 tras zjazdowych o łącznej długości 65 kilometrów na poziomach od 1400 do 2400 metrów n.p.m. Jej letnią atrakcją jest pieszy szlak na szczyt Chapeau de Gendarme (2682 m. n.p.m.) czyli na Kapelusz Żandarma. Na tutejszych stokach rozwijała swój talent Carole Merle. Mistrzyni świata w gigancie z roku 1993 oraz wicemistrzyni olimpijska w supergigancie z Igrzysk w Albertville-1992. Narciarka ta zdobyła sześć małych kryształowych kuli: cztery za supergigant i dwie za gigant. W sumie triumfowała zaś w 22 zawodach o Puchar Świata. Pozornie czekał nas tu relatywnie łatwy podjazd. Po pierwsze krótszy niż Mont Chauve, po drugie mniejszy niż Fort Revere (Col d’Eze). Czyli jak dotąd najsłabszy zarówno pod względem długości jak i przewyższenia. Dodać jeszcze można, że oba moje wzniesienia z piątkowego popołudnia miały łącznie taką samą amplitudę co przedpołudniowa Col d’Allos. Niemniej jak wiadomo pozory potrafią mylić. Wspinaczka do Super-Sauze wcale nie była tak szybka, łatwa i przyjemna jakby się mogło wydawać. Trzeba tu się było uporać z dwoma naprawdę wymagającymi odcinkami. Najpierw drugi i trzeci kilometr o średnich stromiznach 9,2 i 8,5%, potem jeszcze szósty i siódmy z przeciętnymi na poziomie 8,4 i 8%.

Pierwszy kilometr był łatwy, nachylenie ani na chwilę nie dobiło do 6%. Najpierw przez kilkaset metrów jechaliśmy wzdłuż wioski Chaup ciągnącej się na lewo od drogi D209. Po 900 metrach minęliśmy Camping de la Chaup położony dla odmiany na prawo od szosy. Schody zaczęły się na drugim kilometrze. Stromizna od razu skoczyła do 9,1%, zaś pod koniec tego kilometra sięgnęła 10,8%. Na początku trzeciego kilometra wzięliśmy pierwszy z czterech wiraży na dojeździe do Sauze. Skończywszy trzeci kilometr byliśmy już w centrum tej miejscowości. Skręciliśmy stąd na południowy-wschód by trzymać ten kierunek przez ponad kilometr. Następnie po krótkim odcinku na północ dotarliśmy do budynku merostwa i kościółka parafialnego gminy Enchastrayes (4,4 km). Sama wioska o tej nazwie zlokalizowana była nieco wyżej. Przemknęliśmy przez nią na początku szóstego kilometra. Za tą miejscowością szlak skierował się wyraźniej na południe. Przez dobre dwa kilometry proste odcinki na przemian z delikatnymi łukami prowadziły nas w kierunku pierwszych wyciągów stacji Super-Sauze. Dane techniczne kolejnych kilometrów zamiast z tablic sczytywaliśmy z przydrożnych kamieni. Zasadnicza część wspinaczki skończyła się po 7,3 kilometra od rzeki Ubaye na wysokości 1680 metrów n.p.m. Kolejny kilometr wiódł najpierw po płaskim, a potem nawet nieco w dół. Dopiero na ostatnich 800 metrach trzeba było się jeszcze nieco sprężyć. Na teren ośrodka wjechaliśmy 450 metrów przed finałem. W samej stacji pojechaliśmy pod prąd co okazało się nieco dłuższą trasą. Zatrzymaliśmy się w jej najwyższym punkcie na placu przed dwoma hotelami. Jeden z nich nazwano Le Ventoux. Cały podjazd od rzeki zabrał nam niespełna 36 minut. Właściwa wspinaczka o pięć minut mniej. Według stravy segment „Monte Super Sauze” o długości 7,16 kilometra przy średniej 7,2% pokonaliśmy w 30:55 (avs. 13,9 km/h z VAM 996 m/h). Tempo raczej średnie jak na krótki podjazd. Niemniej zabierając się do niego mieliśmy już w nogach nieco przewyższenia (ja 1100 metrów, zaś Adrian niemal 1500). Poza tym trzeba było sobie zostawić pewien zapas energii na nasze poobiednie wyzwania.

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4078959101

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4078959101

ZDJĘCIA

Super Sauze_001

Napisany w 2020b_Alpes-Maritimes & Alpes-de-Haute-Provence | Możliwość komentowania Le Super-Sauze została wyłączona

Col d’Allos

Autor: admin o 18. września 2020

DANE TECHNICZNE

Miejsce startu: Barcelonnette / D109 (D908)

Wysokość: 2247 metrów n.p.m.

Przewyższenie: 1101 metrów

Długość: 16,9 kilometra

Średnie nachylenie: 6,5 %

Maksymalne nachylenie: 10 %

PROFIL

SCENA i AKCJA

Barcelonnette była naszą czwartą „przystanią” podczas dwutygodniowej „żeglugi” po Alpach Nadmorskich i Prowansalskich. Na dwie noce wynająłem tu apartament na pierwszym piętrze domu stojącego na spokojnym osiedlu w zachodniej części miasteczka. Ten lokal najmniej nam przypadł do gustu ze wszystkich pięciu. Niemniej miał swoje plusy. Przede wszystkim umiarkowaną cenę i widok z kuchennego okna na Pra Loup. Posiadał skomplikowany system dostępu do mieszkania pod nieobecność gospodarza, z którym kontakt był ledwie telefoniczny. Najważniejsze jednak, że mieliśmy niezłą miejscówkę w dolinie Ubaye. Bazę, z której mając kilka dni czasu, można by zaliczyć aż dziewięć solidnych wzniesień kolarskich. W tej okolicy mamy przecież północną Bonette i południową Parpaillon (premie najwyższej kategorii). Do tego Cayolle, Allos i Vars (góry klasy pierwszej) oraz nieco łatwiejsze podjazdy na graniczną przełęcz Larche jak i do trzech stacji: Sainte-Anne la Condamine, Super-Sauze i Pra-Loup (każdy co najmniej drugiej kategorii). My mieliśmy do swej dyspozycji tylko jeden dzień, który zapowiadał się na bardzo pracowity. Ja w piątek miałem zaliczyć trzy premie górskie, zaś Adrian nawet cztery. Plan był następujący. Przed południem wjeżdżamy razem na Col d’Allos, rzecz jasna od północnej strony. Adek ze zjazdu „leci” jeszcze śladami Eddy Merckxa, Bernarda Thevenet i Simona Geschke do stacji Pra-Loup. Po chwilowej przerwie w bazie wybieramy się razem na podjazd do stacji Super-Sauze, zaczynający się po wschodniej stronie Barcelonnette. Natomiast po obiedzie czeka nas jeszcze wycieczka autem ku górnej części Vallee dell’Ubaye. Adriano miał tam wjechać z Saint-Paul-sur-Ubaye na słynną z wielu edycji TdF Col de Vars, zaś ja chciałem pokonać stromy, acz mało znany podjazd z La Condamine-Chatelard do stacji Sainte-Anne la Condamine.

Program mieliśmy napięty, więc z domu ruszyliśmy się wcześnie. Wyjechaliśmy z podwórka około wpół do dziesiątej. Do podnóża naszego pierwszego podjazdu mieliśmy bliziutko. Dokładnie 1600 metrów. Północna wspinaczka na Col d’Allos zaczyna się na wysokości bocznej drogi D109 w pobliżu osady La Pied de la Maure. Chwilę wcześniej minęliśmy wjazd na szosę D902 wiodącą ku przełęczy Cayolle oraz most nad potokiem Bachelard czyli Pont Rouge (1144 m. n.p.m.). Na Allos z obu stron podjeżdża się drogą D908, która to łączy doliny Ubaye (na północy) i Verdon (na południu). Pierwszą jej wersję tego szlaku komunikacyjnego oddano do użytku już w roku 1891. Przełęcz leży pomiędzy górskimi masywami Trois-Eveches (na zachodzie) i Pelat (na wschodzie). W przeciwieństwie do pobliskich Cayolle i Champs akurat Col d’Allos ma bardzo bogatą historię występów w Tour de France. Acz gwoli ścisłości trzeba powiedzieć, iż są to raczej stare dzieje. Na przełęcz Allos uczestnicy TdF po raz pierwszy wjechali już w 1911 roku. Następnie przez niemal cztery dekady była ona stałym punktem na trasach „Wielkiej Pętli”, która w pierwszej połowie XX wieku z roku na rok ulegały niewielkim korektom. Popularniejszym z dwojga podjazdów na Allos był ten południowy. Do wybuchu II Wojny Światowej kolarze wjechali na tą przełęcz aż 25 razy. Z czego 18-krotnie od strony Colmars (1913-14, 1919-32 i 1938-39) na etapach do Briancon lub Grenoble. Natomiast od strony Barcelonnette „szturmowali” tą górską przeprawę 7-krotnie (w sezonach 1911-12 i 1933-37) na odcinkach do Nicei oraz Digne-les-Bains. Tuż po najstraszliwszej z wojen Allos pojawiła się w pierwszych trzech edycjach Touru z sezonów 1947-49. Potem już tylko trzy razy w ciągu dwóch kolejnych dekad: 1957, 1967 i 1969. Następnie w pamiętnej edycji z roku 1975, zaś jeśli chodzi o czasy bardziej współczesne jedynie w latach 2000 i 2015. Ogółem na Allos podjeżdżano 34-krotnie, z czego 23 razy od południa. Od północnej flanki, którą nam przyszło przetestować, po II Wojnie wspinano się czterokrotnie (lata: 1947, 1957, 1967 i 1969).

Pierwszym zdobywcą tej góry został Luksemburczyk Francois Faber. Z kolei jego rodak Nicolas Frantz jako jedyny aż trzykrotnie pierwszy pojawił się na tej przełęczy (1924, 1927-28). Trzech kolarzy uczyniło to dwukrotnie. Pierwszy z nich był Belg Joseph Demuysere (1929 i 1931). W jego ślady poszli Francuzi: Benoit Faure (1930 i 1932) oraz Rene Vietto (1934 i 1947). Wspomniani kolarze z Wielkiego Księstwa Luksemburga sięgali po zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Touru. Oprócz tej dwójki wśród zdobywców Allos mamy jeszcze dziewięciu triumfatorów TdF, choć niekoniecznie owi mistrzowie zdobywali tą przełęcz z chwili swej największej chwały. Na stosownej liście znajdujemy takie postacie jak: Octave Lapize (1912), Lucien Petit-Breton (1913), Firmin Lambot (1920), Henri Pelissier (1923), Lucien Buysse (1926), Gino Bartali (1938), Jean Robic (1948), Fausto Coppi (1949) i Eddy Merckx (1975). Ostatnim kolarzem, który w trakcie Touru jako pierwszy wjechał na Allos od północnej strony był na etapie do Digne-les-Bains z roku 1969 Hiszpan Luis-Pedro Santamarina. Wspomniałem już, iż ostatnimi czasy peleton TdF przejechał przez Allos tylko dwa razy. W 2000 roku organizatorzy wyścigu Dookoła Francji najwyraźniej chcieli nawiązać do dawnych etapów z metą w Briancon. Na blisko 250-kilometrowej trasie ze startem w Draguignan jak dawniej zaserwowano kolarzom „tryptyk”: Allos, Vars oraz Izoard. Premię górską na Col d’Allos wygrał wówczas Francuz Pascal Herve. W ucieczce dnia uczestniczył nasz Dariusz Baranowski. Polak jako ostatni puścił koło Kolumbijczyka Santago Botero, który wygrał ten odcinek po ataku na Izoard. „Ryba” wjechał nawet na ostatnią górę jako drugi. Niemniej na zjeździe wyprzedził go Włoch Paolo Savoldelli, zaś tuż przed metą dogoniła go grupa liderów z Lancem Armstrongiem. Z kolei w sezonie 2015 na 40. rocznicę triumfu Thevenet nad Merckxem pojechano do Pra Loup przez Allos, acz tym razem bez Saint-Martin, Couillole i Champs na rozgrzewkę. Niemiec Simon Geschke dokonał to czego nie udało się „Kanibalowi”, gdyż po zdobyciu Allos jako pierwszy dotarł też do mety w Pra Loup.

Podjazd zaczynaliśmy wcześniej niż inne, więc u podnóża góry nie było za ciepło. Tylko 16 stopni. Niemniej sama góra była terenem, w którym można było się skutecznie rozgrzać. Już na pierwszym kilometrze chwilowa stromizna sięgnęła 8,6%. Na samym początku drugiego kilometra minęliśmy drogę D109 prowadzącą do ośrodka narciarskiego Pra-Loup. Ten podjazd poznałem w lipcu 2009 roku zaliczywszy wcześniej południowy wjazd na Col de Vars. Droga na Allos była tego dnia otwarta, choć na poboczu stała już tablica zapowiadająca roboty drogowe pod koniec września. Nasza ścieżka stała się odtąd węższa i prze kolejne 5 kilometrów trzymała na średnim poziomie około 7,2%. Przy drodze pojawiły się charakterystyczne dla departamentu Alpes-de-Haute-Provence zielono-żółte tablice odliczające nam kolejne kilometry na szlaku ku Col d’Allos. Do połowy szóstego kilometra droga wiodła wzdłuż zbocza góry, równolegle do ginącego w dole lewej stronie potoku Bachelard. Początkowo jechaliśmy przez lasek, zaś później w otwarty terenie wzdłuż skał. Pod koniec piątego kilometra Adrian niespodziewanie dla mnie postanowił się zatrzymać, by spuścić ciśnienie z pęcherza. Nie stracił tyle czasu co Tom Dumoulin przed podjazdem na Umbrail, lecz ów pit-stop kosztował go z grubsza minutę. Nie będąc proszony o zatrzymanie się pojechałem dalej, ale przez jakiś czas kręciłem spokojniej, licząc na szybki powrót Adriana. Dolny segment o długości 6,21 kilometra pokonałem w 25:01 (avs. 14,9 km/h z VAM 1007 m/h). Po siedmiu kilometrach od domu czyli 5,4 kilometra od podnóża góry droga skręciła na zachód. Teraz z wyraźnie łagodniejszym nachyleniem wiodła przez blisko trzy kilometry w tym kierunku, aż po mostek nad potokiem Agneliers (8,2 km). Widoki na tym podjeździe były przednie. Parokrotnie miałem jak na dłoni piękny widok na łysy szczyt Grande Seolane (2909 m. n.p.m.) w masywie Trois-Echeves. Pod koniec dziewiątego kilometra minąłem wyciągi ośrodka Les Agneliers. Ponieważ długo nie widziałem Adka za plecami z czasem przyśpieszyłem. Profil wzniesienia mi pasował, więc chciałem je pokonać w mocnym rytmie.

Za wspomnianą stacją szosa zawróciła na wschód. W połowie jedenastego kilometra mój licznik zanotował maksymalną stromiznę 10%. W połowie dwunastego kilometra droga znów odbiła na południe. Po dwunastu kilometrach otworzyła się przede mną szeroka panorama na górskie hale, zaś na początku czternastego pokonałem dwa wiraże. Na tej górze serpentyn było jak na lekarstwo. Na początku piętnastego kilometra przejechałem nad Riou de Barreme, skręciłem w lewo i wjechałem na bardziej zacieniony odcinek. Gdy spojrzałem za siebie ujrzałem goniącego mnie Adriana. Pomyślałem, że ten jeden raz spróbuję wjechać na górę pierwszy i na solo. Niżej chętnie przystałbym na ponowne towarzystwo swego kompana. Jednak gdybym dał się dogonić na ostatnich dwóch kilometrach wyglądałoby na to, iż nawet na przyjaznej mi Allos byłem nieco słabszy. Postanowiłem odeprzeć ten pościg i pokusić się o „honorowe zwycięstwo”. Okazało się, że miałem jeszcze sporo pary pod nogami. Na ostatnim kilometrze nadrobiłem nad kolegą 27 sekund, acz nie wykluczam na ostatnich metrach Adriano już odpuścił. Końcówka wspinaczki wiodła po świeżutkim asfalcie. Na 300 metrów przed finałem minąłem Refuge du Col d’Allos. Niebawem pokonawszy dwa delikatne łuki drogi zameldowałem się na przełęczy. Niespełna 69 minut po wyjeździe na drogę D902. Segment Col d’Allos – Full Length o długości 16,85 kilometra przejechałem w 1h 04:35 co dało średnią prędkość 15,7 km/h. VAM po korekcie przewyższenia wyniósł 1023 m/h. Adriano miał tu czas netto (czystej jazdy) 1h 04:16. Zatem z pozoru nasz korespondencyjny pojedynek „przegrałem”. Niemniej głównie z uwagi na wolniejsze tempo tuż po rozstaniu. Na ostatnich 10 kilometrach, gdy już obaj jechaliśmy każdy „swoje”, byłem szybszy o skromne 8 sekund. Jednym słowem w drugiej części wyprawy wskoczyłem na poziom Adiego. By tego dokonać musiałem przez ponad godzinę generować średnią moc rzędu 300 watów. Na wadze dzieliło nas 18 kilogramów, więc każdy remis był dla mnie sukcesem. W końcu ile z „naszych” wspólnych 28 gór Alexander Kristoff wjechałby tempem Nairo Quintany 😉

GÓRSKIE ŚCIEŻKI

https://www.strava.com/activities/4078959143

https://veloviewer.com/athletes/2650396/activities/4078959143

ZDJĘCIA

Col d'Allos_001

FILM

Napisany w 2020b_Alpes-Maritimes & Alpes-de-Haute-Provence | Możliwość komentowania Col d’Allos została wyłączona